Chaos kontrolowany, czyli The Chemical Brothers – “No Geography”

The Chemical Brothers

The Chemical Brothers, czyli Tom Rowlands i Ed Simons wrócili po czterech latach na scenę, by uratować muzykę elektroniczno-taneczną. Efekt? Album No Geography, który przypomina o tym, że klubowe brzmienie jest ponadczasowe.

Minęło niemal ćwierć wieku od debiutu The Chemical Brothers. Bez tego brytyjskiego duetu ciężko wyobrazić sobie letni, festiwalowy rave. Na No geography fani tanecznej elektroniki musieli czekać aż cztery lata.

The Chemical Brothers – No Geography | Recenzja

Album otwiera na wskroś funkowe Eve of destruction. Wyraźne, klubowe partie basowe połączono z mechanicznym, chłodnym głosem norweskiej wokalistki Aurory. Artystka, która w swojej twórczości lubi odnosić do relacji natura-człowiek jest strzałem w dziesiątkę i słyszymy to przy tekście – Human minds are simplified, we can’t afford the water, sacrifice is justified, everyone is left to die, human minds are simplified.

Niespodzianką jest więc obecność tuż obok Norweżki japońskiego rapera Nene. Utwór można by było podzielić na sekwencje, te mniej i te bardziej wybuchowe, których łącznikiem byłby swego rodzaju chaos. Tworzą go pulsujący bas i rozpływające się głosy. W piosence można odnaleźć wpływy LCD Soundsystem, choć utwór bazuje na imprezowym hicie Weekend z 1983 roku.

Free yourself – dance! | The Chemical Brothers

Równie reprezentatywny dla samych The Chemical Brothers, jak i elektronicznej muzyki wydaje się być Free Yourself. Jest jak zrównoważone połączenie Daft Punk z Calvinem Harrisem za czasów wydania I Created Disco. Wyróżnia się jednak hipnotyzującym, klubowym efektem echa, znamiennym dla brytyjskiego duetu.

Give me my thunder!

Zrobotyzowany głos Aurory towarzyszy nam również przy energetycznym Bango, utworze w koncepcji jungle. Na tym jednak kończy się lista gości. Wydawać się może, że The Chemical Brothers w końcu uznali, że będą wystarczający, by wypromować nowy krążek. Mieli rację. W przeciwieństwie do pierwszego utworu z tracklisty, od którego bije tytułowa destrukcja, No Geography wydaje się tętniące życiem. To syntezatorowe przebudzenie mocy z przesłaniem o końcu podziałów geograficznych.

I’m mad as hell, I ain’t gonna take it no more!

Energia singla Got To Keep On przejawia się w nieco przytłumionym, powtarzanym tytule w duchu disco lat 90. z elementami psychodeli. Werwy nie brakuje także acid-housowym MAH (Mad as hell), które cechuje się celową kakofonią i piskliwymi dźwiękami i agresywnym bitem. Takiej wolności możemy też zasmakować przy We’ve Got To Try, gdzie wysokie tony i syntezatory stylizowane na dźwięki rodem z gier komputerowych przeplatają się z samplami I’ve got find a way od The Halleluiach Chorus. Nowe współgra ze starym. Rowlands osobiście zaznaczył, że We’ve Got To Try to nostalgiczny powrót do DJskich setów, które zwykli grać za młodu w Londynie.

Choć The Chemical Brothers czerpią ze sprawdzonych chwytów, nie ma możliwości, by uznać No Geography za oklepane czy nieświeże.

Wręcz przeciwnie, duet wykorzystuje to, z czego już jest znany, by iść naprzód. Mało któremu muzykowi się udaje robić tak zręcznie, by nie usłyszeć zarzutów o brzmienie na jedno kopyto czy oskarżeń o to, że “to nie to samo”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here