Coś więcej niż koncert: P!nk w Warszawie! [fotorelacja]

Pink w Warszawie
P!nk w Warszawie | fot. Anna Bednarek

Na ten dzień musieliśmy czekać ponad 15 lat! Tyle trwało, zanim w Polsce pojawiła się Alecia Beth Moore, czyli Pink. Podczas warszawskiego koncertu usłyszeliśmy przekrój bogatej kariery wokalistki. Gośćmi specjalnymi były zespoły Bang Bang Romeo, Vance Joy oraz KidCutUp.

Koncert Pink w Warszawie

To miało być wspaniałe, niezapomniane wydarzenie. Amerykańska wokalistka przez lata konsekwentnie omijała nasz kraj. Działo się tak pomimo dobrze sprzedających się albumów oraz wielkiej popularności P!nk w Polsce. Pierwszy i do tamtej pory ostatni koncert artystki odbył się w Gdyni podczas Open’er Festival. Na szczęście lata oczekiwań i odliczania do następnego koncertu się skończyły, gdyż w ostatnią sobotę w końcu się doczekaliśmy. Dzięki uprzejmości Live Nation Polska, redakcja Kulturalnych Mediów miała okazję uczestniczyć w koncercie Pink w Warszawie. Oto nasza fotorelacja z tego wydarzenia.

P!nk w Warszawie | fot. Anna Bednarek

Gorączka od samego rana!

Tego dnia czuć było w powietrzu, że przed nami wielkie wydarzenie. Miasto było pięknie oplakatowane, przypominając przyjezdnym, że tego dnia na scenie pojawi się jedna z największych światowych gwiazd muzyki rozrywkowej. Najwierniejsi fani artystki, pod stadionem zjawili się z samego rana. Trzeba przyznać, że publika nie zawiodła, szczelnie wypełniając koncertową arenę. Organizatorzy zdecydowali się na wpuszczanie posiadaczy biletów od godziny 16. Najpierw Early Entrance, a pół godziny później – reszta. Wszystko rozpoczęło się zgodnie z harmonogramem i nie uświadczyliśmy większych opóźnień

O supportach słów kilka

Podczas tego eventu rolę supportu lub jak kto woli gości specjalnych, pełniły zespoły Bang Bang Romeo, Vance Joy oraz KidCutUp. Generalnie jestem przeciwnikiem występu supportów, gdyż zazwyczaj zgromadzona publika nie jest zainteresowana koncertami poprzedzających artystów. Często zdarzało się również, że koncertowe nagłośnienie ustawione pod gwiazdę wieczoru, nie sprawdza się w przypadku występów supportu. Ku mojemu zaskoczeniu, występy zaproszonych artystów, okazały się całkiem dobrym pomysłem.

KidCutUp – czyli DJ, który rozbujał Stadion Narodowy

Będąc zupełnie szczerym, gdy przeczytałem w notce prasowej, że występ P!nk poprzedzi DJ-set bliżej nieznanego producenta, zacząłem się z tego śmiać. W zasadzie to rozważałem, żeby zupełnie ominąć jego koncert. Natomiast okazało się, że trafiłem na stadion, na chwilę przed startem występu KidCutUp’a. Okazało się, że mój sceptycyzm był zupełnie niepotrzebny. Artysta w ciekawy sposób łączył różne gatunki muzyki – klasyki rocka z bardziej współczesnymi utworami. Słyszeliśmy zarówno klasyki Queen, Davida Bowie czy AC/DC, ale nie brakło miejsca dla utworów Cyndi Lauper, Michaela Jacksona czy nawet Danzela. Warto odnotować, że artysta do Warszawy przyjechał przygotowany, bo w pewnym momencie, ku uciesze fanów – z głośników poleciał hit Mniej niż zero. DJ otwierał cały event, ale pojawiał się również w przerwach pomiędzy resztą zespołów. Podczas swoich setów, żwawo zachęcał publiczność do zabawy. Trzeba przyznać, że robił to całkiem skutecznie.

