„Dziś jestem wdzięczna, że dałam sobie szansę” – Krystyna Mirek [wywiad]

Fot. Radosław Kaźmierczak

Jest polską pisarką, specjalizującą się w powieściach obyczajowych. Czytelnicy doceniają jej książki za ciepło, optymizm i liczne refleksje, które nasuwają się po zapoznaniu z treścią każdej z nich. Ponadto żona i mama czworga dzieci, biorąca czynny udział w licznych warsztatach i spotkaniach. Panie i Panowie, poznajcie znakomitą autorkę licznych historii chwytających za serce – Krystynę Mirek.

Diana Łętocha: Pracowała Pani jako nauczycielka języka polskiego i niemieckiego. Skąd więc decyzja, by zająć się pisaniem książek?

Krystyna Mirek: To marzenie długo czekało na realizację. Czekałam na tak zwany odpowiedni czas, zmagałam się z wątpliwościami. Słyszałam wiele opinii, że to zły pomysł, bo z pisania nie da się żyć, w tym kraju niewiele osób czyta, a bez znajomości nie ma szans na wydanie książki. Wszystkie te głosy okazały się nieprawdziwe. Dziś jestem wdzięczna, że dałam sobie szansę, spróbowałam.

Jak wspomina Pani początki kariery pisarskiej?

– Początki były trudne, w porywach do bardzo trudne. Pracowałam na pełen etat, byłam wtedy mamą trójki dzieci. W mój plan dnia szpilki nie dało się wcisnąć, a co dopiero setek godzin potrzebnych do napisania książki. Wstawałam codziennie o piątej rano i pracowałam nad swoim marzeniem. Nie miałam wydawcy ani gwarancji, że go znajdę, jeszcze wtedy nawet nie wiedziałam, jak i gdzie szukać. Ale konsekwentnie realizowałam kolejne punkty. Skończyłam powieść, znalazłam wydawcę i choć mój debiut przeszedł właściwie niezauważony, pisałam kolejną, a potem następną. Po drodze było jeszcze wiele przygód, ale nie poddawałam się. Moja trzecia książka weszła na listy bestsellerów, siódma została wydana w dużym, dobrym wydawnictwie, po ósmej książce mogłam się zwolnić z pracy. Pracowałam cały czas bardzo intensywnie. Dziś mam wspaniałe warunki do pisania. Czas, własny gabinet, świetnych partnerów i najlepszych na świecie Czytelników. Ale nigdy bym do tego punktu nie doszła, gdybym nie zaczęła wtedy w takich realiach, jakie były dostępne. Czekanie niczego nie zmienia, trzeba coś zrobić.

Zarówno w byciu nauczycielką, jak i pisarką, ważny jest kontakt z ludźmi i sposób, w jaki przekazuje się wiedzę. Pani niewątpliwie ma te dary. Pomimo życiowych zakrętów, pomaga Pani innym zmierzyć się z trudnościami, poprzez warsztaty i spotkania. Skąd ta siła?

– Z pasji wobec życia i życzliwości dla ludzi. Mnie też nie jest łatwo i rozumiem tych, którzy się zmagają z kłopotami. Cały czas szukam rozwiązań, tymi, które działają, dzielę się z Czytelnikami. Zbudowanie rodziny, w której wychowuje się czworo dzieci to czasem niełatwe zadanie, stworzenie małżeństwa, w którym nie wysycha miłość, mimo upływu lat i wielu trudności również, podobnie jak zachowanie zdrowia, pogody ducha, realizowanie pasji i marzeń, ciągły rozwój. Siłę daje mi przekonanie, że to co robię jako mama, żona, pisarka, kobieta, człowiek jest ważne i służy ludziom. Wzmacnia mnie też wiedza, której nieustająco poszukuję, uczę się, czytam, studiuję. A także doświadczenie życiowe, którym się dzielę.

Co inspiruje Panią na co dzień?

– Kobiety. Ten niezwykle bogaty i barwny świat, w którym żyją. Mnogość ról, wyzwań, historii o miłości i marzeniach. To niewyczerpane źródło inspiracji do powieści. Siłę czerpię też z kontaktu z przyrodą, słuchania muzyki, czytania książek, spotkań z ciekawymi ludźmi, z ciągłego uczenia się.

Rodzina jest dla Pani inspiracją, czy raczej wytchnieniem od pisania?

– Rodzina jest dla mnie bardzo ważna. Jest wszystkim. Inspiracją, wytchnieniem, pochłania mnóstwo czasu, daje radość i siłę. Jest częścią mnie widoczną w każdym aspekcie życia. Wpływa na pisanie. Jednym z moich marzeń jest stworzenie wspólnego projektu z córkami, a synek od dłuższego czasu zamawia książeczkę dla dzieci. Jeśli chciałabym spełnić jego prośbę, muszę się pospieszyć, bo ma już pięć lat i niedługo pewnie zmienią mu się ulubione książeczki.

