Legs McNeil, Gillian McCain – “Please kill me” [recenzja]

Oto jest – recenzja Please kill me, prawdziwej kroniki punkowej jazdy bez trzymanki po świecie złamanych idei, buty, prawdziwości, gdzie zapach alkoholu ginie w oparach tytoniu, prochów i krwi, a uszy dudnią tak od używek, jak i młodzieńczej furii i muzyki, którymi żyły lata 70. (i nie tylko).

Please kill me to kultowa już poza granicami Polski, rzetelna i przy tym rozbudowana do granic objętości kronika “pustej generacji” punka. Legs McNeil i Gillian McCain nie narzucają jej “przekombinowanego” charakteru. Nie brudzą niepotrzebnie, ale też nie wybielają osób, które tak szczerze i barwnie opowiadają o swoim życiu związanym z punkiem i jego otoczką. Nie mają zresztą sposobności ku zbytecznej ingerencji w treść książki – po prostu opiera się ona na kolejnych i kolejnych wypowiedziach osób, które tym środowiskiem oddychały. Iggy Pop? Morrison? David Bowie? Lou Reed? Towarzystwo Ramones? Wszystkich ich tu znajdziecie pod postacią wywiadu czy wypowiedzi archiwalnej. Coś pięknego. Oni mają całe mnóstwo historii do opowiedzenia.

Uwierzcie, że tekst na okładce to naprawdę nic takiego w porównaniu do niektórych prawdziwie absurdalnych i zabawnych historii, jakich uświadczyć możecie w “Please kill me”.

Myślę, że przygotowanie tak wyczerpującej i bogatej w dziesiątki znanych osób historii punka musiało być momentami syzyfową pracą. Opłaciła się jednak – nie dość, że od materiału nie sposób się oderwać, to jest on w taki sposób poukładany, tak “posegregowany”, że pomimo różnych głosów wypowiadających się na kolejnych stronicach, czuć ich ciągłość i jedność. Bohaterowie przekrzykują się wręcz, prezentując kolejne wersje tych samych historii i rozszerzają perspektywę odbiorcy.

Please kill me to w moim odczuciu książka barwna, legendarna, zabawna, prymarna, czasem straszna. 

Trupy, groupies i je**ne buraki

Pierwsze wydanie tej opowieści o punku liczy sobie już dwadzieścia lat. Tym samym mamy okazję przeczytać wypowiedzi osób, które w czasie jej powstawania jeszcze stąpały po naszym świecie, lecz obecnie są już w krainie wiecznego seksu i rock’n’rolla. Wielokrotnie ich legendarne postaci są w książce przez branżowych znajomych krytykowane, czasem wręcz wyszydzane, co jeszcze dobitniej uświadamia czytelnika w ich zawiłym i problematycznym życiu. Dawne, wygasłe już gwiazdy punka też były ludźmi i podejrzewam, że dotychczas żadna inna książka nie ukazywała ich w takim świetle (a czasem krzywym zwierciadle), jak niniejszy tytuł.

Jestem pod naprawdę dużym wrażeniem poziomu dziennikarstwa, jaki książka sobą reprezentuje.

Cały ten okres był jak umieranie

I ponowne narodziny. Please kill me świetnie obrazuje, jak kontrkultura lat 70. XX wieku próbowała się uporać z kryzysem tożsamości, z jakim i my – choć już nie w tak piękny sposób – mierzymy się też dzisiaj, w kryzysie informacji.

Nigdy nie przepadałem za punkiem. Czy zmieniła to lektura tej książki? Cóż… dalej średnio się z nim lubię. Ale teraz wiem, że bez jego cudownego wpływu nie zaistniałoby to całe mnóstwo nurtów muzycznych, bez których życia sobie nie wyobrażam. Co ważniejsze, zrozumiałem, że punk to nie tylko muzyka grana na odwal się, lecz coś więcej.Styl bycia. Mówienia. Oddychania, jedzenia, spania, rozmnażania się. Ci ludzie, o których tu mowa, nie tylko stworzyli i widzieli punk. Oni nim byli. A czy jest lepszy sposób na pojęcie tego niż przeczytanie setek stron ich własnych słów?

Please kill me
Rzadka wersja okładki recenzowanej książki/zdjęcie recenzenta doznającego olśnienia w kwestii zbawienno-destrukcyjnego wpływu punka na całkiem sporo nieoczywistych rzeczy – niepotrzebne skreślić.

Dziękuję wydawnictwu Czarne za egzemplarz recenzencki.