Charyzma prosto z Wysp Brytyjskich – Bang Bang Romeo na scenie

Angielska kapela – Bang Bang Romeo, została dołączona do składu imprezy w niemal ostatnim momencie. Warszawski koncert to była moja pierwsza styczność z twórczością zespołu. Na wielki plus trzeba zaliczyć przede wszystkim liderkę i wokalistkę zespołu – Anastasie Walker. Charyzma tej dziewczyny elektryzowała, a do tego wszystkiego zaprezentowała spore możliwości głosowe. Szybko zyskała sobie przychylność publiczności. W pewnym momencie sprawiła, że płyta stadionu zaczęła głośno śpiewać tekst coveru What’s Up, autorstwa zespołu 4 Non Blondes. Poza tym Bang Bang Romeo wykonali wszystkie wydane do tej pory single, a na koniec cover Seven Nation Army.

Bang Bang Romeo | fot. Anna Bednarek

Vance Joy – folkowa perła z Australii

Australijski songwriter – Vance Joy – przyjechał do Polski z bagażem dwóch albumów studyjnych. Ten ostatni, Nation of Two – wydany w ubiegłym roku, zebrał dobre recenzje, a samego artystę wprowadził do elity folk-rocka. Co prawda w Polsce popularność artysty nie jest zbyt duża. Wydaje mi się natomiast, że po tym występie spora część zgromadzonej publiki zacznie wyszukiwać artystę w serwisach streamingowych. Wokalista wykorzystał swoje kilkanaście minut i zaprezentował najważniejsze utwory ze swoich dwóch płyt. Oczywiście nie mogło zabraknąć tego największego przeboju – Riptide. Po za swoimi autorskimi kompozycjami, zgromadzona publiczność usłyszała dwa covery – Dancing in The Dark Bruce’a Springsteena i All Night Long, którego autorem jest Lionel Richie. Co ciekawe ten drugi był wzbogacony o refren piosenki Justina Biebera – Sorry. Ciekawe, aczkolwiek bardzo smakowite połączenie.

Vance Joy | fot. Anna Bednarek

Prawdziwy gwóźdź programu – Pink w Warszawie

Cały wieczór wszyscy czekali na ten moment. Kilka minut po 21, rozpoczął się jeden z najbardziej spektakularnych koncertów ostatnich lat. Już sam początek występu zaprezentował czego możemy się spodziewać. Kultowy już utwór Get This Party Started rozpoczął koncert, a artystka wyskoczyła z ogromnego żyrandolu, zawieszonego nad sceną. Piosence towarzyszył pokaz umiejętności akrobatycznych wokalistki. P!nk raz po raz fruwała nad sceną. Podczas wszystkich ekwilibrystycznych akrobacji, artystka śpiewała, prezentując pełen wachlarz umiejętności wokalnych. Po tym epickim, pełnym pirotechniki i gry świateł, występie przyszła pora na zejście na ziemię i zaśpiewanie kilku utworów z tancerzami.

Setlista wypełniona hitami | Pink, Warszawa

P!nk przyjechała do Polski promować swoje najnowsze albumy Beautiful Trauma oraz Hurts 2B Human. To właśnie piosenki z tych wydawnictw zdominowały koncertową setlistę. Nie oznacza to jednak, że nie usłyszeliśmy najważniejszych utworów z wcześniejszych etapów kariery Amerykanki. Już na samym początku, tuż po brawurowym wykonaniu piosenki Beautiful Trauma, otrzymaliśmy zbiór archiwalnych piosenek. Pink zaśpiewała singlowe Just Like a Pill, Who Knew oraz świetnie brzmiący na żywo Funhouse, który poprzedziła specjalnie przygotowana animacja, której motywy pojawiały się na telebimach również podczas jej wykonywania. Był to prawdziwy powrót do przeszłości.

P!nk | fot. Anna Bednarek

Nowe, nie znaczy gorsze

Po fragmencie wypełnionym starymi kawałkami, przyszła pora na porcję nowego materiału. Wszystko rozpoczął utwór Hustle z ostatniego krążka, a później z głośników wybrzmiewały dźwięki znane z albumu Truth About Love Try oraz Just Give Me a Reason. Wszystkie piosenki były wzbogacone bogatymi choreografiami, gdzie świetną robotę wykonywały tancerki i tancerze. P!nk zebrała paczkę świetnych profesjonalistów, którzy zdecydowanie wiedzą, co robią! Na setliście warszawskiego koncertu, po za utworami wokalistki, znalazło się również miejsce dla coverów – River – Bishopa Briggs’a oraz Time After Time, autorstwa Cyndi Lauper.