Pisze Pani głównie powieści obyczajowe dla kobiet. Skąd ten wybór?

– To świadoma decyzja. Po ukończeniu studiów dostałam propozycję zrobienia doktoratu. Potrafię też pisać trudno i nudno. Ale postanowiłam inaczej. Sama też lubię powieści obyczajowe, dawały mi siłę w trudnych sytuacjach. W pewien sposób spłacam więc dług. Oddaję otrzymane dobro dalej.

Miałam przyjemność recenzować Wakacje all inclusive oraz Francuską opowieść. Jest w nich mnóstwo szczegółowych opisów tamtejszej przyrody. Czy są one wynikiem Pani osobistych podróży?

– Każda powieść wymaga badań i przygotowań. Jeśli akcja rozgrywa się w Krakowie, jest oczywiście łatwej, bo dobrze znam to miasto, ale w takich przypadkach również jeżdżę i sprawdzam na miejscu szczegóły. Piję kawę w restauracjach opisanych w powieści, chodzę ulicami i stoję na przystankach. Kiedy się przygotowywałam do napisania Francuskiej opowieści, tak się wyspecjalizowałam w hodowli winogron, że dziś mam w ogrodzie okazy, jakich nigdy wcześniej nie widziałam i to bez sztucznych nawozów. Badam temat różnymi metodami. Studiowałam w czasach, kiedy nie było jeszcze Internetu, rzecz dziś nie do wyobrażenia, ale to też jest moja mocna strona. Potrafię dotrzeć także do innych źródeł i pokazać sprawy z wielu stron.

Pani książki uświadamiają, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Każdy problem można rozwiązać, a los, pomimo licznych przeszkód i tak szykuje dla nas coś dobrego. Czy to jest główny cel Pani powieści? Czy może są inne ukryte przesłania?

– Tak, to jeden z głównych celów. Piszę, by dać Czytelnikowi przyjemność. Temu służy opowiadana historia. Jeśli ktoś chce się przy moich powieściach wyłącznie zrelaksować, może, nic nie stoi na przeszkodzie. Ale jeśli szuka czegoś więcej, inspiracji, motywacji, pomocy w rozwiązywaniu problemów, też znajdzie.

Na blogu widnieje taki wpis: ,,Znam wiele sposobów na budowanie szczęścia” – podzieli się nimi Pani?

– Te słowa zostały napisane dawno temu. Dziś widzę coraz wyraźniej, że wszystkie sposoby prowadzą ostatecznie do jednego. Jest nim miłość i akceptacja. Nie zakochanie, bo ono, choć piękne zwykle jest bardzo płytkie, szybko się zmienia i często jest źródłem cierpień. Lecz miłość, to znaczy stałe, silne uczucie bazujące na czymś więcej niż zauroczenie. Kierowane nie tylko do partnera czy dzieci, ale także o wiele szerzej, do ludzi i świata. Niewyczerpane, bo pochodzące z większego źródła niż my sami. Pomaga zachować zdrowie, siłę, energię, mieć wciąż nowe pomysły, dobre relacje z innymi, entuzjazm, pasję. A to wszystko prowadzi do szczęścia.

Jakie jest Pani literackie marzenie?

– Spełniam je każdego dnia. Szukam wciąż wytrwale przepisu na najlepszą powieść, nie tylko w sensie literackim, ale też ludzkim, chodzi o to, by te historie służyły innym, dawały im coś dobrego. Wciąż się rozwijam i uczę, ale jednocześnie czuję się bardzo spełniona i szczęśliwa w tym punkcie, w którym jestem teraz.

Pani odważyła się spełniać swoje marzenia. Co więc powinni zrobić ci, którzy wciąż boją się zaryzykować i podjąć walkę o urzeczywistnienie swoich pragnień?

– Mądrze podejść do realizacji marzeń. Określić, czego się pragnie i z jakiego powodu. To ważne, by potem nie zabrakło nam motywacji. Następnie zdobyć wiedzę i umiejętności potrzebne do działania. Same dobre chęci to za mało. I na koniec konsekwentnie robić, co trzeba. Z czasem wszystko stanie się łatwiejsze, aż któregoś poranka obudzisz się i okaże się, że jesteś u celu. To piękne uczucie. Życzę każdemu z całego serca.

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

_______________________________________________

Zapraszamy wszystkich do zapoznania się z wywiadem z równie fascynującą pisarką – Anną Niemczynow.

„Jestem takim samym człowiekiem, jakich miliony na świecie” – wywiad z Anną H. Niemczynow

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o