Odjechane Jednorożce – recenzja ulubionej karcianki studentów

Odjechane jednorożce
źródło: materiały prasowe

Tradycyjna forma codziennej rozrywki w akademikach to oczywiście… karty. Makao, Mafia, Poker są znane zapewne każdemu, kto zakosztował studenckiego życia. A ja, jako studentka z krwi i kości dorzucam kolejną karciankę do grona “must have”, która w naszym towarzystwie robi furorę. Odjechane jednorożce to karcianka, którą pokochało wielu graczy – przede wszystkim znanych mi studentów. Czym sobie na to zasłużyła?

Od zeszłego roku Odjechane Jednorożce  widnieją na liście najczęściej kupowanych gier w Polsce. Za ich wydanie w polskiej wersji językowej odpowiada Rebel.pl. Karcianka przeznaczona jest dla maksymalnie 8 graczy powyżej 14 roku życia. Mogłoby się wydawać, że kolorowe kucyki przyciągną uwagę wyłącznie graczy damskiej płci, ale nic bardziej mylnego! Okazuje się, że mężczyźni (przynajmniej ci,  z którymi miałam przyjemność grać) również kochają te stworki. No ale… jest tutaj mały haczyk. To nie urok jednorożców skłania do tej miłości. Odjechane Jednorożce nie są wcale takie słodkie, na jakie wyglądają – wprawdzie to po prostu istne bestie, które pomagają nam zemścić się na przyjaciołach. Nie ma nic lepszego od pośmiania się z kumpla, który przegrywa dzięki nam.

Dystans to podstawa

Odjechane jednorożce to gra, w której podstawą jest interakcja między rywalami. Jednak ta interakcja ma mocno wrogie fundamenty, bowiem musimy robić wszystko, aby uprzykrzać rozgrywkę przeciwnikom. To dlatego właśnie dystans jest tutaj ważny. Celem gry nie jest w końcu skłócenie graczy, a świetna zabawa. Dowcipy tego typu sprawdzają się na ogół wyłącznie w gronie przyjaciół. 

Niepozorne pudełeczko…

…a ma się czym pochwalić. Jeśli chodzi o jakość – naprawdę nie ma sobie nic do zarzucenia. Po otwarciu magnetycznego pudełka i rozłożeniu kart na twarzy miałam wypisane wielkie “WOW”. Grafika, za którą odpowiada sam autor gry – Ramy Badie jest pełna jaskrawych, zresztą świetnie dobranych kolorów. Każdy jednorożec z ilustracji jest unikalny. Solidny materiał, z którego zrobiono karty to również atut. Mogę śmiało stwierdzić, że niepozorne pudełeczko zaskakuje swoim wnętrzem.

Na czym polega rozgrywka?

Stajemy się hodowcami jednorożców, które posiadają przeróżne cechy. Nasza stajnia jest miejscem, przez które przewinie się sporo tych stworków. Utrzymanie ich nie jest takie proste – a chodzi o to, aby uzbierać konkretną ich ilość. Nasi kochani przyjaciele robią wszystko, aby odebrać nam możliwość zwyciężenia.

Bierzemy po pięć kart na rękę, a cała reszta ląduje na środku stołu w zakrytej talii. Zasady są banalne, rozgrywka szybka i dynamiczna. Zaczynamy od aktywowania i rozpatrzenia efektów kart, które mamy umieszczone na swoim obszarze gry. Następnie dobieramy na rękę jedną kartę z zakrytej talii. Akcję powtarzamy. Na sam koniec sprawdzamy ilość kart na ręku i ewentualnie odrzucamy nadmiarowe, ponad określony przez instrukcję limit. W tym momencie zaczyna się prawdziwa gra, a raczej walka o przegraną przyjaciela. Można oczywiście skupiać się na swoim obszarze gry i starać się go rozwijać, ale po co, skoro mamy możliwość zagrywania kart również na obszary innych graczy. Jaki jest sens rozbudowy własnej stajni, skoro inny gracz może to robić szybciej, bo miał lepszy dociąg kart? Tu właśnie chodzi o to, aby nie tylko samemu się rozwijać, ale przede wszystkim blokować przeciwników. To właśnie najbardziej lubię w rozgrywce.

Jednorożce – nowi przyjaciele

Kolorowe stworki, które osiedlają naszą stajnię, a zarazem pomagają niszczyć współzawodników różnią się cechami i umiejętnościami. Można podzielić je na trzy grupy:

Jednorożki –  jako jedyne mają swoją osobną talię, nazwaną żłobkiem. Nie posiadają żadnych zdolności, jednak nie są takie całkiem bezużyteczne. Traktowane są jako pełnowartościowe jednorożce, liczące się do limitu wymaganego, aby wygrać rozgrywkę.

Odjechane jednorożce
fot. Karina Szymańska

Zwyczajne jednorożce – to po prostu konie z naroślami na czole. Nie posiadają żadnych magicznych mocy.

