Katarzyna Zyskowska-Ignaciak – Koma [recenzja]

Koma. To słowo może kojarzyć się z zespołem, z językiem pisanym – jako przecinek, a także z medycznym określeniem śpiączki.

To już druga książka o takiej tematyce w bardzo niedługim czasie, którą przeczytałam. Jak tym razem odnoszę się do śpiączki, z którą Koma… tak naprawdę nie ma nic wspólnego?

Na okładce znajdujemy opis „Współczesna historia Romea i Julii, miłość i zbrodnia osadzona w małomiasteczkowych realiach, inspirowana najwspanialszą historią wszech czasów”. SERIO?!

Koma to książka z gatunku tych bardziej romantycznych, niźli kryminałów. Wszystko zaczyna się niewinnie – burmistrz miasteczka trafia do szpitala na płukanie żołądka po próbie samobójczej. Czy jednak na pewno?

Historia prowadzona jest trójtorowo. W książce znajdziemy rozdziały pisane z perspektywy głównej bohaterki, Ewy Kapicy, ale także jej męża Szymona oraz kochanka Charliego. Możemy zauważyć, iż w niektórych rozdziałach wypowiedzi bohaterów – pisane z innej perspektywy – są słowo w słowo „zerżnięte” z poprzedniego rozdziału. Nie wiem, w jakim celu został taki copy-paste zastosowany (to pytanie do autora), natomiast wcale nie poprawia to wizerunku książki.

Bohaterom także czegoś brakuje. No dobra, jesteśmy w stanie wyobrazić sobie wycinki z życia każdego z nich, ale ich portret psychologiczny nie jest w ogóle rozbudowany. To, co czują, musimy wyczytać z ich wypowiedzi bądź naprawdę kiepskiej narracji. Halo, co się stało z potoczystą polszczyzną, w której mamy tyle wyrazów, a tak naprawdę wciąż używamy tych samych. W dodatku – w literaturze i słowie pisanym?

Spróbuj to przeczytać

Jeżeli miałabym oceniać fabułę, to tak: jest dobra, jednakże w zupełnie inny sposób skonstruowałabym samą formę książki. Niestety tak broszurowe wydanie, bez wyraźnych szczegółów i wstępu do sytuacji dla czytelnika, nie jest zbyt wyrafinowaną lekturą. Choć być może o to autorom chodziło?

Akcja jest, jaka jest. Ni to nudzi, ni to nie nudzi. W momentach da się zasnąć (w szczególności właśnie w tych, kiedy widzimy skopiowane wypowiedzi), ale lektura potrafi również wciągnąć. Nie oceniam, dlaczego właśnie tak skonstruowano fabułę i akcję, ale mówię stanowcze nie temu, aby tego typu książki lądowały na półkach księgarń jako bestsellery.

Osobiście nie polecam tej powieści nikomu, nawet bardzo znudzonym czytelnikom. Jest mnóstwo bardziej ambitnych i lepiej napisanych pozycji, również wśród nowości.