P!nk w roli aktywistki

Ogromne wrażenie zrobił na mnie jeden z filmowych przerywników, który miał miejsce mniej więcej w połowie koncertu. Materiał prezentował miks archiwalnych i aktualnych wypowiedzi artystki dotyczących równości społecznej, prześladowaniach na tle wyznaniowym, czy orientacji seksualnej. Sprawnie zmontowany materiał pokazał wokalistkę, jako aktywistę walczącą o prawa ludzi. Spory nacisk kładziony był na prawa kobiet. Po tym mocnym przerywniku, P!nk wykonała utwór What About Us, którego tekst po zobaczonym wcześniej materiale, zyskał zupełnie inny wydźwięk.

P!nk | fot. Anna Bednarek

Znakomity gość na koncercie P!nk

W pewnym momencie, Pink stanęła na scenie i zaczęła wypowiadać się w samych superlatywach o wokaliście i autorze tekstów – Wrabelu. Mówiąc to, artystka zaprosiła swojego przyjaciela na scenę, żeby razem wykonać piosenkę 90 Days. Gość specjalny otrzymał ogromny aplauz, a subtelne wykonanie utworu mogło się podobać. Klimatyczna aura potrwała jeszcze chwilę, bo P!nk zdecydowała się na akustyczne wykonanie singla z nowego albumu – Walk Me Home. Muszę przyznać, że zabrzmiała zdecydowanie lepiej niż w oryginale.

Czysta energia – czyli to, za co kochamy P!nk

Powolne ballady i akustyczne wykonanie hitów mogło się podobać (mnie bardzo urzekło wykonanie klasyka – F**kin’ Perfect), ale nie ma się co oszukiwać – zgromadzona publika najbardziej entuzjastycznie przyjmowała te taneczne przeboje wokalistki. Na szczęście w końcowej fazie koncertu, nie zabrakło takiego materiału. Publiczność świetnie bawiła się na utworach Raise Your Glass, Blow Me (One Last Kiss) oraz kończącego show – So What. Prawdziwą petardą okazał się właśnie ten ostatni utwór. Podczas niego, P!nk przeszła samą siebie. Przymocowana do lin zamontowanych na dachu Stadionu Narodowego, pozwoliła wokalistce latać dosłownie po całej arenie. Te, niemal kaskaderskie popisy budziły podziw. Obserwując sąsiadujących mi uczestników – stwierdzam, że większość była w głębokim szoku. Zobaczyć coś takiego w TV czy na YouTube to jedno, ale przeżyć to na żywo to zupełnie inny poziom doświadczenia.

P!nk | fot. Anna Bednarek

PGE Narodowy a nagłośnienie i akustyka

Stadion Narodowy w Warszawie dorobił się już etykiety “niepasującego do wydarzeń muzycznych”. Niemal przy każdym organizowanym tam koncercie można było spotkać się z opinią, iż nagłośnienie i akustyka były na bardzo niskim poziomie. Sam byłem tam na kilku występach i nie zawsze byłem zadowolony. Podczas koncertu P!nk, nagłośnienie spełniło oczekiwania. Utwory były dobrze słyszalne i generalnie ciężko się o coś mocniej przyczepić. Oczywiście zdarzały się momenty, gdzie bas odbijał się od elementów stadionu, powodując echo i pogłos. Jednak nie był to aż tak wielki problem, gdyż nie działo się to regularnie. Koncert ten pokazał, że da się odpowiednio przystosować nagłośnienie, żeby móc cieszyć się muzyką podczas występów.

P!nk w Warszawie – podsumowanie

Podsumowując minione wydarzenie, trzeba otwarcie powiedzieć, że było to coś więcej niż koncert. Tutaj muzyka mieszała się z teatrem i cyrkiem. Świetnie brzmiały wszystkie nowe utwory. Jak się również okazało, te starsze kompozycje zupełnie się nie zestarzały. Głos P!nk był tak dobry jak na płytach, nawet podczas wszystkich akrobacji w powietrzu. Świetnie zaprezentowały się zespoły taneczne oraz muzycy, towarzyszący wokalistce. Mimo że bilety nie należały do najtańszych, arena szczelnie się wypełniła, co tylko pokazuje, że występ P!nk był wyjątkowo wyczekiwany. Za taki koncert warto było zapłacić za bilet! Szkoda tylko, że na setliście zabrakło utworu Glitter in The Air, którym zamykała wszystkie dotychczasowe koncerty.

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z koncertu P!nk w Warszawie, autorstwa Anny Bednarek.