“Każdy dzień w życiu tatuażysty jest sporym wyzwaniem” – rozmowa z Katarzyną Piątkowską [Wydziarany Piątek #3]

Tak jak było to zapowiedziane tydzień temu, tym razem do naszego dziarowego kącika zajrzała Katarzyna Piątkowska z katowickiego Widzimisie Tattoo. Kasia opowie nam między innymi  o swoich początkach w branży, oraz o tym, jakie spojrzenie na tatuaż ma polskie społeczeństwo. Zapraszamy do lektury!

Mateusz: Na wstępie chciałbym zapytać: skąd w ogóle pomysł, by zajmować się tatuowaniem? Od dawna planowałaś wiązać z tym jakąś przyszłość?

Katarzyna: Prawdę mówiąc, to nigdy nie miałam jakichś wielkich planów związanych z tatuażem, wszystko to wyszło dość spontanicznie. Odkąd pamiętam, zawsze w życiu bliskie było mi rysowanie; skończyłam szkołę plastyczną, studiowałam grafikę projektową. Później zajmowałam się wieloma pracami dorywczymi, które łączyły się z tą dziedziną – obrazy, portrety, koszulki na zamówienie, itp. W końcu któregoś dnia postawiłam wszystko na jedną kartę, zarobiłam potrzebne pieniądze, kupiłam pierwszy sprzęt i zajęłam się sztuką tatuażu.

 

 

 

Jak wyglądały zatem twoje początki w zawodzie?

Tak jak wspominałam wcześniej, za zarobione pieniądze zakupiłam pierwszy sprzęt. Nietrudno się domyślić, że moja pierwsza maszynka była chińska. Mieszkałam z babcią i początkowo tatuowałam swoich znajomych w prowizorycznym studiu ulokowanym w jej mieszkaniu. Następnie wyprowadziłam się “na swoje” i tam kontynuowałam dziaranie. Zakupiłam pierwszą leżankę i profesjonalne oświetlenie. Jakiś czas później zauważyłam, że osoby dziarające się u mnie to już nie znajomi, a znajomi znajomych i znajomi-znajomi znajomych. Sprawa więc zaczęła się robić poważna.

Wtedy zauważyłaś, że należałoby otworzyć własny salon?

Tak, dokładnie wtedy. I przyznać muszę, że w tym czasie los się do mnie uśmiechnął, ponieważ skorzystałam z dofinansowania z Urzędu Pracy, dzięki czemu otworzyłam lokal w Dąbrowie Górniczej. Studio zaczęło się jednak rozwijać i postanowiłam przenieść się do większego lokalu. Tak właśnie trafiliśmy do miejsca w którym jesteśmy obecnie, do centrum Katowic.

Jeśli musiałabyś wybrać jedną technikę, w której się specjalizujesz, to jaką?

Cóż, na samym początku chciałam tworzyć neotradycyjne wzory. Jednak przez brak finansów na odpowiedni sprzęt musiałam zadowolić się jedną maszynką, którą dałam radę położyć zarówno kontur, jak i tak zwane “kropeczki”, które charakteryzują technikę dot-work. Zaczęłam zatem w głównej mierze zajmować się czarnymi pracami. Z biegiem czasu, coraz więcej osób zgłaszało się z projektami pasującymi do tego stylu, więc rzeczą naturalną jest, że wyspecjalizowałam się w nim. Ale od czasu do czasu pracuję też w kolorach. Wszystko to zależy od wizji na dany projekt.

Kasia w swoim żywiole podczas halloweenowego  Walk-In Day'a
Kasia w swoim żywiole podczas halloweenowego Walk-In Day’a

Jakie było największe wyzwanie, z którym się do tej pory mierzyłaś? Jakiś trudny do stworzenia wzór, bądź problematyczny klient?

Każdy dzień w życiu tatuażysty jest sporym wyzwaniem, ponieważ codziennie czekają na nas kompletnie inne zadania. Jeśli chodzi o wzory, to zawsze mam na nie jakieś wizje, problemem niekiedy bywa kwestia gustu. Niektórzy od razu wykazują zaufanie do naszego doświadczenia i zgadzają się na projekty, ale czasami bariera zmysłu artystycznego klienta jest nie do przekroczenia. Zdajemy sobie sprawę z tego, że dziarka jest na całe życie i potrafimy iść czasem na kompromisy podczas negocjacji projektowych, ale mimo wszystko warto nam zaufać. Ponadto, przy klientach dużo zależy od progu bólu. Jedni dobrze znoszą wbijanie igieł i można sobie z nimi na spokojnie pogadać, a drudzy wyglądają na leżance prawie jak ofiary egzorcyzmów.

