Studio Arcane, odpowiedzialne za swego czasu bardzo popularne immersive simy Dishonored oraz Prey, w 2021 roku wydało kolejną grę. Deathloop odznaczał się niesamowitym klimatem lat 60. oraz interesującym podejściem do wątku pętli czasowej, w której gracz ma za zadanie zabić 8 ważnych osób w jedną dobę – inaczej zaczynał od nowa. Jak ostatecznie grało się w Deathloop?
Fabuła i stylistyka
Gra rozpoczyna się przydługim wstępem. Budzimy się na plaży jako Colt Vahn, nie pamiętając nic z poprzedniego życia. Po chwili docieramy do kryjówki bohatera, gdzie przez radio porozumiewa się z nami Juliana – tajemnicza postać, która już na wstępie robi sobie z nas jaja i zaprasza do odwiedzenia archiwum. Gdy się tam udajemy, zabija nas ona w mgnieniu oka. Wtedy ponownie budzimy się na tej samej plaży, tego samego dnia oraz dowiadujemy się, że jesteśmy uwięzieni w pętli czasowej trwającej 24 godziny. Colt postanawia zniszczyć pętlę i wyswobodzić całą wyspę, stając naprzeciw Juliany i rzeszy wrogów.

Fabuła może wydawać się nieco sztampowa, ale tajemnica pętli czasowej jest bardzo dobrze napisana. To samo tyczy się relacji Colt-Juliana, którzy, choć są wrogami, często porozumiewają się przez radio i dogadują sobie na różne sposoby. Widać, że na tym aspekcie twórcy skupili się najbardziej.
Co do innych postaci – w grze naszym celem jest zabić ośmiu wizjonerów, czyli ważnych osobistości na wyspie, co doprowadzi do rozpadu pętli. Kwestie rozgrywkowe zostaną poruszone niżej, ale co do samych postaci – są bardzo sztampowymi i zepsutymi do szpiku kości charakterami. Zapewne dlatego, żeby gracz nie miał wyrzutów sumienia podczas ich mordowania, a będzie się to zdarzało wyjątkowo często w rozgrywce opartej na przeżywaniu tego samego dnia w kółko.
Dużym plusem jest stylistyka opowieści, która czerpie garściami z kultury swingu lat 60. Muzyka, kolory, plakaty oraz moda tamtych lat bardzo rzadko pojawia się w tekstach kultury, tym bardziej w grach. Jest to bardzo świeże i ładne.

Ciekawym detalem są halucynacje głównego bohatera, który gdzieniegdzie widzi latające napisy, dające mu rady oraz obrazujące psychikę Colta. Bardzo ciekawy zabieg.
Grafika
Oprawa wizualna Deathloop jest naprawdę ładna. Może nie są to najwyższe standardy grafiki w grach, ale to, jak wszystko zostało wystylizowane budzi naprawdę miłe dla oka obrazki. Arkane znane jest ze swojego stylu, który już w Dishonored odznaczał się tym, że wyglądał niczym ręcznie malowany. Taka grafika starzeje się zdecydowanie wolniej od graficznych wodotrysków.
Rozgrywka
Chyba najważniejszy element produkcji. Deathloop jest immersive simem, w którym podejście do problemów zależy jedynie od naszej pomysłowości oraz pozostawionym nam narzędzi. Ale od początku.
Celem gracza w tytule jest zabić ośmiu wizjonerów podczas jednego dnia. Nie jest to jednak łatwe, bo każdy z nich znajduje się w różnych miejscach wyspy, więc niemożliwe jest zrobienie tego już za pierwszym podejściem. Rozgrywka polega więc na eksplorowaniu w dowolnej kolejności czterech dostępnych terenów średniej wielkości i szukaniu wskazówek, jak zebrać wszystkie cele w większą grupę. Taka lekka gra detektywistyczna.

