Fantastyczny debiut wart uwagi, czyli Splot

Splot

Debiuty to dość ryzykowna sfera literatury. Nigdy nie wiemy, czego się po nich spodziewać; czy to jako czytelnicy, czy jako oczekujący pierwszych reakcji autorzy. Splot dowodzi jednak, że cała ta miłość nowego autora do swojego dzieła i kilotony stresu mogą przynieść sowity plon. Poznajcie fantasy, które, choć dalekie od ideału, to oryginalne i w pewnych sferach naprawdę imponujące.

Na wstępie warto byłoby nakreślić małe tło do samej recenzji. Otóż Dawid Jurek, autor Splotu, to bardzo pracowity człowiek. Pracuje nad mnóstwem projektów graficznych – w końcu to digital artem zajmuje się na co dzień. Gdzieś w przerwie na oddech, między zleceniami a swoim własnym, postapokaliptycznym projektem, znalazł on jeszcze czas na to, by wydać książkę. Najwidoczniej potwierdza się fakt, że kreatywność przejawia się w bardzo różnych formach. Warto dodać, że Splot zawiera połączenie jego dwóch umiłowań. Obok przyzwoitej ilości tekstu (jak na lekką fantastykę), można uświadczyć tu naprawdę licznych ilustracji. Naprawdę, naprawdę licznych.

Ni to klasyka, ni to powiew świeżości

Sam Splot, opowiadający o perypetiach niejakich Roseza i Corvcana, to raczej łagodna lektura, gdyby ją zestawić z wielotomowymi, złożonymi molochami gigantów fantastyki. To książka napisana dla przyjemności – zarówno z procesu jej tworzenia, jak i jej odbioru. Przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Objawia się to chociażby w dialogach. Ale po kolei. Mamy tu teoretycznie mroczny i przepełniony brutalnością świat fantasy, motyw skonfliktowanej dwójki bohaterów, którzy najpierw osobno, a następnie wspólnie walczą o to, by dotrwać jutra – Roseza i Corvcana. Są też charakterystyczne lokacje: spustoszone i odpychające Doki (jakżeby inaczej, to zawsze muszą być doki!), czy Akademia będąca idealną wręcz satyrą na niezdrową sytuację i otoczkę całkowicie ziemskich uniwersytetów. Wszystko to łączy się dosyć spójnie, oferując niedługą, ale barwną opowieść o dwójce bohaterów mierzących się z nieprzyjaznymi realiami charakterystycznymi dla miejskiej, ciemnej fantastyki.

Trochę charakteru nie zaszkodzi

Ta niedługa opowieść napisana jest w sposób… specyficzny. I bynajmniej nie w negatywnym tego słowa rozumieniu. Dużo tu nieco archaicznych, wymyślnych zwrotów i określeń. Być może byłyby one męczące, gdyby dorzucić do tego nadmierną metaforykę. Na szczęście jednak opisy są proste, podobnie jak fabuła. Tak więc język zapada w pamięć, nie przekraczając bariery (prze)sadyzmu. W dodatku obok tych językowych ozdobników, jest tu sporo „mięcha”. Nie objawia się ono może wiedźmińską wymyślnością, ale pasuje do tego, bądź co bądź mrocznego świata.

Wracając do samych ilustracji, to stanowią one miły dodatek do treści. Są raczej prostymi, ale wymownymi szkicami, a nie dopieszczonymi do ostatniego detalu obrazami. Ciekaw jestem, co narodziło się pierwsze – one, jako koncepty czy treść książki.

Ładne wydanie, przyjemna jego zawartość, dobrze rokujący, charakterystyczny język i sposób budowania świata sprawiają, że nie sposób Splotu nie polecić. Zwłaszcza fanom fantastyki o raczej łagodnym zabarwieniu. I piszę to ze świadomością, że książka ma na swój sposób brutalny i dojrzały klimat. Czasem z bryzgiem krwi, czasem z bluzgiem – ale jednak z uśmiechem.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o