To my – thriller w reżyserii Jordana Peele’a [recenzja]

To my – thriller w reżyserii Jordana Peele’a to ciekawa propozycja dla fanów mrocznych klimatów. Początek filmu jest wyjątkowo spokojny, ale akcja szybko się rozkręca i wciąga. Wymarzone wakacje czteroosobowej rodziny zamieniają się w niebezpieczną walkę o przetrwanie.

Fabuła

To my opowiada o małżeństwie z dwójką dzieci spędzającym urlop w małym domku nad jeziorem, nieopodal Santa Cruz. Wkrótce ich spokojny wypoczynek zostaje zakłócony przez nieprzyjaźnie nastawionych sobowtórów poszczególnych członków rodziny. Teraźniejszość przeplata się z przeszłością – traumą Adelaide Wilson (Lupita Nyong’o) matki dwójki dzieci, która jako mała dziewczynka zabłądziła w gabinecie luster. Właśnie wtedy dziecko po raz pierwszy zobaczyło swoją bliźniaczkę. Postaci w czerwonych kombinezonach mają na celu zabić rodzinę Wilsonów. Wkrótce także sobowtóry pojawiają się wszędzie – doprowadzając do zniszczenia ludzkiej cywilizacji.

Przerażające sobowtóry

Istotną rolę w filmie odgrywają dziwne, a także niebezpieczne bliźniaki głównych bohaterów. Ich zachowanie i rekwizyty (złote nożyczki, skórzane rękawiczki) wywołują gęsią skórkę. Tajemnicze postaci stanowią przeciwieństwo spokojnej, zwyczajnej rodziny. Twórcy dreszczowca zadbali o każdy najmniejszy szczegół. W produkcji pojawiają się wątki katastroficzne – pustki na ulicach, dziwny łańcuch z ludźmi w kombinezonach. Dużą rolę odgrywa Adelaide, która walczy o przetrwanie swojej rodziny, mimo traumy z dzieciństwa. Przerażające potwory nie zawahają się użyć swoich narzędzi do pozbycia się rodziny. W filmie nie brakuje krwi i brutalnych scen morderstwa – np. okrutne zabójstwo znajomych Wilsonów.

Produkcja w reżyserii Jordana Peele’a zawiera w sobie także, co ciekawe wiele zabawnych sytuacji i czarnego humoru. Muzyka w filmie – znany rap I got five on it pojawia się także w wolniejszej wersji w finałowych scenach thrillera.

Zagłada świata

W filmie wykorzystano także motyw zagłady świata przez humanoidalne stworzenia, zdolne do wszystkiego, niszczące miasta i zabijające ludzi. W produkcji Peele’a pojawia się wątek szpitala psychiatrycznego, w którym dorastał sobowtór głównej bohaterki, przerażające wnętrze i tłum dziwnych ludzi mają za zadanie wywołać strach u widza. Sam głos bliźniaczki Adelaide został doskonale zmieniony na niższy, co nadaje jeszcze bardziej mrocznego charakteru poszczególnym scenom. Dzieci głównej bohaterki postanawiają się zjednoczyć i współpracować, mimo początkowych nieporozumień. W finałowej scenie toczy się walka o życie Adelaide (miejscem akcji szpital z białymi królikami w tle), która w ostateczności zabija swojego sobowtóra i ratuje syna (Evan Alex). Czteroosobowa rodzina jako jedyna ocalała spośród tysięcy ludzi.

Warto obejrzeć?

Film w reżyserii zdobywcy Oscara – Jordana Peele’a (Uciekaj!) należy do interesujących produkcji, wyróżnia się na tle klasycznych dreszczowców. Zamysł twórcy i ogromna pomysłowość na pewno zasługują na uznanie. Aktorzy grający główne role robią to genialnie – jako zwyczajni ludzie i niebezpieczne istoty (swoje sobowtóry). Jednak koncepcja reżysera nie do końca mnie zachwyca. Jako fanka mrocznych produkcji uważam, że w thrillerze czegoś zabrakło, momentami stawał się nużący. Kolejne walki między rodziną Wilsonów a ich sobowtórami przynosiły tylko mnóstwo krwi. Nieudolność ojca dzieci i męża Adelaide (Winston Duke) należy do najbardziej komicznych scen w filmie.

Najważniejszą rolę w dreszczowcu odgrywa matka i żona, która pokonuje swoje demony z przeszłości i walczy w obronie rodziny. Kobieta jest niezwykle odważna oraz zdeterminowana, a jej mąż naiwny. Produkcja stanowi połączenie kina grozy i filmu fantastycznego – z dziwnymi istotami wyglądającymi na przybyszy z innego świata. Jordan Peele bez wątpienia stworzył thriller inny niż wszystkie, jednak w ostateczności nie zaskoczył widza w 100%. Każdy wątek z fabuły został szybko rozwiązany przez reżysera, niczym element prostej układanki.