Na rynku gier wideo czasami mamy do czynienia z arcydziełami – każdy element produkcji jest zaplanowany i współgra z całą resztą. Fabuła jest świetna, a rozgrywka ją idealnie dopełnia. Są też gry takie jak Just Cause 3, które świetnie robią jedną rzecz, ale to wystarcza, aby gra była przynajmniej dobra.
Film akcji z bollywoodzką fabułą
Porównanie Just Cause 3 do tanich, czasem idiotycznych filmów produkcji indyjskiej nie jest wcale bezpodstawne. Przynajmniej w aspekcie fabuły tego dzieła. Just Cause 3 opowiada historię Rico Rodriqueza – agenta specjalnego, zajmującego się obalaniem rządów dyktatorskich. Po wielu udanych akcjach, Rico wraca w swoje rodzinne strony – słonecznego państwa Medici. Dziwnym zrządzeniem losu okazało się, że i tam sprawowane są rządy twardą ręką. Niejaki generał Di Ravello rozdziera państwo swoimi decyzjami, a główny bohater postanawia zaprowadzić porządek.
Historia w Just Cause 3 jest pisana na kolanie, a to kolano najwyraźniej chybotało się na wszystkie strony. Gołym okiem widać, że opowieść to tylko pretekst dla siania zniszczenia i przemieszczania się po wielkim świecie, który oferuje gra. Sam główny bohater przypomina typowych twardzielów filmów z lat 80., rzucających one-linerami na prawo i lewo, i to właściwie wszystko, co ma sobą do zaoferowania.
Podczas rozgrywki pojawia się kilka postaci, ale są one sztampowe, jednowymiarowe i niewarte uwagi. Jak zostało wspomniane, fabuła nie jest istotna w tej grze – taki był zresztą zamysł twórców.
Wybuchy, wybuchy, wybuchy!
Co innego natomiast można powiedzieć o rozgrywce, bo w tym aspekcie gra nieco nabiera blasku. Just Cause 3 błyszczy dwiema mechanikami – chwytakiem, w który wyposażony jest Rico oraz modelem zniszczeń obiektów. Co do pierwszego, działa on tak, że gracz może połączyć ze sobą dwa dowolne obiekty (w tym ludzi) i, ewentualnie, przyciągnąć je do siebie (wliczając w to samego gracza). I to z grubsza tyle. Choć nie brzmi to zbyt imponująco, w chwytaku tkwi cały pomysł na grę. Gdy użyjemy haka do połączenia auta i helikoptera, stworzy to nam improwizowaną kulę burzącą. Zespolenie ze sobą wysokich wież i naprężenie linki zawali obie budowle w bardzo spektakularny sposób. A przyłączenie beczki do obiektu sprawi, że wystrzeli ona jak z procy (to samo można zrobić z przeciwnikami, tylko że oni nie wybuchają). Opcji jest naprawdę wiele i to od pomysłowości gracza zależy, jak dobrze wykorzysta chwytak.
Co do drugiej mechaniki – Just Cause 3 ma bardzo dobry model zniszczeń obiektów. Wszelkie wieże, silosy, budowle, samochody, myśliwce, zbiorniki na paliwo czy mury rozsypują się w drobny mak lub eksplodują. Po prostu świetnie to wygląda i świetnie się to ogląda.

Na tym polega jakieś 90% gry. Mapa Medici jest olbrzymia, ma ponad 1000 kilometrów kwadratowych. Na każdym skrawku terenu znajdują się miasta lub bazy wojskowe – celem gracza jest je zniszczyć, co jakimś sposobem doprowadzi do obalenia rządów Di Ravello (nieważny szczegół, fabuła tylko przyćmiewa wybuchy).
Im kreatywniejszy gracz, tym lepsza zabawa
Jeśli ktoś grałby w Just Cause 3 jak zwykłe tytuły: przeć do przodu, strzelać do wrogów i chować się za osłoną, aby zregenerować życie – nie bawiłby się dobrze. Istotą jest zaplanowanie jak najśmieszniejszej i jak najgłupszej akcji oraz obserwowanie, jak wiele destrukcji spowodowała.

Oczywiście, w grze są dostępne inne narzędzia i aktywności. Bardzo ikoniczne jest chociażby nieskończona ilość spadochronów, jaką ma na podorędziu Rico, przez co żaden upadek jest niestraszny. Świetną zabawą jest też korzystanie ze stroju do szybowania, który umila podróże. Dostępne są dziesiątki typów uzbrojenia oraz pojazdów, jest więc z czego strzelać i jak przemierzać Medici. Poza tym można uczęszczać na wyścigi, brać udział w wyzwaniach kombinezonu do szybowania czy szukać sekretów rozsianych po całej mapie. A, no i można wykonywać misje fabularne.

Były wybuchy, pora na niewypały w Just Cause 3
Niestety, gra ma wiele bolączek. Zupełnie bezsensowna fabuła była już wspomniana, ale to najdrobniejszy problem. Tytuł cierpi na okropną powtarzalność. Nieważne, jak wielką kreatywnością wykaże się gracz w niszczeniu infrastruktury, po kilkudziesięciu godzinach da się odczuć znużenie. Tym bardziej, że gra rzadko wprowadza nowe typy placówek do zrównania z ziemią – zawsze są to miasta, małe posterunki oraz bazy wojskowe, a potem większe wersje tychże. Jedynym urozmaiceniem okazały się nieliczne platformy wiertnicze, jedna odkryta kopalnia, ze dwa gigantyczne lotniska i port wojskowy.

Trzeba również wspomnieć o nierównej grafice. Z jednej strony odległe krajobrazy, czy to lądowe, czy wodne, robią wrażenie. Tekstura i fizyka wody wyglądają znakomicie. Ale niestety z bliska prawie wszystko wygląda znacznie gorzej. Najłatwiej zauważyć to w wypadku modeli postaci, a szczególnie postaci pobocznych. Na szczęście nie można tego powiedzieć o wybuchach, bo one zawsze wyglądają ślicznie.
Ostatnie, do czego można się przyczepić, to wrogowie – a dokładniej ich rola. Podczas niszczenia baz mamy do czynienia z hordami wrogów, do czego zresztą typowy gracz jest przyzwyczajony – jeśli nie ma przeciwników, to jest nudno. Sytuacja jest jednak bardziej skomplikowana w Just Cause, gdy gracz próbuje zrobić coś bardziej finezyjnego – wspomniane wcześniej kreatywne podejście do zniszczeń. Kule wrogów wtedy nieco przeszkadzają. Nieraz nie uda się czegoś dokończyć, bo trzeba przerwać dzieło destrukcji, aby uciec przed przeciwnikami, zregenerować życie, a potem wrócić do zabawy. Nie jest to AŻ tak bardzo uciążliwe, w końcu co to za gra akcji bez przeciwników – ale wrogowie są wtedy jak komary, które musimy co chwilę odganiać, co jest lekko męczące.
Tani odmóżdżacz
Just Cause 3 to nie jest gra idealna ani wybitna. Przyjemny odmóżdżacz, w którym można się dobrze bawić tym bardziej, im mniej poważnie do niego podejdziemy. Tytuł dosyć przydługi, bo na 40-50 godzin, jeśli chce się zniszczyć każdą placówkę wroga. Mimo to, ilość zabawy za cenę jest korzystny dla konsumenta, szczególnie z uwagi na częste promocje. Idealna gra po ciężkim dniu.