W tym celu pomoże nam różnego rodzaju broń broń palna, gadżety oraz przeróżne moce. Te ostatnie to dosyć pomysłowe warianty tego, co już widzieliśmy w poprzednich grach Arkane, na przykład teleportacja na niewielkie odległości. Tabliczki zdobywamy zabijając wizjonerów, a jeśli zbierzemy kilka kopii tej samej zdolności – zostaje ona ulepszona. Dlatego opłaca się powtarzać te czynności.
W toku możemy ulepszać wyposarzenie medialonami i tutaj jest to rozwiązanie nieco gorzej. Medialony podzielone są na unikalność, a sygnalizowane jest to kolorami. Szare – standardowe, złote – najrzadsze i najpotężniejsze. Bardzo szybko gra wymusza na nas zbieranie każdego z nich, a potem przeglądanie ekwipunku, aby wybrać najbardziej odpowiedni dla naszego stylu grania.
Nie jest to satysfakcjonujące oraz przypomina system giwer z Borderlands lub innych looter-shooterów, a te mechaniki nie pasują za bardzo do skradankowego szkieletu Deathloop.
Trzeba jeszcze napomknąć, że w grze panuje upływ czasu, ale nie wisi nad nami licznik, który odmierza reset pętli. Działa to w ten sposób, że jeśli przechodzimy z jednej lokacji do innej, zmienia się pora dnia. Jednak jeśli jesteśmy nieprzerwanie na jednym z terenów, możemy bez przeszkód eksplorowac i odkrywać, co nam się podoba, bez widma straty czasu. W grze wyróżnione są cztery pory dnia: ranek, południe, popołudnie oraz wieczór. Jeśli wieczór minie – dopero wtedy pętla zatoczy koło.
Z czasem odblokowujemy umiejętność zachowywania niektórych przedmiotów do kolejnych iteracji pętli, przez co nie musimy zaczynać wszystkiego dosłownie od nowa. System przypomina nieco to, co oferują gry typu rougelite
Inwazje innych graczy
Co ciekawe, Deathloop oferuje dosyć kreatywny tryb wieloosobowy, przypominający trochę to, co mogliśmy zobaczyć w serii Dark Souls. Jeśli grając Coltem znajdujemy się w rejonie, na którym znajduje się również chociaż jeden z wizjonerów, naszą grę może odwiedzić inny gracz jako Juliana. W takiej sytuacji blokują się wszystkie wyjścia, a odblokować je możemy tylko w jednym miejscu – dzięki temu gracz wcielający się w Julianę polującą na Colta może schować się w pobliżu, gdyż prędzej czy później ten tam się pojawi.

Przewaga jest zawsze po stronie Colta, gdyż ten może odradzać się dwukrotnie. Juliana natomiast ma jedno życie, ale również posiada swoje asy w rękawie – może nasłać postaci niezależne na przeciwnika oraz zmieniać swój wygląd na któregoś z pobliskich NPC.
Ten multiplayer jest naprawdę miłą odskocznią od zwykłego biegania po mapie i koszenia z łatwością wrogów, ale w przypadku śmierci Colta – gracz musi zaczynać cały dzień od nowa, a wszelkie znalezione przedmioty odpadają. Jest to więc gra w ryzyko.
Wady pętli
Niestety, Deathloop posiada wady i są one dosyć znaczące. Jedną z największych, ale również bardzo subiektywnych jest tempo rozgrywki. Poprzednie gry Arkane są raczej wolnymi skradankami, natomiast Deathloop jest niesamowicie dynamiczne. O ile na początku jeszcze eksplorujemy mapy z ostrożnością, o tyle połowa gry zamienia się w bieg sprinterski od znacznika do znacznika. Postać gracza robi się niesamowicie potężna i wystarczy odrobina ostrożności, aby wszystko nam się udawało. Nie da się niestety zmienić poziomu trudności, ale za to ustawienia interfejsu są pokaźne – wyłączenie podpowiedzi oraz możliwości oznaczania wrogów może urozmaicić rozgrywkę.
Drugim minusem jest szczegółowość map. I znowu – poprzednie gry studia miały poziomy pełne bocznych ścieżek, ukrytych pomieszczeń, szybów wentylacyjnych i tak dalej. W Deathloop są znacznie uproszczone, zapewne ze względu przez system wieloosobowy – gdyby miała miejsce inwazja Juliany, gracz kierujący Coltem miałby zbyt wiele kryjówek. Coś za coś, ale pewien znak rozpoznawczy gier Arkane na tym ucierpiał.

Kolejnym minusem jest bardzo duża powtarzalność. W grze dostępne są 4 mapy i nie są one małe, ale do największych też nie należą. Początkowo zwiedza się je dobrze. Natomiast po dziesiątym powrocie do miasteczka Updaam lub na Skałę Firstad robi się monotonnie.
Ogólne wrażenia
Deathloop to świetnie wyglądająca gra z dobrym gameplayer, który jednak posiada parę wad. Producenci są weteranami gier skradankowych i tym razem chcieli poeksperymentować w formule immersive simów, ale nie wszystkie pomysły były trafione.
Jednak dla nieortodoksyjnych fanów studia Arkane oraz miłośników immersive simów, Deathloop przyniesie sporo zabawy. Być może w pełnej cenie nie opłaca się gry nabywać, ale na potężnej zniżce – już tak. O ile ktoś nie odebrał darmowej kopii swego czasu na Epic Games Store.


