Czy cisza jest muzyką?

Granice naszej codzienności wyznaczane są przez dźwięki. Budzi nas (często znienawidzona) melodia budzika, jadąc samochodem włączamy radio, muzyka towarzyszy nam nawet w łazience. Od nadmiaru stymulacji stajemy się głusi, a mimo to cierpimy na chroniczny deficyt ciszy. A jeśli to właśnie cisza jest muzyką?

W dzisiejszych czasach trudno znaleźć kogoś, kto by muzyki nie lubił. Słuchawki w uszach są elementem tak powszechnym, że zdaje się, że za kilkaset lat ewolucja sama zintegruje je z naszym ciałem. Te dwa niewinne kabelki potrafią skutecznie zamknąć nas w naszym własnym mikrokosmosie, do którego obcy nie mają wstępu. A przecież kiedyś przyjaźnie zawiązywały się w oczekiwaniu na autobus, w pociągowych przedziałach, w kolejce do sklepu. Nie sugeruję oczywiście, że teraz te kontakty nie są możliwe, bo owszem zdarzają się, są jednak mocno ograniczone. Nie tylko przez muzykę, jednak idąc przez codzienność z wybranym przez nas starannie akompaniamentem, naszym zmysłom ucieka wiele innych, może nawet wspanialszych melodii.

Tło a sedno

Jeśli koniecznie chciałoby się ludzi podzielić (zgodnie z ich stosunkiem do muzyki) można by to zrobić w następujący sposób – Ci, dla których stanowi ona tło – umilając zwykłe, rutynowe czynności i Ci, dla których jest wartością samą w sobie – którzy potrafią w danym momencie przypisać jej najwyższą wagę. Te dwa podejścia rzutują na intensywność wyniesionych (lub nie) przeżyć. Należy więc zadać sobie pytanie – Jaką rolę przypisujemy muzyce w naszym życiu? Czy służy nam by poszerzać horyzonty, i otworzyć się, czy może jest przesadną kompulsją, która pomaga nam znaleźć usprawiedliwienie dla wycofania się z życia.

Namiętność pisana dźwiękiem

Czytamy poezję, bo należymy do gatunku ludzkiego. A gatunek ludzki przepełniony jest namiętnościami – słyszymy z ust nauczyciela języka angielskiego, bohatera Stowarzyszenia Umarłych Poetów. Co prawda stwierdzenie to dotyczy literatury, ale równie dobrze można odnieść je do muzyki. Poezja pisze wiersze słowem, muzyka dźwiękiem. Ubranie w formę czegoś, co w nas niewypowiedziane (a taka jest moc sztuki) pozwala nam poczuć się bardziej kompletnie. Nasz zachwyt, pragnienie piękna, uczucia przebijają się na zewnątrz, co daje nam szansę na pełne przeżycie. Ta wolność bycia sobą, wyrażone emocje, radość obcowania ze sztuką tworzy i budzi w nas namiętność odczuwania. Gdy dzielimy ją z kimś innym, tworzą się mosty. W końcu tańcem, śpiewem czy pociągnięciem smyczka można powiedzieć o sobie więcej niż podczas wielu godzin rozmów. I to jest piękne!

Cisza nas niepokoi, bo nie jesteśmy do niej przyzwyczajeni

Cisza to brak dźwięku, co nie znaczy jednak, że nie wybrzmiewa. Dla wielu jej intensywność jest bardziej męcząca niż puszczony na cały regulator deathmetalowy growl. Żyjemy “przestymulowani”, jednak gdy nagle odbierze się nam  bodźce, osiągamy stan podobny do szoku termicznego. To tak, jakby po całym dniu leżenia na pustyni wskoczyć do Bałtyku. Cisza nas niepokoi, bo nie jesteśmy do niej przyzwyczajeni. Ale czy niepokój zawsze jest zły? Skoro nie czujemy się swobodnie, gdy milkną głośniki jest do dla nas komunikat – “coś nie gra”, muzyka nie służy nam tak jak powinna. Zamiast stanowić kompletną, osobną wartość, staje się wtedy tylko maską ciszy. Zatem może jeśli nie potrafimy milczeć, nie potrafimy też przeżywać muzyki, na tyle na ile na to zasługuje?

Cisza, choć niektórym wydaje się po prostu nudna, skrywa w sobie duże pokłady intensywności. Tak samo jak muzyka, budzi ona namiętność. Tak jak niewidomi straciwszy jeden zmysł wyczulają się na pozostałe, tak milknąc możemy silniej odczuwać dotyk, smak, woń. Nasze myśli są zostawione same sobie – nie ma już muzyki, która je wyzwala. Także nimi manipuluje. To przeraża, ale także uczy.

Czy cisza jest muzyką?

Cisza i dźwięk zdają się sobie przeciwstawiać, podczas gdy wiele je łączy. Cisza jest podłożem dźwięku. Czasem możemy być zaskoczeni, ile potrafi nam powiedzieć  nasłuchiwanie czyjegoś oddechu, bicia serca, a może choćby wskazówek zegara. To rodzaj sprzężenia zwrotnego ujemnego – słysząc mniej, możemy usłyszeć więcej. Żeby rosnąć muzyka potrzebuje ciszy.  I naszego pozwolenia.