“Pan od muzyki” – czy muzyka okaże się lekiem na całe zło?

Kadr z filmu Pan od muzyki

Francuski film Pan od muzyki zrealizowany w 2004 roku przez Christophe’a Barratiera, pokazuje przepiękną historię. Poczciwy nauczyciel muzyki, Clément Mathieu, przybywa do szkoły z internatem Fond de L’Etang (co w języku francuskim oznacza dosłownie „dno stawu”). Nazwa nie jest przypadkowa, ponieważ jest to placówka dla trudnej młodzieży. Głową ośrodka jest pan Rachin, dla którego najlepszym sposobem na wymierzenie kary nieposłusznym uczniom jest przemoc. Nowy wychowawca pragnie mieć całkowicie inne podejście do dzieci. Czy w ten sposób zdobędzie ich sympatię?

 

Początki nigdy nie są łatwe

Od pierwszych chwil spędzonych w tym miejscu muzyk zderza się z okrutną rzeczywistością życia młodzieży. Podczas rozmowy z dyrektorem dochodzi do wypadku, w którym cierpi Maxence, pełniący funkcję strażnika, pielęgniarza, ochroniarza i szklarza w Dnie stawu. Dyrektor nie godzi się na wezwanie pomocy medycznej. Rozkazuje Mathieu wezwać wszystkich uczniów na zbiórkę. Następnie do czasu, aż sprawca nie przyzna się do popełnionego czynu, każdy z wychowanków ma ponosić konsekwencje.

Na pierwszym wykładzie Clementa panował chaos, chłopcy nie byli mu posłuszni. Mimo to muzyk starał się zdobyć kontakt z młodzieżą. W momencie gdy dowiedział się, że to Le Querrec założył pułapkę na woźnego, zawarł z chłopcem umowę. W zamian za milczenie ze strony wychowawcy, chłopiec miał opiekować się Maxence, do czasu aż ten wyzdrowieje. Nawet gdy wychowankowie dokuczali poczciwemu wychowawcy, ten nieustannie krył ich przed bezwzględnym dyrektorem.

Czy nowy wychowawca odnajduje antidotum na nieposłuszną młodzież?

Po wielu nieudanych próbach zapanowania nad młodzieżą, Mathieu znajduje sposób. Udaje mu się zainteresować swoich podopiecznych muzyką. Zakłada szkolny chór, dobiera osoby ze względu na skalę głosu. Jedyną osobą przeciwną metodom nowego wychowawcy był Rachin, który zawiesza działalność chóru. Nie podoba mu się to, że muzyk nie stosuje jego zasady “akcja-reakcja”, czyli automatycznej reakcji i zadawania kary za złe zachowanie uczniów. Wychowawca wraz z uczniami znajdują sposób i mimo zakazu nadal kontynuują naukę śpiewu. Chórem zaczynają interesować się ludzie z zewnątrz, a dyrektor zostaje proszony o jego występ. W momencie gdy idea staje się sukcesem, Rachin przypisuje sobie jego wszelkie zasługi.

Clement w końcu zaczyna czuć się spełnionym artystą, jednak jego przygoda z nauczaniem w „Dnie rzeki” nie trwa już długo. Zostaje pozbawiony posady za złamanie regulaminu szkoły. Podczas gdy wybrał się z wychowankami grać w podchody, w budynku wybuchł pożar. Mimo próśb Clementa dyrektor nie pozwolił mu pożegnać się z chłopcami. Wychodząc z walizkami na autobus usłyszał śpiew chłopców, z jednego z okien zaczęły wylatywać papierowe samoloty z manuskryptami, mówiące o smutku i współczuciu, jaki odczuwają nastolatkowie.

 

Niespełniony muzycznie człowiek wprowadził w życie chłopców radość. Co najważniejsze, wprowadza ich w świat muzyczny i zaraża swoją pasją. Terapeutyczna i kojąca rola muzyki pokazana w tym filmie wzrusza nawet najtwardszych widzów.