Na styku orientu i fantasy

Cesarz Ośmiu Wysp

Azjatycka gra o dosłowny tron pełna pradawnej magii, intryg i oklepanych, acz żyjących własnym życiem postaci. Czy to mogło się nie udać? Recenzujemy Cesarza Ośmiu Wysp.


Początek książki stanowi szybkie i bezpośrednie preludium do nadchodzących wydarzeń. Bardzo szybko dowiadujemy się o tym, że główny bohater to typowy przykład osieroconego młodzika o szlacheckich korzeniach. Równie prędko dochodzi do zawiązania akcji, oraz  do przedstawienia jej miejsca. Jest to świat piękny, kojarzący się jednoznacznie z feudalną Japonią, gdzie jej folklor – w tym zjawy i demony – ma jak najbardziej namacalną formę. Nawet język książki kojarzy się z azjatyckim mitem. Jest kwiecisty, momentami poetycki, ale prosty i przejrzysty.

Na początku był chaos

Lian Hearn imponująco buduje swój świat. Od ilości imion, lokacji i intryg nie pozostaje nic innego, jak tylko złapać się za głowę. Jednak wyżej wspomniana prostota językowa sprawia, że już w 1/3 książki wszystko wskakuje na właściwe miejsce w głowie czytelnika. A dzieje się tu sporo. Autorka wyraźnie, może nawet nazbyt jaskrawo, zarysowuje różnorodność charakterów i motywacji plejady bohaterów. Z tego względu wydarzenia przybierają często nieobliczalną formę. Wspominałem, że tu wszystko jest na swój sposób piękne. Jest przy tym równie brutalne i okrutne. Czytelnikom polecam uzbroić się nie tylko w mocne nerwy, ale i stalowy żołądek. Cesarz Ośmiu Wysp ma co prawda cechy heroicznego fantasy – są przepowiednie, potężna magia, brawura – ale na pierwszy plan książki wychodzi jednak dramat rozgrywający się na poletku władzy i obyczajów.

Nie wszystko złoto, co się świeci

Choć konstrukcja postaci nie jest tak świetna jak na przykład w książkach Robin Hobb czy Brandona Sandersona, to intrygi są tu knute naprawdę zjadliwie. Z czasem historia rozwidla się i zatacza kręgi – rozdziały dzielą się na kolejne postaci, a te spotykają się w najmniej spodziewanych okolicznościach. Z tego ostatniego względu czasem miałem wrażenie, że niektórzy z bohaterów pełnią raczej rolę pacynek niż pełnokrwistych postaci. Doprowadzić do ukończenia wątku… i można umierać.

Werdykt

Mimo oklepanych twistów i charakterów, bawiłem się przy Cesarzu Ośmiu Wysp przednio. Bardzo barwna, dojrzała powieść pełna magii orientu w mrocznym wydaniu. W skrócie – samurajska Gra o Tron z odrobiną klasycznego fantasy.


Zimno, krwawo i zaskakująco dobrze, czyli Serce lodu

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o