Olga Kuczyńska „Życie stewardessy” [recenzja]

Samoloty, podróże, marzenia, wyrzeczenia… To wszystko znajdziemy w książce Olgi Kuczyńskiej Życie Stewardessy. Choć pozycja ta jest pierwszym wydanym przez autorkę dziełem, Olga znana jest czytelnikom nie od dziś. Użytkownicy social mediów z pewnością już wcześniej natknęli się na facebookowego bloga o tej samej nazwie. Bądź co bądź, tytułowa stewardessa zdobyła niemałą popularność w Internecie. Czy zatem książka przedstawia się równie dobrze jak blog?

Olga Kuczyńska to na pozór zwyczajna dziewczyna, mająca tak jak każdy pracę, troski, cele. Jednak wiodąc życie na walizkach, niejedno widziała i niejedno przeżyła. Jako formę odskoczni od codzienności postanowiła założyć bloga. Z biegiem lat spotkał się on z bardzo ciepłym przyjęciem (ponad 175 tys. fanów) i okazało się, że autorka naprawdę polubiła pisanie. Droga, jaką przeszła, by być w tym miejscu, w którym jest teraz, nie była łatwa, lecz obfitowała w doświadczenia. I to właśnie nimi dzieli się Olga Kuczyńska w książce Życie stewardessy.

Odwiedź bloga Olgi. 

Życie stewardessy

Jeśli o treść chodzi, tytuł nie kłamał. Dowiemy się o życiu Olgi, o tym ile przeszkód musiała pokonać, by osiągnąć swój cel, czyli latanie, i o tym jak stresujące (i wciągające) jest życie stewardessy. Myślę, że pomoże to wielu ludziom spojrzeć nieco inaczej na załogę pokładową i bardziej docenić jej pracę. W końcu nie polega ona tylko na byciu „powietrzną kelnerką”, ale także na dużej wiedzy i odpowiedzialności.

Rzecz jasna przeczytamy również o egzotycznych krajach,  różnych kulturach i tym, jak bardzo odmiennie reagujemy na niektóre sprawy, w zależności od punktu, który zajmujemy na mapie. Moim zdaniem wątek podróżniczy mógł być rozwinięty jeszcze bardziej. Myślę, że szerszy opis doświadczeń, ciekawostek i anegdot o danych miejscach zainteresowałby także innych czytelników. W końcu Olga widziała „kawał świata”…

Forma

Lekturę czyta się lekko, szybko i swobodnie. Trzeba oddać autorce, że umie zainteresować czytelnika i sprawić, by miał ochotę przewijać kartkę za kartką. Książka zwyczajnie wciąga i daje dużo przyjemności.

Do sięgnięcia po tę pozycję zachęca również jej wydanie. Zza tekstu wyglądają często zdjęcia Olgi w mundurze, odnajdujemy także fotografie z podróży. Szkoda jedynie, że nie są one opisane i nie zawsze wiadomo, gdzie i w jakich okolicznościach zostały zrobione. Rozdziały są zazwyczaj krótkie, co jeszcze bardziej usprawnia proces czytania (choć jak już wcześniej wspomniałam, są na tyle ciekawe, że czasem warto byłoby poświęcić na nie kilka stron więcej).

Co irytuje?

Latanie czy samoloty to dla Olgi jedne z ważniejszych (jeśli nie najważniejszych) spraw w życiu. Może więc nic w tym dziwnego, że mówi o nich niemalże z nabożnością. Ta patetyczność, choć pojawiająca się tylko czasami, może lekko irytować. Często występująca symbolika nieba jako miejsca, do którego udajemy się po śmierci, może niektórym się podobać, ale powtarzana zbyt wiele razy, wydaje się nieco banalna. Nie zmienia to jednak faktu, że co człowiek to opinia, a autorka nie pozostawiła nikomu wątpliwości, jak dużo znaczy dla niej własna praca  (a nawet powołanie).

Niebieskooka

Ci, którzy śledzą facebookowe konto Olgi Kuczyńskiej, z pewnością wiedzą, o kim mowa. Niebieskooka, bo tak nazwała ją autorka, ma tak naprawdę na imię Pooja i jest dziewczyną ze slumsów. Kto by pomyślał, że między dwoma dziewczynami z jakże odmiennych kultur może zrodzić się tak silna więź.

Pooja; „Życie Stewardessy”

Olga walczyła o lepsze jutro dla Pooji; sprawiła, że cierpiąca na zespół Waardenburga (z którym wiążą się problemy ze słuchem) dziewczyna, po raz pierwszy usłyszała dźwięki. Historię Pooji czytelnicy śledzili z niemałym zaangażowaniem i ekscytacją. Dziewczyna miała nawet zamieszkać tu, w Polsce, wraz z Olgą i jej narzeczonym. Więzi z rodziną, Indiami i przepaść kulturowa okazały się jednak silniejsze.

Historia jeszcze nieskończona

W książce Życie Stewardessy możemy zagłębić się jeszcze raz w historię dziewczyny ze slumsów. Pooji poświęcone są osobne rozdziały. Nie są one tak rozbudowane, jak wszystkie wpisy na facebooku, jednak pozwalają czytelnikowi usystematyzować informacje.

Pojawiają się komentarze, że ta opowieść jest jakby nieskończona, jednak autorka wyjaśnia, że chciała to zostawić właśnie w taki sposób.

Fakt faktem, gdyby odpowiednio rozwinąć wątek Pooji, mógłby on zająć całą książkę. Kto wie, może Olga ma już taki pomysł… Nie pozostaje więc nic innego, jak pogratulować autorce dzieła i oczekiwać kolejnych.

 

Sprawdź, co piszą o inne polskie blogerki.

Zła waluta – recenzja książki Eweliny Dydy