„Praca, praca i jeszcze raz praca” – wywiad z Natalii

Zdjęcie wykorzystane dzięki zgodzie artystki

Natalii to inaczej Natalia Szałkowska – młoda debiutantka, która postanowiła wydać singiel jako niezależna artystka. Ma znacznie większe i ambitniejsze plany, o których opowiedziała w wywiadzie.

Jesteś debiutantką. A nie stoi za tobą żadna firma czy wytwórnia. Jak to się udało?

Praca, praca i jeszcze raz praca. Musiałam trochę poczekać na “swój czas”, ale było warto. Nie zawsze dostajemy to co byśmy chcieli, w tym czasie, w którym byśmy chcieli, ale to dobrze. To uczy pokory i jak popatrzymy na to wszystko za jakiś czas, okazuje się, że było to dla nas najlepsze. Jestem pracowita i uparta, jak postanowię sobie, że coś zrobię… to prawie zawsze tak jest. (śmiech)

Chodziłaś do szkoły muzycznej. Dobrze ją wspominasz?

I tak, i nie. Zależy od zajęć. Przyznam się szczerze, że spodziewałam się trochę czegoś innego, a mianowicie bardziej indywidualnego podejścia. Ilość osób w klasie jest mała, każdy z uczniów jest inny. Młodzi ludzie, z talentem, bardzo wrażliwi, szukający czasami siebie i tego jak najlepiej wyrazić to co chcą opowiedzieć światu. I tu pojawia się problem, bo ta szkoła niczym się nie różni od innych. Jest program, który nauczyciel ma zrealizować, a uczeń jest dobry lub zły. Trochę przykre. Ja wiem, że jak masz trzydziestu uczniów w klasie, to trudno o poświęcenie uwagi każdemu, ale przy pięciu lub ośmiu osobach jest, to – według mnie – dużo prostsze, zwłaszcza w szkole o profilu artystycznym. Byli profesorowie, którzy mówili nam, że nigdy nie wejdziemy na scenę i nic z nas nie będzie, ponieważ nie mamy głosów do śpiewania, ale na szczęście byli też tacy, którzy mają powołanie i podejście. Potrafili wykrzesać z nas to co najlepsze. Ja mam bardzo dużo szczęścia w życiu, również co do otaczających mnie osób. Trafiłam na ludzi i profesorów, w tej szkole, którzy pomogli mi przejść te trudne chwile i wspierali, kiedy inni mi je utrudniali. Kilka osób nie dało rady wytrzymać presji i zrezygnowali dużo wcześniej.

Sama komponujesz i piszesz teksty. Lubisz to robić?

Bardzo lubię. Muszę mieć do tego nastrój, bo to też nie jest tak, że każdego dnia go mam. Są dni, kiedy w ogóle nie mam ochoty na pisanie. Lubię tworzyć w samotności, nikt mi wówczas nie przeszkadza. Jestem ja, cisza i pianino. Zaczynam grać niby przypadkowe dźwięki, a one same układają się w całość. Czasami najpierw powstaje melodia, a potem tekst, a czasem oba na raz. Czuję wtedy duże spełnienie.

Udało ci się nawiązać współpracę z MIYO czyli Jonatanem Chmielewskim i Michałem Nosowiczem. Opowiesz mi coś więcej o tym?

Jasne! (śmiech) Z chłopakami znałam się już wcześniej, zanim zaczęliśmy pracować razem muzycznie. Któregoś dnia spotkałam się ze znajomymi, byli tam między innymi chłopaki z duetu MIYO. Doszliśmy do wniosku, że spróbujemy wspólnie popracować. Utwór Moment powstawał w przyjemnej, domowej atmosferze. Spotkałam się z Jonatanem – ja z jakimś pomysłem, on ze swoim. Odpaliliśmy świeczki, shishe i usiedliśmy do muzyki. Tekst pisał się wręcz sam, a wybieranie odpowiedniej barwy dźwięków, to już była czysta formalność. Dzięki temu, iż zachowaliśmy pełen luz i klimat podczas tworzenia, powstał utwór opowiadający prawdziwą historię. Ale w “pościelowym” klimacie.

Do tego tematu jeszcze wrócimy, aczkolwiek chciałabym ciebie zapytać o kolejne cztery utwory. Czy zwiastują one EP-kę? A może płytę?

Tak naprawdę to utworów jest więcej, bo aż siedem. Plus dwa kolejne w fazie produkcyjnej. Z jednej strony mają elementy wspólne, a z drugiej bardzo się od siebie różnią. Plan jest taki, aby wydawać je jeden po drugim. Czy to się zmieni? Czas pokaże.

O czym opowiada Moment?

O życiu. O miłości nieudanej, niewłaściwie ulokowanych uczuciach. O dziewczynie, która się zakochała, ale była źle traktowana, oszukiwana. W głębi duszy czuła, że jest coraz gorzej, że jest zdradzana, ale nie potrafiła sama odejść, dopóki nie została dosadnie upokorzona przez ukochanego.  Powrót do codzienności i odzyskanie pewności siebie zajęło bohaterce sporo czasu, bo nie mogła uwolnić się od przeszłości. Wszystko jej przypominało o byłym chłopaku. Zdjęcia, miejsca, znajomi. Co gorsza on od razu po rozstaniu “paradował” i obściskiwał się przed nią z innymi dziewczynami. Prawie za każdym razem z inną.

Wobec tego, co byś chciała przekazać słuchaczom dzięki Momencie?

Chciałabym, żeby wiedzieli, że nie są sami w takich sytuacjach, że ktoś na świecie też przeżywa podobne chwile. To, że boli – przez chwilę dłuższą lub krótszą… (długie myślenie) Czas leczy rany oraz co z oczu to z serca i będzie dobrze.

Reżyserem teledysku Moment został Robert Ceranowicz. Uważasz pracę z nim za udane przedsięwzięcie?

Tak! Robert jest profesjonalistą w każdym calu. Jestem pod ogromny wrażeniem jego talentu i jestem wdzięczna, że mogliśmy razem pracować. Muszę przyznać, iż cała ekipa, która ze mną pracowała, to wspaniali ludzie. Bardzo kreatywni i należą im się ogromne brawa oraz podziękowania!

Kiedy usłyszymy kolejny singiel? Znasz już tytuł?

Jeśli sytuacja w kraju nie pokrzyżuje nam planów to w drugiej połowie grudnia tego roku wyjdzie drugi utwór wraz z teledyskiem. Taki jest plan. Kawałek jest już gotowy i nosi tytuł Pouncing, ale kończymy pracę nad polską wersją językową tego numeru. Utwór jest totalnie inny, niż utwór MomentPouncing to dawka energii, zaskakujących dźwięków, które ciężko jednoznacznie opisać. Tego trzeba po prostu posłuchać. Ponad to powstał przy współpracy z producentami z Los Angeles, którzy pracowali wcześniej przy tworzeniu muzyki dla zespołu t.A.T.u.. Myślę, że znajdzie uznanie wśród słuchaczy.

Powodzenia!