The Crown – czasy się zmieniają

Na ekrany monitorów, telewizorów i urządzeń mobilnych trafił właśnie trzeci sezon The Crown — jednego z najdroższych seriali wyprodukowanych przez Netfliksa. Czy klejnot platformy streamingowej wciąż emanuje blaskiem i dostojeństwem?

Nowe czasy

Królowa Elżbieta II i rodzina Windsorów muszą sprostać nowym trudnościom, które przynosi druga połowa XX wieku. To między innymi podział świata na dwa mocarstwa, rozwój technologii i nauki (czego dobitnym znakiem jest lądowanie człowieka na księżycu), a także coraz bardziej wyzwolone obyczaje. W trzecim sezonie nastąpiła zmiana obsady. Zgodnie z przyjętym w produkcji schematem, dotychczasowych odtwórców zastąpili odpowiednio starsi artyści. I tak w rolę księżniczki Małgorzaty — w miejsce Vanessy Kirby  -wcieliła się  Helena Bonham Carter. Księcia Filipa zagrał Tobias Menzies, który zastąpił Matta Smitha. Lorda Mountbattena, dotychczas granego przez Grega Wise’a sportretował Charles Dance, znany między innymi z roli Tywina Lannistera w serialu Gra o Tron od HBO. Ponadto na pierwszy plan wychodzą książę Karol (Josh O’Connor) i księżniczka Anna (Erin Doherty)

The Crown Królowa i książę Filip
Des Willie / Netflix

Królewskie opowieści

Każdy epizod najnowszego sezonu The Crown to autonomiczna historia, która ma swój indywidualny temat przewodni. Kolejne odcinki można oglądać jako niezależne obrazy. Możemy wracać do wybranych epizodów, bez konieczności powtarzania całego sezonu.

Najbardziej spodobały mi się epizody trzeci — Aberfan oraz szósty — Tywysog Cymru. Pierwszy z nich opowiada historię tragedii w tytułowej wiosce Aberfan. W wyniku obsunięcia się zalegających odpadów górniczych, życie straciła ponad setka ludzi, z czego większość dzieci — uczniowie szkoły podstawowej. Oglądając ten odcinek, można odnieść wrażenie, że patrzy się na dzieło twórców Czarnobyla od HBO: chociażby ze względu na katastroficzną tematykę, dramat walki człowieka z siłami natury czy próby radzenia sobie władz z sytuacją kryzysową.

Co się tyczy szóstego odcinka, mocno osadza w historii rodziny Królewskiej postać księcia Karola, czyli tytułowego Tywysog Cymru (wal. Książę Walii). Karol udaje się do swojego dominium, aby opanować podstawy języka walijskiego. W tym samym czasie przeżywa pierwsze poważne, romantyczne uniesienia, co nie ułatwia mu w próbie odnalezienia sensu w swoim życiu.

Książę Filip w The Crown
fot. Des Willie / Netflix

Sygnałem, że wkroczyliśmy w zupełnie nową erę w dziejach ludzkości, jest odcinek Moondust. Opowiada historię lądowania człowieka na księżycu, widzianą z perspektywy księcia Filipa. Nie tyle chodzi w nim o ukazanie postępu, ile przyjrzenie się mężczyźnie w średnim wieku, który wobec nabierającego tempa świata weryfikuje swoje dotychczasowe osiągnięcia.

Nowa obsada godnie podejmuje się głównych ról zostawionych im przez poprzedników.

Pod tym względem nie mam najmniejszych obaw co do sezonu czwartego. Co więcej, oglądając serial, zobaczycie genialne role epizodyczne. Jane Lopataire — w roli księżniczki Alicji Battenberg, matki księcia Filipa — wypada fenomenalnie, dla niej musicie zobaczyć Bubikins!

Twórcy jak zwykle świetnie odwzorowują publiczne wydarzenia z życia monarchii brytyjskiej. Nie mogę tego powiedzieć o prywatnych losach Windsorów. A to z tej prostej przyczyny, że sami twórcy skazani są na opieranie się w tym względzie na plotkach, relacjach pojedynczych świadków czy wreszcie domysłach albo projekcjach pewnych wydarzeń. W tym sensie The Crown nie można traktować jako serialu historycznego, a raczej jako inspirowany prawdziwymi wydarzeniami serial obyczajowy. Ten jednak ogląda się z przyjemnością. Składają się na to angażująca fabuła, znakomita gra aktorska. Wrażenia spotęgowane są dzięki odpowiednim proporcjom dramy i historii, dbałości o scenografię czy rekwizyty oraz piękne zdjęcia i muzykę.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o