IMPACT is back! Limp Bizkit udowodnili, że wciąż są w koncertowej formie

0
3
Limp Bizkit w Krakowie, fot. Natalia Nazar

Po kilku latach przerwy na koncertową mapę Polski powrócił IMPACT – wydarzenie, które przez lata było obowiązkowym punktem dla fanów mocnych gitarowych brzmień. Tegoroczna odsłona, która odbyła się 3 czerwca w TAURON Arenie Kraków, miała jednego głównego bohatera. Limp Bizkit przyjechali do stolicy Małopolski i pokazali, że mimo upływu lat wciąż potrafią rozgrzać publiczność do czerwoności.

IMPACT is back!

Powrót IMPACT-u wzbudzał spore emocje jeszcze na długo przed koncertem. Festiwal przez lata gościł największe nazwiska światowego rocka i metalu, a jego reaktywacja była dla wielu fanów miłą niespodzianką. Tym razem organizatorzy postawili na jednodniowe wydarzenie, którego gwiazdą został właśnie Limp Bizkit.

Wieczór rozpoczęły występy supportów. Publiczność rozgrzewała energetyczna Ecca Vandal, a w ostatniej chwili do składu dołączyła również Drabusheyka, zastępując zapowiadanego wcześniej Nettspenda. Choć stylistycznie był to dość odważny wybór, zgromadzeni w hali cierpliwie oczekiwali na główne wydarzenie wieczoru.

Fred Durst i spółka nie biorą jeńców

Już od pierwszych minut było jasne, że Limp Bizkit przyjechali do Krakowa w koncertowej formie. Chwilę przed pojawieniem się zespołu z głośników wybrzmiał przebój Wake Me Up Before You Go-Go, który wywołał uśmiechy na twarzach publiczności. Chwilę później na scenę wkroczył Fred Durst wraz z zespołem, a TAURON Arena eksplodowała energią.

Od samego początku nie było miejsca na spokojne wejście w koncertowy klimat. Out of Style, Bring It Back czy My Generation natychmiast poderwały publiczność do wspólnej zabawy. Pod sceną ruszyły pierwsze młyny, a kolejne sektory hali zamieniały się w jeden wielki chóralny śpiew.

Największe emocje wzbudzały oczywiście klasyki. Rollin’ (Air Raid Vehicle), My Way, Take a Look Around czy Nookie spotykały się z natychmiastową reakcją publiczności. Trudno było znaleźć osobę, która nie znałaby tych utworów. To właśnie podczas nich najlepiej było widać fenomen Limp Bizkit – zespołu, który od ponad dwóch dekad potrafi łączyć pokolenia fanów.

Limp Bizkit w Krakowie, fot. Natalia Nazar
Nostalgia i potężna dawka energii

Choć koncert opierał się głównie na największych przebojach grupy, nie zabrakło również nowszych utworów, takich jak Dad Vibes czy Gold Cobra. Zespół umiejętnie balansował między nostalgią a współczesnością, dzięki czemu zarówno wieloletni fani, jak i młodsi uczestnicy mogli znaleźć coś dla siebie.

Dużym atutem występu był kontakt Freda Dursta z publicznością. Frontman wielokrotnie zachęcał fanów do wspólnej zabawy, a podczas Full Nelson na scenie pojawili się nawet uczestnicy koncertu. Takie momenty przypominały, że koncerty Limp Bizkit od zawsze były czymś więcej niż tylko odegraniem kolejnych utworów z setlisty.

Kraków znów poczuł ducha IMPACT-u

Najbardziej wymownym momentem wieczoru okazał się finał. Gdy wybrzmiało Break Stuff, cała arena dosłownie eksplodowała energią. Tysiące gardeł śpiewały razem z zespołem, a atmosfera przypominała największe koncertowe wydarzenia sprzed lat. To był jeden z tych momentów, które przypominają, dlaczego muzyka na żywo wciąż ma tak ogromną siłę oddziaływania.

Limp Bizkit w Krakowie, fot. Natalia Nazar

Foo Fighters – legendy rocka za dwa tygodnie w Polsce!

Powrót IMPACT-u można uznać za udany. Frekwencja dopisała, publiczność nie zawiodła, a Limp Bizkit pokazali, że wciąż pozostają jedną z najbardziej charyzmatycznych koncertowych maszyn na światowej scenie rockowej. Jeśli taki ma być nowy rozdział tej marki, to fani cięższych brzmień mogą już zacierać ręce na kolejne edycje.

FOTO – Natalia Nazar / Kulturalne Media

Koncert odbył się 3 czerwca, a organizował go Live Nation Polska

Podoba Ci się to, co robimy?
Wesprzyj nas i postaw nam kawę!
Wesprzyj nas
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze