Narodziny życiowej pasji – droga artystyczna Wiesława Ochmana

Narodziny życiowej pasji
Fot. Materiały prasowe
Często wyobrażamy sobie, że artyści związani są ze sztuką od najmłodszych swoich lat. Oczami wyobraźni widzimy małych muzykantów siedzących przy instrumencie, którzy ledwo dostają drobnymi stópkami do podłogi, albo młode balerinki ćwiczące na sali baletowej z trudem sięgające drążka. Jednak nie zawsze tak jest. Czasem pasja do sztuki dojrzewa w człowieku niczym kwiat i czeka na nadejście swojej pory pączkowania. I tak właśnie było w przypadku wielkiego polskiego mistrza śpiewu – Wiesława Ochmana.

Wiesław Ochman należy do jednych z najsłynniejszych śpiewaków operowych. Jego piękny tenorowy głos zdobył sławę na całym świecie. Dokładnie 6 lutego obchodził swoje 82 urodziny. Z tej okazji Polskie Radio przygotowało specjalną urodzinową audycję dla artysty. Odbyły się ciekawe rozmowy, a Zespół Pieśni i Tańca Śląsk wykonał utwory dla Jubilata.

Śpiewak występował na największych scenach operowych świata – mediolańskiej La Scali, nowojorskiej Metropolitan Opera, a także w Barcelonie, Moskwie, Rzymie, Paryżu i Berlinie. U jego boku stanęli najwięksi artyści z całego świata – Tito Gobbi, Renata Scotto, Kiri te Kanawa, Montserrat Caballe, Dietrich Fischer-Dieskau.

Wiesław Ochman jest też laureatem wielu prestiżowych nagród i odznaczeń, jak Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, złoty medal Pro Masovia, tytuł honorowy Doktora Honoris Causa AGH.

Ścieżki do kariery

A jak wyglądała droga do tak wielkiej światowej sławy naszego mistrza śpiewu? Na pewno nie była ona typowa. Dzieciństwo artysty nie należało do najłatwiejszych. Kiedy wybuchła II Wojna Światowa Wiesław Ochman miał zaledwie 2 lata. Z okresu najmłodszych lat pamięta więc wiele traumatycznych wspomnień, które miały zapewne niebagatelny wpływ na jego psychikę i dalsze życie. Podczas wojny stracił też jedną z najbliższych osób – ojca. Po za kończeniu powstania warszawskiego został on najprawdopodobniej zesłany do obozu Auschwitz i tam też zginął. Wojenne przeżycia jednakże wzmocniły artystę i „wzbogaciły” go – bowiem człowiek który doświadczył w życiu cierpienia może dać ludziom więcej z siebie. Jest to przykre, ale tak to już jest. Czasem mówi się nawet , że sztuka rodzi się z cierpienia. Choć całe szczęście nie tylko!

Plastyczne początki i pierwsze lekcje śpiewu

To plastyka byłą tą dziedziną z którą śpiewak był związany od młodości. Uczęszczał bowiem do szkoły plastycznej, a potem podjął studia na krakowskiej AGH na wydziale ceramiki. Tam właśnie rozpoczyna się jego przygoda ze śpiewem. Zaczęło się od wstąpienia do uczelnianego Zespołu Pieśni i Tańca „Krakus”, gdzie śpiewał jako solista (w zespole poznał także swoją przyszłą żonę Krystynę Ochman). Po kilku latach śpiewania w „czterech ścianach”, to koledzy namówili artystę do podjęcia lekcji w ognisku muzycznym. Miał więc się udać na swoją pierwszą lekcję do profesora Gustawa Serafina. Jednakże kiedy Wiesław Ochman przybył pod drzwi profesora i usłyszał piękny śpiew innego tenora, stracił swoją śmiałość i po prostu uciekł do akademika. Druga próba także zakończyła się ucieczką. Ale śpiew nie dał o sobie zapomnieć, bowiem sam profesor przybył następnym razem do artysty. Po zapukaniu do drzwi jego pokoju zapytał który z młodzieńców to Wiesław Ochman – a że przyszły śpiewak mieszkał z trzema Koreańczykami, niestety wypadło na niego. Tym razem nie udało już się uciec – śpiew i przyszła droga artystyczna sama dogoniła mistrza. Tak to Wiesław Ochman rozpoczął lekcje śpiewu u profesora Serafina oraz naukę czytania nut u jego żony pianistki – Ewy.

Rozkwit kariery

Od tego czasu kariera artysty rozwijała się bardzo szybko. Już podczas studiów wygrywał wiele konkursów. Po ukończeniu uczelni profesor Serafin postanowił zgłosić Ochmana do kilku audycji. Jego droga do pierwszej posady w teatrze operowym także była bardzo ciekawa, składała się bowiem z kilku podejść. Pierwsze z nich to list polecający złożony ówczesnemu dyrektorowi Teatru Wielkiego w Poznaniu – Zdzisławowi Górzyńskiemu. Nie spotkał się on z akceptacją, a wytłumaczeniem był brak potrzeby tenorów – co jest niebywałe, gdyż prawie w każdym teatrze operowym głosy tenorowe są rozchwytywane. Po latach dyrektor tłumaczył : „Myślałem wtedy, że jesteś kolejnym facetem, który tylko podaje się za tenora!”.

Następną próbą było przesłuchanie w Operze Krakowskiej. Tutaj Ochman bardzo się spodobał, dyrektor stwierdził , że ma bardzo ładny głos, dobrze wygląda i się porusza, a więc otrzymał posadę w Baronie Cygańskim, ale… jako osoba skacząca przez ogień. Hmmm…chyba niezbyt wymarzona partia dla przyszłego śpiewaka. No cóż…Dopiero trzecie podejście zakończyło się sukcesem – w operze w Bytomiu, lecz i ono nie odbyło się bez przygód, ponieważ podczas audycji, w momencie pięknego piano w arii…spadła dekoracja sceniczna. Przerażony Wiesław Ochman uciekł ze sceny, ale tym razem nie „pomogła” ona artyście. Dyrektor przywołał artystę, który wkrótce dostał angaż w teatrze. Tak to burzliwie rozpoczęła się światowa kariera Wiesława Ochmana.

Pełnia życia trwa do dziś!

Pomimo tego, że artysta zakończył już karierę śpiewaka, to po dziś dzień występuje na licznych koncertach. Jest członkiem jury wielu konkursów wokalnych. Najbliższy z nich odbędzie się pod koniec marca w Operze Śląskiej w Bytomiu (Międzynarodowy Konkurs Wokalny im. A. Didura). Artysta jest również reżyserem – w samej operze w Bytomiu wyreżyserował 7 spektakli m.in. Borysa Godunowa, Eugeniusza Oniegina, Carmen czy Straszny Dwór. Przy każdej realizacji bardzo ściśle współpracował z tancerzem i choreografem Jarosławem Świtałą. Do kolejnych jego pasji należy malarstwo – sam maluje , a także kolekcjonuje obrazy. Ponadto jest wielkim poliglotą – włada biegle 6 językami i prowadzi szeroko zakrojoną działalność filantropijną.

Jak widzimy, czasem ścieżki prowadzące do odnalezienia swojej pasji w życiu są bardzo kręte i zawiłe. Nie zawsze możliwe do przewidzenia i całkowitego zaplanowania. Ale jest to bardzo ciekawe, móc śledzić losy tak wielkich artystów jakim jest nasz śpiewak Wiesław Ochman. Jakże byłoby monotonne i mało inspirujące gdyby droga każdego artysty wyglądała tak samo. Ileż przez to możemy się nauczyć. Na koniec, życzmy więc mistrzowi kolejnych tak bogatych i owocnych lat życia!

Pawilon Peonii w Warszawie – [fotorelacja]

Pawilon Peonii w Warszawie – [fotorelacja]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here