Dirty Dancing Show we Wrocławiu [recenzja]

Tegoroczne Walentynki we Wrocławiu były wyjątkowo roztańczone! Sukienki wirowały, a nogi same  rwały się do pląsów. Skąd taka energia? Wszystko za sprawą Tribute to Dirty Dancing Music&Dance Show. Muzyka na żywo i świetnie odwzorowane  kultowe sceny stworzyły ultrapozytywny klimat! Nie jesteś pewien, czy wybrać się na show w swoim mieście? Koniecznie przeczytaj.

Tribute to Dirty Dancing

Dirty dancing (1987r.) to chyba najważniejszy film taneczny, jaki kiedykolwiek powstał. Przełamuje pewne tabu związane z seksualnością, ukazując potęgę zmysłowości w sztuce. Znajdziemy w nim wszystko, co tworzy kultowe produkcje: genialny, wpadający w ucho soundtrack, historię zakazanej miłości, atrakcyjnych aktorów, no i rzecz jasna “kawał dobrego tańca”! Nic więc dziwnego, że Dirty Dancing Show spotkał się z tak ciepłym przyjęciem publiki. Wystawiony po raz pierwszy w 2017r.  z okazji 30-tej rocznicy powstania filmu, w 2018 powrócił znów na scenę.

 Be my little baby

Wyznaczenie daty show na 14.02 z pewnością było “strzałem w 10-kę”. Przed godz. 19:00 do Hali Stulecia nadciągają tłumy. Widzimy nie tylko pary zakochanych, ale też grupy koleżanek, rodziny z dziećmi. Każdy, kto lubi taniec, znajdzie tu coś dla siebie. Choć zarówno wygląd hali, jak i stroje ludzi są eleganckie, nie można tego powiedzieć o tym, co widzimy na korytarzu. Z początku dostrzegam tylko ciasta i napoje – to akurat wydaje mi się całkiem sensowne. Jednak szyldy “american hot-dog” i “zapiekanka”? Rozumiem, że przyszłam na show, a w show chodzi o zabawę, jednak fast foody wydają się nazbyt biesiadne i odejmujące szacunku świetnemu wystąpieniu. To jednak moja opinia, może dla innych nie było to równie rażące.

To, co jest niezwykłe w Tribute to Dirty Dancing Music&Dance Show, to niesamowita energia! Pozytywne wibracje czuć już od pierwszych dźwięków wydobytych z instrumentów. Orkiestra na żywo stanowi zdecydowanie ogromny walor. Kultowe utwory z soundtracku porywają publikę. Gdy rozbrzmiewa Stay czy Yeswidzowie wyginają się w swych siedzeniach, kołyszą ramionami, a niektórzy… nie wytrzymują i podnoszą się z miejsc. Ze swojego balkonu widzę małą, tańczącą na parterze dziewczynkę (nie odpuszczała przez pare piosenek), gdzieś z  tyłu dwie koleżanki skaczą, machając głowami. Nie mogę powstrzymać uśmiechu. Jest tu tyle radości!

Tribute to Dirty Dancing Music&Dance Show

Perfekcyjny taniec

Tanecznie Tribute to Dirty Dancing Music&Dance Show to naprawdę wyższa półka. Wszystko jest rytmiczne, synchroniczne i lekkie. Widzimy praktycznie każdą scenę taneczną z Dirty Dancing, a choreografie w 100% oddają te z filmu.  Występujący tańczą doskonale, jednak to, co na scenie robią artyści wcielający się w Baby i Johnny’ego, sprawia że nie mogę wyjść z podziwu. Moment, w którym przystojny instruktor pomaga stawiać swojej uczennicy pierwsze kroki w mambo, oddano perfekcyjnie. Niepewność Baby i jej niezdarne nadeptywanie Johnny’ego, pomoc pewnej siebie Penny i to typowe dla każdego treningu “jeszcze raz i jeszcze raz” zagrane jest zaskakująco wiernie.

Za bardzo pomysłowe i zgrabne wypada też uznać ukazanie sceny pierwszego zbliżenia głównych bohaterów. Wykorzystano tu grę cieni, co tworzy efekt bardzo zmysłowy, jednak nie wulgarny. Nawet siedząca przede mną kobieta, której priorytetowym zajęciem podczas występu była zabawa telefonem, okazała na chwilę zainteresowanie ;).

No i oczywiście… To, na co wszyscy czekali, czyli Time of my life! Nie mogło przecież zabraknąć, myślę, że mogę spokojnie powiedzieć – najbardziej znanej sceny tanecznej wszechczasów. Mowa o słynnym podnoszeniu, które pewnie nie jedni z Was trenowali kiedyś w domu. Nie wiem, jak to wyglądało u pozostałych, jednak te moje nie miały w sobie nic z tego, co zobaczyłam podczas Dirty Dancing Show ;). Co tu więcej mówić… wszystko zatańczono doskonale!

Tribute to Dirty Dancing Music&Dance Show

Czego zabrakło?

Mimo że zarówno taniec, jak i muzyka były wyśmienite, zabrakło mi… aktorstwa. Tribute to Dirty Dancing Music&Dance Show trudno nazwać spektaklem. Nie ma tu  spójności i stopniowych przejść między scenami charakterystycznych dla filmu czy teatru. Była to idealna rozrywka dla tych, którzy Dirty Dancing znają, lubią i przyszli by raz jeszcze, tym razem w oprawie live, zobaczyć ulubione momenty. Jednak jeśli ktoś nie oglądał filmu wcześniej, może mieć problem z połapaniem się w historii i ułożeniem jej sobie w głowie. Zobaczy wyśmienity taniec i rodzącą się miłość, jednak nie sposób domyślić się reszty (np. konkfliktu z ojcem).  Myślę, że w filmie jest wiele scen, ujęć, które miałyby bardzo duży potencjał, gdyby zdecydowano się je ograć w show. Czasem chodziło o proste zabiegi, np. wyraźne wyróżnienie Johnny’ego i Baby spośród wszystkich tancerzy w scenach grupowych, czy ukazanie emocji przez drobne gesty. Gdyby nie film, Dirty Dancing Show samo w sobie nie stanowiłoby całości treściowej. To prawdopodobnie zabieg celowy. Wydarzenie nie nazywa się przecież musicalem, nie mówimy też o teatrze. Myślę jednak, że występ mógłby wiele zyskać, gdyby wprowadzono do niego więcej rozwiązań aktorskich.

Nie zmienia to jednak faktu, że cały czas świetnie się bawiłam i gorąco polecam Tribute to Dirty Dancing Music&Dance Show. Po powrocie do domu playlista z Dirty Dancing leci już n-ty raz i tylko ciało, które widzę w lustrze wydaje się oddawać ruchy gorącego mambo nieco koślawiej…

Artyści wystąpią także w Olsztynie, Lublinie, Gdyni, Toruniu, Zabrzu, Łodzi, Poznaniu.

Obsada

Dirty Band w składzie :

Karolina Kończal – vocal
Jacek Ciepliński – vocal
Jacek Kotlarski – vocal
Maciej Gwódź – trąbka
Maciej Kociński – saksofon
Maciej Kołodziejski – puzon
Michał Pietrzak – gitara
Michał Kwapisz – gitara basowa
Marcin Górny – instrumenty klawiszowe
Grzegorz Siek – instrumenty perkusyjne
Piotr Kończal – perkusja

Zespół taneczny Art of Move (30 tancerzy)

Choreografia : Marta Marcysiak / Michał Mroczkowski

Kierownik Muzyczny : Piotr Kończal

Reżyseria : Jacek Lisewski

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o