Odjechane jednorożce
fot. Karina Szymańska

Magiczne jednorożce – dysponują wachlarzem zdolności, które pozwalają zrobić niemal wszystko. Mogą przeszukiwać talię, niszczyć karty zagrane przez przeciwników, dodawać za free kolejne jednorożce do stajni lub choćby podbierać karty przeciwnikom. Część umiejętności uaktywnia się w momencie zagrania ich kart, część posiada efekt stały i uaktywnia się zawsze na początku naszej tury..

Odjechane jednorożce
fot. Karina Szymańska

Karty wspomagające

Dobrze dobrane efekty, strategia i “mocna stajnia” może w trybie błyskawicznym doprowadzić do wygranej. Jednak zbierając tylko w naszej stajni jednorożce, daleko nie zajedziemy. Dostajemy również w nasze ręce całkiem pokaźną ilość kart dodatkowych:

Karty Ulepszeń – zagrywamy je oczywiście do swojej stajni. Dzięki nim możemy dobierać dodatkowe karty, poświęcać karty z ręki, aby pozbywać się ze stajni niechcianych kart, blokować karty Riposty i wiele, wiele więcej.

Odjechane jednorożce
fot. Karina Szymańska

Karty kar – mój ulubiony rodzaj kart. Nie to żebym należała do grupy masochistów, ale z przyczyn oczywistych. Wykorzystujemy je przeciwko rywalom. Możemy zablokować przeciwnikowi możliwość dokładania kart, możemy go zmusić do odrzucenia kart z ręki lub pozbycia się kart ze stajni, możemy uniemożliwić mu korzystanie z Kart Ulepszeń itp. itd. Użycie takiej karty przynosi chyba najwięcej frajdy.

fot. Karina Szymańska

Karty magii – tych kart, jako jedynych, nie zagrywamy bezpośrednio na obszary żadnego z graczy. Lądują one na stosie kart odrzuconych, a ich efekt jest rozpatrywany natychmiast.

Odjechane jednorożce
fot. Karina Szymańska

Karty Riposty – nie mają żadnego bezpośredniego wpływu na obszar gry, ale służą do “koszenia” współgraczy. Taka niepozorna karta daje smaczek całej rozgrywce. Bywa, że użycie jej doprowadza do czerwoności naszego przeciwnika – spowodowanej oczywiście frustracją.  Szczególnie, gdy przykładowo jest już na finiszu, a w ręku “kisi” świetną kartę, którą ma zamiar zagrać w zbliżającej się turze, aby potem drwić ze nas, że znowu wygrał. Nadchodzi jego tura. Z nieskrywaną satysfakcją zagrywa upragnioną kartę… a tu beng. Ktoś zagrał w tym momencie Kartę Riposty i jego karta ląduje na stosie kart odrzuconych, a jej efekt nawet nie zostaje rozpatrzony.

Odjechane jednorożce
fot. Karina Szymańska

Niczym dobrze naoliwiona maszyna

Odjechane Jednorożce to karcianka, która pomimo lekkości tematu i zasad ma bardzo dobrze funkcjonujący mechanizm. Połączenie zarządzania ręką oraz budowa karcianego silnika jest przyjemnym rozwiązaniem. Dużą rolę odgrywa zarządzanie zasobem kart, a to też minimalizuje ich losowość.  To wszystko współgra ze sobą naprawdę dobrze. Estetyczne wykonanie, genialna design, proste zasady i regrywalność udowadniają, że karcianka jest warta zachodu. Ogromna dawka humoru, choć nie dla wszystkich jest atutem w naszym gronie (studentów oczywiście) to podstawa, aby uznać coś za dobre.

Minusy

Jedynym aspektem, na który warto zwrócić uwagę w negatywnym znaczeniu jest to, że gra we dwójkę jest “do bani”. Według mnie, autor powinien jasno określić, że zabawa zaczyna się od 3 graczy. W innym wypadku można sobie wyrobić złą opinię na jej temat. Jeżeli mamy tylko jednego przeciwnika wszystko staje się łatwiejsze, a przede wszystkim przewidywalne. Poza tym nie ma tyle radochy, co w większym gronie przyjaciół.

Przyznam, że Odjechane Jednorożce zaskoczyły mnie dość mocno, przede wszystkim dlatego, że tytuł wydaje się być nieco banalny. Pokuszę się jednak o stwierdzenie, że to jedna z najlepszych karcianek, z jakimi miałam do czynienia. My, jako studenci uwielbiamy spędzać czas w jej towarzystwie, ale jestem pewna, że w rodzinnym gronie również sprawdzi się na medal.

 

Kwarantanna z planszówkami, czyli sposób na dobry czas z rodziną

Kwarantanna z planszówkami, czyli sposób na dobry czas z rodziną