Stały rozwój | Deys – Oczka [recenzja]

Deys
Deys - Oczka

Od momentu legalnego debiutu i wydania Roku Pory Piątej, Deys ewidentnie poszukuje coraz to nowszych rozwiązań dla swojej muzyki.

O tym, że słuchacze nie zawsze doceniają eksperymenty muzyczne, raper przekonał się wraz z dość chłodnym przyjęciem jego ostatniej płyty. Tape Of The Ninja zawiodła nawet część największych fanów. Czy tym razem będzie lepiej? Nie jestem specem w kwestii gustu masowego słuchacza, ale muzycznie Deys wskoczył co najmniej o poziom wyżej względem ostatniej płyty. Pierwsza rzecz, którą pokazują nam Oczka to fakt, że autor potrafi spojrzeć na swoje projekty krytycznie. Na kolejnych płytach wyciąga wnioski. Bierze to, co udało się najlepiej na poprzednim projekcie i wnosi do nowego albumu. Osoba znająca dobrze poprzednie płyty Deysa bez trudu połączy współgrające ze sobą utwory. Można więc łatwo wskazać takie cechy wspólne pomiędzy TOTN, a Oczkami. Bity w konwencji trance, gościnne występy osób o dużych zdolnościach wokalnych (Igrekzet, Dianka) i wykorzystanie ich możliwości nie tylko w refrenach, a także partie wokalne wykonywane przez samego Deysa. Ten ostatni aspekt został na Oczkach mocno rozwinięty.

Deys
fot. glamrap.pl
Rap?

Śpiew Deysa i rozmaite rozwiązania muzyczne zostały wyeksponowane na płycie do tego stopnia, że często można sobie zadać pytanie czy to jeszcze rap? W mojej opinii jeśli jest robione na takim poziomie nie ma najmniejszego znaczenia jaki to gatunek. Utwory Straszny, Przez kogo nie śpisz czy najbardziej zaskakujący Face Tat z gościnnym udziałem Młodszego joe intrygują. Są klimatyczne, świetnie wyprodukowane, skomponowane i zaśpiewane w sposób, nie ukazujący granic wokalnych Deysa. A szczególnie odpowiednia kompozycja przy takim przedsięwzięciu jak w pełni śpiewane numery u rapera jest niezwykle istotne.

W moim świecie

Słowem kluczem dla Oczek jest klimat. Płyta zyskuje zdecydowanie przy odsłuchu całego materiału względem pojedynczych singli. Bardzo dużym atutem albumu jest spójność pomimo różnorodności i sporej liczby utworów. Oczka nie są pod tym względem nieskazitelne, jednak produkcje wprowadzają w klimat historii, którą Deys chce nam przedstawić (Nie chcę być starszy niż dziś z fenomenalnie wykorzystanym samplem z utworu będącego intrem serialu Dark). Same teksty stoją na wysokim poziomie. Choć ocierają się momentami o grafomanię (co nie jest rzadkim zjawiskiem w przypadku Deysa) tym razem pozostają po właściwej stronie barykady.

Deys
Grafika towarzysząca utworowi Mikrozachwyt z gościnnym udziałem Dianki
Paradoks eksperymentu

Eksperymentalność Oczek, przemieszanie stylów i gatunków sprawia jednak, że chociaż każdy znajdzie na tej płycie coś dla siebie, mimochodem muszą być także pojedyncze numery, które słuchaczowi przypadną mniej do gustu i zaburzą klimat albumu jako spójnej całości. Utwory takie jak Nintendo, Zabawki czy Złośliwości sprawiają wrażenie jakby Deys wcisnął je w tracklistę na siłę. Delikatnie wybijają słuchacza z rytmu. Po części idą w parze z najsłabszym elementem płyty.

Gościnność

Featuringi na płycie choć w przeważającej liczbie bardzo pasujące, potrafią też być kompletnie chybione. Można oddzielić je wyraźną grubą kreską. Po jednej stronie te trzymające poziom, po drugiej te, które numer wręcz psują. Na plus na pewno zaprezentowali się Igrekzet, Dianka, Szpaku, Przyłu, Młodszy joe (refren w utworze Face Tat) i Kobik, będący dla mnie największym zaskoczeniem na płycie. Jest to bardzo duża liczba udanych gościnnych zwrotek. Nie jest jednak idealnie. Dużo słabiej wypadli schafter oraz Kukon, którzy swoim gościnnym występem bardzo dużo ujęli Nintendo i tytułowym Oczkom. Choć nietrafionych featuringów jest dużo mniej, aniżeli tych udanych na wysokim poziomie jaki prezentuje Deys na Oczkach, ciężko nie zwrócić uwagi na słabsze zwrotki w trakcie odsłuchu.

Deys
Grafika dodana do zamieszczonych na youtubie Odpiętych Wrotek nagranych wraz z Szpakiem
A może stabilizacja?

Słuchacze Deysa dzielą się na tych, dla których ostatnią jego dobrą płytą jest ostatni nielegal Imprimatur Mixtape, dla innych dopiero Tape Of The Ninja było rozczarowaniem , a najmniejsza grupa słuchaczy nie zawiodła się jeszcze na reprezentancie Hashashins ani razu. Osobiście należę do drugiej grupy i przyznam się, że na Oczka nie czekałem. A w tym momencie? Zastanawiam się czy Deys nie wypuścił krążka, który umieszczę w zestawieniu najlepszej dziesiątki płyt tego roku. Poczynił on ogromny postęp względem ostatniego wydawnictwa i z całą pewnością będę ponownie uważniej śledził jego ruchy. Jako słuchaczowi życzyłbym sobie większej stabilizacji muzycznie i utrzymania konkretnej konwencji na albumie. Cytując jednak VNM-a: „Be careful what you wish for”. Może właśnie takiej różnorodności Deys potrzebuje, by ostatecznie móc uwydatnić swoje najlepsze cechy? Na pewno wielokrotnie zdało to egzamin na Oczkach.