A jeśli chodzi o najbardziej pamiętny wzór, który miałaś przyjemność dziarać?

Zdecydowanie wygrywa tutaj ujeżdżający tygrysa papież z mieczem świetlnym. Pozdro dla Oli, która była pomysłodawczynią wzoru i dumnie nosi go na nodze!

Z tego co wiem, to oprócz Ciebie, w studiu znaleźć możemy też całą resztę widzimisiowej ekipy, opowiesz nam o niej trochę?

Jeśli chodzi o tatuażystów, to oprócz mnie w studiu spotkać można jeszcze Karola i Oliwię. Każdy z nas specjalizuje się w innej dziedzinie tatuażu i staramy się dopasować pomysły klientów, tak by trafili oni w odpowiednie ręce.  Oprócz nich, nie mogę zapomnieć o Dejwie, który zajmuje się rzeczami organizacyjnymi i prowadzi nasze media społecznościowe. No i o Olku, który uczy się pod naszym okiem.

Od jakiegoś czasu zauważyć można, że bierzecie udział w różnych charytatywnych akcjach. Jakie to imprezy i z jakim odzewem się one spotykają?

Jeśli chodzi o działalność poza studyjną, udzielaliśmy się na różnych konwentach i Vegemaniach. Razem z naszym ziomkiem – Pawłem, współtworzymy zbiórki żywności dla zwierząt z schronisk. W studiu natomiast organizujemy co jakiś czas charytatywne Walk in day’e. Do tej pory wspieraliśmy głównie organizację Otwarte Klatki, ale ostatnio wspomagaliśmy także walkę z rakiem.  Zorganizowaliśmy bowiem Walk in day z którego dochody przeszły całkowicie na leczenie mamy naszego kolegi – choruje na raka. Uważamy, że fajnie jest pomagać ludziom i wydaje nam się, ze niesienie pomocy to taki normalny, ludzki odruch u każdego, kto ma w sobie choć odrobinę empatii. Jeśli chodzi natomiast o odzew, to zawsze jest bardzo dobry. Ludzie chętnie przychodzą i pomagają nam „czynić dobro”.

Czynienie dobra poczdas akcji "Widzimisie Against Cancer"
Czynienie dobra podczas akcji “Widzimisie Against Cancer”

Jak w Twojej opinii obecnie postrzegane są dziarki w naszym kraju? Pytam, ponieważ jeszcze kilka lat temu w Polsce dominowały opinie postrzegające tatuaż jako coś negatywnego.

Wydaję mi się, że w dzisiejszych czasach gdzieniegdzie spotkać możemy się jeszcze z negatywnym nastawieniem, ale z roku na rok  jest coraz lepiej. Mamy w kraju wielu dobrych tatuażystów, którzy swoimi pracami całkowicie zmieniają ten pogląd. Jestem przekonana, że już w najbliższej przyszłości wszystkie te negatywne stereotypy znikną i społeczeństwo będzie spoglądało na tatuaże całkowicie pozytywnie.

No i na sam koniec pytanie wybiegające trochę do przodu – jakie macie plany na przyszłość?

Jeśli chodzi o ten rok, to przede wszystkim nie chcemy stać w miejscu. Planujemy odwiedzić jak największą ilość konwentów oraz zorganizować kilka ciekawych wydarzeń w studiu. Zamierzamy także zakupić profesjonalny laser do studia i powiększyć naszą załogę. Mogę powiedzieć, że znając nasze tempo życia, to będziemy najszczęśliwsi na świecie jeśli zrealizujemy wszystkie te rzeczy w tym roku. I tego się na chwile obecną trzymamy.

Dziękuję bardzo za poświęcony czas i trzymam kciuki za dalszy rozwój!

Dzięki wielkie! Zapraszamy  do naszego studia, stańcie się częścią  wszystkich wydarzeń, które organizujemy. Widzimy się w Widzimisie!

Rozmawiali: Mateusz Lip i Katarzyna Piątkowska

Z pracami Kasi zapoznać możecie się na jej Facebooku oraz Instagramie.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z fanpage Widzimisie Tattoo

A już za tydzień…

Zajmiemy się muzycznym aspektem tatuaży. Czekać na Was będzie bowiem (subiektywne) zestawienie top 10 piosenek skupiających się właśnie na tym temacie. Zapraszamy!