Melania – najdroższa laurka świata. Recenzja filmu, który podzielił Amerykę jeszcze przed premierą

0
8

To miał być intymny portret Pierwszej Damy, a wyszła najdroższa reklamówka w historii politycznego marketingu. Dokument Melania, wyprodukowany przez samą bohaterkę przy wsparciu finansowym Amazona, bije rekordy kasowe w specyficznej niszy, jednocześnie zbierając miażdżące oceny od krytyków. Czy za fasadą perfekcyjnych ujęć i wyreżyserowanych uśmiechów kryje się jakakolwiek prawda o żonie Donalda Trumpa? Sprawdzamy, czy warto poświęcić półtorej godziny na ten specyficzny spektakl.

Emocjonalna próżnia w rytmie pop

Może nie był to najbardziej wyczekiwany film w 2026 roku. Największym grzechem Melanii nie jest nawet jej propagandowy charakter, ale filmowa nuda. Pierwsza Dama jawi się na ekranie jako postać pozbawiona charyzmy, recytująca wyuczone kwestie niczym kiepsko zaprogramowany chatbot AI. Oglądamy ją w pięknych, sterylnych lokalizacjach, zawsze idealnie ubraną, kroczącą w rytm popularnej muzyki, ale nie dowiadujemy się o niej absolutnie niczego nowego.

Narracja filmu to zbiór suchych faktów i bezpiecznych ogólników. Melania wiele mówi o wartościach rodzinnych i byciu matką, ale jej syn, Barron, pojawia się na ekranie w rolach epizodycznych, co tworzy dziwny dysonans. W całym, trwającym półtorej godziny seansie, znalazłem dokładnie jeden moment, który wydawał się szczery – scenę, w której główna bohaterka opowiada o swoim guście muzycznym i nuci piosenki Michaela Jacksona. To jedyna chwila, gdy maska idealnej żony na moment opada, a my widzimy człowieka, a nie polityczny produkt.

Reżyser z czarnej listy i pieniądze Bezosa

Kontrowersje budzi nie tylko treść, ale i kulisy powstawania produkcji. Za kamerą stanął Brett Ratner – reżyser, który po oskarżeniach w dobie #MeToo stał się w Hollywood pariasem. Jego powrót przy boku Trumpów jest symboliczny: to sojusz władzy z ludźmi odrzuconymi przez liberalny establishment. Ratner nie zadaje trudnych pytań. Nie usłyszymy tu o sprawach sądowych męża, o aferze Epsteina, o polityce imigracyjnej  czy kontrowersjach wokół kampanii Be Best.

Zastanawia również rola Amazona. Gigant Jeffa Bezosa wyłożył na ten projekt ( rzekomo aż 75 milionów dolarów. Krytycy widzą w tym cyniczną grę korporacji, która zabezpiecza swoje interesy, inwestując w treści miłe nowej administracji USA. To biznesowy pragmatyzm w najczystszej postaci.

Sukces czy klapa?

Odbiór filmu to studium podziału społeczeństwa. Z jednej strony mamy krytyków którzy film ocenili na zaledwie 10% pozytywnych ocen na Rotten Tomatoes, nazywają oni filmpropagandową wydmuszką. Z drugiej – konserwatywną publiczność, która tłumnie ruszyła do kin, zapewniając produkcji status najbardziej dochodowego dokumentu  od ponad dekady.

Czy warto obejrzeć Melanię? Tylko jeśli interesuje Was mechanizm tworzenia propagandy w XXI wieku lub jesteście zaprzysięgłymi fanami rodziny Trumpów. Jeśli szukacie rzetelnego dokumentu – trafiliście pod zły adres. To film, który zamiast burzyć mury wokół Pierwszej Damy, dobudowuje kolejne, jeszcze wyższe cegły.

Podoba Ci się to, co robimy?
Wesprzyj nas i postaw nam kawę!
Wesprzyj nas
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze