Krótka historia o tym, jak pan prezydent “Przedwiośnie” chciał napisać po naszemu

narodowe czytanie 2018

Lud się burzy, lud protestuje i lud dobrze czyni. Już niedługo Narodowe Czytanie. Miało być Przedwiośnie, ale będzie co innego.

Narodowe Czytanie zawsze postrzegaliśmy jako akcję potrzebną i wzniosłą. W radiu leci Wesele, w gazetach piszą o Trylogii, a społeczeństwo przypomina sobie, kim był Fredro. W tym roku para prezydencka miała Polakom przeczytać Przedwiośnie; okazuje się jednak, że ci Polacy są najwyraźniej za głupi, żeby Żeromskiego czytać w oryginale. Dlatego nie będziemy czytać Przedwiośnia, tylko… adaptację.

Żeromski adaptowany

Adaptacji dokonał Andrzej Dobosz, szanowany krytyk literacki, poeta i aktor znany z Rejsu Piwowskiego. Na stronie kancelarii prezydenckiej znajdziemy filmik, w którym pan Dobosz wyjaśnia, jak praca nad książką wyglądała. Otóż Żeromskiego postanowiono oskalpować – zabrać mu różne obrzydliwe, ociekające niewłaściwością słowa i słówka. Wygumkowano z Przedwiośnia “słowa zbędne”, przestarzałe, tak żeby współczesny obywatel, który potrzebuje sugestii wyszukiwarki, żeby wiedzieć o co mu w ogóle chodzi, mógł zrozumieć.

Podobno jakiś tam Żeromski przewraca się w grobie

Żeromski miał swoją manierę używania trzech przymiotników do określenia kogoś lub czegoś. Tę właściwość pan Dobosz również postanowił pisarzowi odebrać, wedle własnego uznania i pomysłu. Najwyraźniej nie wszystkich Żeromski zachwyca, kiedy nie zachwyca.

Okazuje się jednak, że Polacy nie śpią. Polacy drzemią, ale budzą się, kiedy im się coś kradnie. W tym wypadku ktoś nam ukradł spory kawał języka, a my nadal nie rozumiemy po co.

Po co?

Jakiż cel miało to oskalpowanie Żeromskiego? Po cóż ktoś zdecydował się na fałszowanie języka, którym w tamtych czasach mówiono? Czyżbyśmy sobie nie zdawali sprawy, jaki to oręż?

Czym ma być Narodowe Czytanie, jeśli nie sięganiem do oryginalnych tekstów, nawet jeśli polszczyzna sprzed stu lat brzmi nieco archaicznie, są w niej powtórzenia i te „obrzydliwe” słowa w stylu „tudzież” czy „azaliż”?

Tak pisze dla Wyborczej Michał Nogaś i ma absolutną rację. Przedwiośnie w kontekście dzisiejszej Polski to dzieło niezwykłe i ważne. I niech mi nikt wmawiać nie próbuje, proszę najpiękniej, że nikogo nie obchodzi jakiś tam Żeromski, bo to nuda i dyrdymały. Otóż cała ta sytuacja ma jeden piękny plus – widać jak Polska się ożywiła. Nawet jeśli to wszystko tylko argument w politycznej przepychance w prawo i w lewo, to spójrzmy – Polska się kłóci o książki! Polsce zależy na języku!

Nawet jeśli skala nie tak wielka, jakbyśmy sobie tego życzyli, to jest z czego się cieszyć. Tymczasem oskalpowany Żeromski dostępny jest na stronie kancelarii prezydenckiej, pokrojony na rozdziały, żeby oczek nie zmęczyć.

A za rok…

To co, panie prezydencie, za rok streszczenie Potopu? Łączenie kropek? Kolorowanka? W ramach tego uwspółcześniania polskiej klasyki, proponuję jeszcze przerobić Lalkę na popową piosenkę, a trzynastozgłoskowiec z Pana Tadeusza na komiks. Kochanowskiego mógłby z kolei “zaadaptować” któryś raper. Żeby wszyscy widzieli, jaka ta nasza Polska nowoczesna! Jaka nowatorska! Jaka…

No właśnie.

Jaka.


Na pobudzenie czytelniczego apetytu polecamy artykuł o tym, że czytanie książek nie boli.

Gdyby książki miały zęby – słów kilka o tym, że czytanie książek nie boli