W sobotę, 23 maja 2026 roku, odbyła się ostatnia, 34. kolejka Ekstraklasy w sezonie 2025/26. Tego dnia kibice Lechii Gdańsk przeżyli jeden z najtrudniejszych momentów w historii klubu. Biało-zieloni pojechali do Niecieczy z jednym celem — wygrać i zostać w elicie. Niestety, plan się nie powiódł.
Dramatyczna porażka w Niecieczy
Lechia przegrała po raz piąty z rzędu i spadła z PKO BP Ekstraklasy. Mecz z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza zakończył się wynikiem 3:2 dla gospodarzy. Co ważne, w 70. minucie napastnik Lechii Tomáš Bobček nie wykorzystał rzutu karnego, trafiając w poprzeczkę. To był moment, który mógł zmienić losy spotkania. Mimo to Bobček zapisał się w historii sezonu. Na pocieszenie pozostał mu tytuł króla strzelców — w całym sezonie 2025/26 strzelił 20 goli.
Kara punktowa przypieczętowała los
Lechia walczyła przez cały sezon z dodatkowym ciężarem. Do bieżącej rywalizacji klub z Gdańska przystąpił z pięcioma ujemnymi punktami, co było karą za zaległości finansowe. Klub jednak nie zamierza się poddać. W oficjalnym komunikacie Lechia podkreśliła, że w wyniku sportowej rywalizacji zakończyła sezon na 12. miejscu, a 16. pozycja jest efektem decyzji PZPN o odjęciu punktów, wobec której wyraża stanowczy sprzeciw. Ponadto sprawa pozostaje przedmiotem postępowania odwoławczego prowadzonego przed Trybunałem Arbitrażowym ds. Sportu (CAS) w Lozannie.
Trener Carver odchodzi
Razem z Lechią z Ekstraklasy odszedł też jej szkoleniowiec. John Carver potwierdził, że nie będzie dłużej prowadził zespołu — w jego kontrakcie znajdował się zapis, zgodnie z którym umowa wygasa w przypadku spadku. Angielski trener nie ukrywał rozczarowania. Zaznaczył, że drużyna powinna zdobyć więcej punktów i utrzymać się w lidze.
Co dalej z Lechią?
W przyszłym sezonie w Trójmieście ponownie odbędą się lokalne derby, ale już szczebel niżej — w I lidze. Lechia spotka się tam z Arką Gdynia, która również spadła z Ekstraklasy. Dlatego najbliższe miesiące będą dla klubu kluczowe. Lechia musi odbudować drużynę, ustabilizować finanse i powalczyć o powrót do elity. Kibice biało-zielonych wierzą, że to tylko tymczasowy krok w tył — przed skokiem do przodu.


