Czy kultura hip-hop ma zły wpływ?

Kilka dni temu świat obiegła wiadomość o śmierci 21- letniego rapera Juice Wrlda. Artysta miał przedawkować leki przeciwbólowe. Czy można było temu zapobiec? Może lepiej jednak zadać sobie pytanie, kiedy to się wszystko zaczęło.

Osobiście ta śmierć bardzo mnie poruszyła. Z tego powodu, że jego kariera dopiero się rozkręcała, a on dalej nie dawał o sobie zapomnieć. Nie był ani artystą jednego hitu, ani kopią jakiegoś innego rapera. Można nawet stwierdzić, że zaczął się wymykać schematom, przemykając pomiędzy śpiewem a soczystymi nawijkami. Wyróżniał się również doskonałym freestylem (podobno jego najnowsza płyta Death Race for Love została nagrana w taki sposób). Chciałoby się powiedzieć raper doskonały. Trzeba jednak pamiętać o jednej ważnej rzeczy, że artyści to też ludzie…

Obraz współczesnego rapera

Jak powszechnie wiadomo, priorytety zmieniają się z roku na rok. Współcześnie kultura hip-hop kojarzy się z posiadaniem dużej ilości pieniędzy, szybkich samochodów, fajnych ciuszków, a no i co najważniejsze z zażywaniem dużej ilości narkotyków. Oczywiście jest  to stereotypowe podejście, które często bywa podawana jako argument w szydzeniu z nowych brzmień. Niestety to podejście coraz bardziej się utrwala. Mam na myśli także samych słuchaczy, którzy coraz częściej biorą do siebie teksty raperów. Tutaj dotykamy kolejnej kwestii, dlaczego rap/trap jest tak popularny. Ludzie kochają słuchać o osobach, które osiągnęły sukces i wszystko mogą. Tym samym obraz artysty jest bardzo zniekształcony. Idealizacja postaci rapera powoduje, że życie z teledysków wydaje się realne, a branie narkotyków przyjemne. Nie chcę też tutaj sugerować, że dotyczy to każdego. Nie ma co się oszukiwać, że najbardziej narażeni na wpływy takiej muzyki są ludzie młodzi. I właśnie w tym momencie wraca postać Juice Wlrd.

Fałszywy autorytet

Podobno pierwszy kontakt rapera z narkotykami miał miejsce, kiedy miał 11 lat. W wywiadzie wspominał, że używkami zainteresował się odkąd usłyszał rapera Future’a. W twórczości artysty z Atlanty zażywanie narkotyków jest jednym z ulubionych tematów. Co ciekawe kilka lat później wyszedł ich wspólny album WRLD ON DRUGS, który poruszał się w tytułowej tematyce. Podobno Future, kiedy usłyszał o swoim negatywnym wpływie na młodego rapera, rzucił wszystkie ciężkie narkotyki. Ujawnił to dopiero w wywiadzie z Robem Markmanem. Przy okazji przyznał, że nie chciał tego mówić publicznie, gdyż mogłoby to zmienić cały odbiór jego muzyki. Co potwierdza tezę, że ludzie zbyt poważnie odbierają twórczość artystów. A tym samym nie dostrzegają innych problemów. Widzi się tylko niekończący się hedonizm i ciągły przypływ gotówki.

Wiąże się to też z innym aspektem, jak problem prywatności i traktowanie artysty jako zdjęcia (Najlepiej wie o tym Taco Hemingway). Nie ma miejsca na prawdziwe problemy. Temat depresji w rapie jest często traktowany jedynie jako sposób przebicia się, a nie jako swoista próba wyjaśnienia pochodzenia tych problemów. W przypadku Juice’a problemy były często tłumione przez narkotyki, co zresztą przejawia się w jego twórczości. Jego matka przyznała, że od jakiegoś czasu miał problemy psychiczne, co spowodowało jego uzależnienie od narkotyków.

Odpowiedź środowiska

Od śmierci rapera kilkunastu artystów oświadczyło, że kończy z ciężkimi narkotykami. Dodatkowo Trippie Redd (dość blisko związany z Juicem) jako jeden z niewielu wyjaśnił, że jest granica pomiędzy tworzoną muzyką a prawdziwym życiem. Cóż z tego, że wszyscy nagle rozgłaszają, że z tym kończą. Czy mogą zagwarantować, że ich muzyka będzie omijała takie tematy? Raczej wątpię.

Najciekawsza jednak odpowiedź na śmierć młodego rapera była z Polski. Swój apel do fanów skierował Żabson. Słusznie zauważył, że raperowi mogło brakować bliskiej osoby, a fani często nie rozumieją takich problemów. Najlepszym akcentem była prośba o pamiętanie o osobach, które mają problemy z używkami, a nie mają żadnego wsparcia wokół siebie.

Co jeszcze się musi stać, by się coś zmieniło?

To nie jest tak, że atakuję rap, czy jakoś to stygmatyzuję. Bardziej chciałbym zwrócić uwagę na brak wyciągnięcia lekcji z śmierci kilku raperów, którzy prawdopodobnie nie dostali żadnego wsparcia. Tym samym też wciągnęli się w świat narkotyków. Co później negatywnie wpływa na słuchaczy ich muzyki. Bywa też, że fani nie widzą problemów, gdyż czasem trudno rozdzielić sferę prywatną od tej publicznej. Czasem trudno się spodziewać, że osoba robiąca genialne show na koncertach czy świecąca na Instagramie, może mieć depresję. Raper czy inny artysta nie jest bogiem ani produktem, jest przede wszystkim człowiekiem. Nie możemy również zapominać, że takie sytuacje zdarzają się wokół, a często o nich nie wiemy, gdyż jesteśmy zbyt zajęci sobą…