Poszukując zaskakujących przestrzeni – In2Elements

fot. oficjalny FB zespołu

Co może się stać, jak gość, który nagrał sam rewelacyjny album, poprzedzony dodatkowo ciekawą epką, zaprosi do współpracy innych muzyków? Jak bardzo złożoną płytę może nagrać trzech instrumentalistów? I czy post rock ma szansę jeszcze trochę pożyć? Przed Wami Cycles In2Elements.

Pamiętam, jak niemal rok temu w moje ręce wpadł Cold, debiutancki longplay zespołu, który wtedy był tzw. one man band. Nie mogłem uwierzyć, że za tym projektem stoi tylko jedna osoba. Nieco szokującym był również fakt, że w estetyce około post rockowej powstał krążek, który nie tylko jest doskonałą propozycją, do dziś często goszczącą w moim odtwarzaczu, ale również wyróżnia się na tle innych wydawnictw w tych klimatach. Przestrzeń i atmosfera, którą udało się uchwycić na Cold, była niezwykła. Ale też przy kolejnych odsłuchach zacząłem zwracać uwagę na cechy charakteryzujące ten album, jako dzieło jednego muzyka. I nie chodzi o to, że zaczęło mi to przeszkadzać, przeciwnie, do tej pory jestem zafascynowany tą pozycją.

Adam Szopa, kierownik tego spektaklu, pokazał, że się da zrobić zaskakującą rzecz, która chwyci za serducho. Co więcej, zaskoczył niemal od pierwszych sekund. Gdy dotarły do mnie informacje, że kolejny album zostanie nagrany w większym gronie, zacząłem zastanawiać się, czy będzie to jednorazowa akcja, czy może In2Elements przekształca się w zespół zespół. Gdy okazało się, że trafiona jest opcja nr dwa przestałem się zastanawiać nad czymkolwiek, odpaliłem Cold kolejny raz i czekałem na nową muzykę. Pierwszy singiel ukazał się jakiś miesiąc temu (piszę te słowa 15 kwietnia) i… może nie zwalił z nóg, może nie wysadził czaszki, ale wszedł wyśmienicie. I w tym momencie po głowie zaczęły krążyć pytania. Co to będzie? W którą stronę to zmierza? Czy to było konieczne? Trzy głębokie wdechy… puffff… czekamy cierpliwie na resztę materiału!

Wątpliwości

Jeszcze więcej wątpliwości pojawiło się w momencie, gdy album wylądował w moim odtwarzaczu pierwszy raz. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia czego się spodziewałem po Cycles, ale gdy płyta się skończyła to nie byłem tak podekscytowany i zaskoczony jak przy Cold. Na szczęście, był to ledwie pierwszy odsłuch. W samochodzie, w drodze z pracy do domu. Zostawiłem więc krążek w aucie z myślą, że rano, sprawdzę go raz jeszcze w tych warunkach. A nuż był to po prostu zły humor po ciężkim dniu? Podejście nr dwa pozwoliło ogarnąć w głowie nieco więcej, jednak dopiero po odpaleniu materiału w domu, w ciszy, spokoju, w wygodnym fotelu, dotarło do mnie to, co tam się dzieje!

Lecz nim przejdę do samej muzyki, wypadałoby może przedstawić kapelę. Przecież do niedawna In2Elements składał się z jednej osoby – Adama Szopy. To właśnie on kieruje tym przedsięwzięciem. Jest tu gitarzystą, elektromonterem i głównym kompozytorem. Do współpracy zaprosił muzyków, którzy nie są nowicjuszami czy debiutantami. Basista, Krzysztof Rutka gra również w zespole Transmission Zero. Fani post rocka zapewne znają ten krakowski ansambl. Jeśli nie, polecam. A może i kiedyś wleci tu jakiś materiał o ich albumie? Za perkusją usiadł Michał Szendzielorz. Znać go możecie z występów w zespole Gallileous, który na dobrą sprawę również nie tak dawno wydał płytę, której niestety jeszcze nie miałem okazji sprawdzić. Natomiast miałem przyjemność bawić się kiedyś na ich koncercie. I bynajmniej Gallileous nie jest post rockowym tworem. Nieźle wygląda ta ekipa, co nie?

Zaskoczenie

Co więc stworzyła ta trójka? Jak się okazuje, kawał porządnej płyty. Choć Cycles nie weszło w całości za pierwszym razem, to już wówczas nie sposób było odmówić tej pozycji konkretnego i przemyślanego kierunku. Kierunku, który jest zgoła inny niż na poprzednich wydawnictwach In2Elements. A zwiastował to już wspomniany wyżej singiel – Circadian Rhythm. Choć tu akurat pojawiająca się na samym początku cudowna fraza zdelayowanej, przetworzonej efektownie gitary przywoływała jednak na myśl wcześniejsze dokonania. Jednak ciąg dalszy utworu i finalne, delikatne zamknięcie, to już lot w inne przestrzenie.

Bo, mimo iż Cycles nie zaskoczyła za pierwszym razem, to zaskakuje przy każdym kolejnym odtworzeniu. Co więcej, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że dzieje się tam zdecydowanie więcej niż na poprzedniej płycie. I mimo pewnych podobieństw (uniklane brzmienie instrumentów, zwłaszcza gitar i synthów, nieoczywiste pomysły), które odnalazłem, to jest to zupełnie inna muzyka niż na Cold. Klimatyczna, przestrzenna i obrazowa, jednak w zupełnie inny sposób. I przyznaję, długo zajęło mi zrozumienie (?) tego krążka, ale wydaje mi się, że w końcu się udało. Czy była to zmiana podejścia, czy może głębsze zapoznanie się z muzyką, nie wiem. Na szczęście, nie jest to aż tak ważne, jak to, co tam znalazłem.

