Aneta Jadowska „Szamańskie Tango” – recenzja

Fot. Diana Łętocha

To nie jest typowa powieść. Nie jest to prosta do rozstrzygnięcia zagadka kryminalna, nie jest to również historia problemu, który można łatwo rozwiązać. W książce Szamańskie Tango kryje się bowiem znacznie więcej; może to cięty humor autorki, a może ludzkie i nadludzkie problemy głównego bohatera? Ciężko jednoznacznie określić, ale mogę Wam zdradzić, że to mieszanka iście wybuchowa, popychająca czytelnika w stronę magicznej przygody!

Szamańskie kłopoty

Witkacy prowadzi śledztwo w sprawie podwójnego morderstwa. Pomaga mu w tym Kurczaczek – córka, o której istnieniu dowiedział się niedawno. Mimo wrodzonego sprytu i talentu, jego posada jest niestabilna i grozi mu zwolnienie bądź przedwczesna emerytura. Mężczyzna nie może sobie na to pozwolić; dopiero co odnalazł dziecko i musi udowodnić innym, a przede wszystkim jej i sobie, że nadaje się do nowej roli – ojca. Tymczasem Kurczaczek nieświadomie nie ułatwia mu tego zadania – młoda szamanka pakuje się w spore kłopoty, co może zakończyć się apokalipsą.
Jakby tego było mało, duch opiekuńczy głównego bohatera czuje się u niego jak u siebie; wyjada mu z lodówki, nadużywa gościnności i cierpliwości.
Jak Witkacy poradzi sobie z tyloma problemami? Czy w ogóle sobie poradzi?

Poradzi, nie poradzi – musicie się przekonać sami. Powieść jest wciągająca i napisana tak dowcipnym językiem, że nie pozwala na chwilę nudy. Mało tego, przygód i problemów mnoży się tak wiele, iż czytelnik wręcz musi dowiedzieć się, co będzie dalej.
Podoba mi się przede wszystkim młodzieżowy styl pisania autorki. Towarzyszy mu co prawda pełno wulgaryzmów, co nie wszystkim może się spodobać, ale są trafnie umiejscowione i nie umniejszają atrakcyjności ani fabule, ani wypowiedziom.
Bohaterów powieści ciężko nie polubić. Nieważne, czy jest to nastolatka, czy facet koło czterdziestki; z każdym bez problemu byście się dogadali i odnaleźli wspólny język. Ich fantastyczne przygody są nieprzewidywalne i trzymają w napięciu.
Jedyny minus, jaki odkryłam, to bolący brzuch – od sporej ilości śmiechu.

Polecam książkę zarówno miłośnikom fantasy, jak i dobrego humoru. Mimo tych czterystu stron czas naprawdę szybko przy niej ucieka. Doskonale wpasowuje się w jesienne klimaty, przy kubku ciepłego kakao i talerzyku ciasteczek. Tylko trzymajcie je z dala od Sępa.