Gatunkowe ramy to tylko złudzenie

Przede wszystkim jest to kawał porządnego post rocka, gdzie tajemnicza atmosfera i zabawa z brzmieniem postawiona jest zdecydowanie ponad wirtuozerskie popisy nie przekazujące emocji, którymi jest przepełniona. Jednak zbyt prosto by było, gdyby tylko nadmieniony gatunek pojawiał się na Cycles. Naturalnie In2Elements postawili na poszukiwania. Ramy gatunkowe wydają się być tutaj jedynie punktem wyjścia dla utworów składających się w wielowymiarowe puzzle. Solowe partie gitar zmierzają w jakimś mocno skonkretyzowanym kierunku. Nie ścigają i nie popisują się gigantyczną ilością nut w jednym takcie. Tworząc melodyjne tematy najczęściej prowadzą kawałki.

Kolejnym elementem istotnym niesamowicie jest fenomenalne pianino, którego może i nie ma zbyt wiele, jednak sprawdźcie Bluebird. Intro tego numeru jest kwintesencją tego, co to pianino tu robi. Buduje emocje. A jeśli o to chodzi, to po najdłuższym na płycie numerze pojawia się Mantra. Najspokojniejszy, przesycony fenomenalną atmosferą utwór płynnie przechodzi w Drifting, który jest dla mnie właściwie wizytówką tego albumu. To właśnie on posiada w sobie wszystko, co znajduje się na Cycles. Od klimatycznych, delikatnych partii gitar, które wprowadzają w klimat, przez świetną sekcję rytmiczną oraz ambientowe przestrzenie, po kolosalne ściany dźwięku budowane przez syntezatory i zmodulowane riffy.

Nowe elementy

Jeśli chodzi o sekcję rytmiczną, to również temat na akapit. W końcu, to właśnie żywa sekcja jest nowością w In2Elements. To, jak sobie radzi, wyraźnie pokazuje Dark Light. Przede wszystkim od pierwszego uderzenia wiadomo, że perkusja jest zagrana przez człowieka. Zgranie z basem jest oczywiste, mniej oczywistym jest natomiast fakt, że bas również potrafi poprowadzić cudowną melodię. Nie wychyla się przed szereg i nie próbuje się popisywać. Jednak w tych konkretnych momentach potrafi pokazać pazur. Perkusja utrzymuje w ryzach tempo zostawiając przy okazji sporo miejsca na wycieczki pozostałych instrumentalistów. Jej partie są połamane, ale nie karkołomne, doskonale wykorzystujące potencjał numerów. Z jednej strony pompuje w nie życie i rozpędza, z drugiej zabezpiecza akcenty powodując, że dynamikę czujesz nawet na czubku głowy.

Na Cycles nie brak monumentalnych ścian dźwięku dobrze znanych z Cold. Potoki syntezatorów i innych elektronicznych zabawek są świetnie uzupełnione o potężne gitary. Czy to w bujających rytmicznie riffach, czy to w melodyjnych solówkach czy to w jednym, przeciąganym, zniekształconym destrukcyjnie dźwięku. Ale powyższe elementy służą również jako eleganckie smaczki pojawiające się nagle, bez ostrzeżenia, a które łatwo można przeoczyć. Dlatego warto być uważnym słuchając tej muzyki. Warto dać się jej ponieść. Bardzo fajnie słychać to w zamknięciu płyty, numerze Insomnia. Ja zauważyłem pewne rzeczy, które tam są dopiero za trzecim (jestem głuchy?) razem!

Układanka w całości

Niewątpliwym asem tego krążka jest również miejsce, w którym ten był nagrywany, czyli Nebula Studio oraz realizator. Maciek Karbowski okiełznał materiał miksem i wyciągnął wszystkie te niuanse brzmieniowe na pierwszy plan. Dzięki temu pojawia się tu powalająca ambientowa przestrzeń, dynamika, która hipnotyzuje i wciąga oraz sound głaszczący aparat słuchowy. Nie mogę również zapomnieć o autorze grafiki, Kubie Sokólskim, który kolejny raz trafił w dziesiątkę. A z kim mógłbym porównać Cycles? Caspian, Tides From Nebula, We Lost Sea? Tyle powinno Wam wystarczyć. Bo In2Elements to nie tylko klasycznie wykonany post rock, to nowa, wschodząca jakość.

Podsumowanie

Czas na podsumowanie, w którym odpowiemy sobie na pytania zadane w pierwszym akapicie. No, to ruszamy. Co może się stać? Jak widać, mogą dziać się rzeczy niezwykłe. Zaproszenie tych muzyków, to nie chwyt marketingowy i ułatwione koncertowanie. W tym przypadku, to naturalny rozwój i uzupełnienie kolejnych elementów układanki. Płyta nagrana przez to trio jest nie tylko złożona, ale również niezwykle spójna i po prostu piękna. Swoją drogą, momentami brzmi jakby muzyków było tam zdecydowanie więcej niż trzech. Czy post rock jeszcze pożyje? Z takimi kapelami jak In2Elements zdecydowanie tak. Kurwa, ta płyta to mistrzostwo świata. Teraz przestałem się dziwić, że ten tekst pisany był 5 dni!

Maciek Juraszek