Yumi Zouma już wkrótce zagrają pierwszy koncert w Polsce. Nowozelandzka formacja będzie miała okazje w końćy przyjechać do naszego kraju ze swoim synth popowym brzmieniem. O najnowszej płycie No Love Lost to Kindness porozmawialiśmy z gitarzystą zespołu Charliem Ryderem rozmawiał Wojciech Miśkiewicz.
Wojciech Miśkiewicz: Kiedy usłyszałem wasz najnowszy album No Love Lost to Kindness, to tytuł skojarzył mi się z dwiema innymi rzeczami w popkulturze – piosenką No Love Lost Joy Division i filmem Rodzaje Życzliwości (Kind of Kindness – przyp. Autora). To przypadek czy rzeczywiście są na krążku odniesienia do tych dzieł?
Charlie Ryder: Nie, to zupełny przypadek. Lubię filmy Yorgosa Lanthimosa, ale jeszcze nie widziałem tego filmu. Tak samo lubię Joy Division.
W.M. A są płyty, zespoły, filmy, które miły wpływ na wasze najnowsze wydawnictwo?
C.R. Na pewno słuchamy więcej i bardziej różnorodnych rzeczy niż na początku. Uchodzimy jednak za rockowy zespół, ale interesujemy się wieloma innymi rzeczami niż tylko tym gatunkiem. Sporo bierzemy z synth popu i dream popu. Sam proces produkcji też mamy inny – z naszych sypialni i garaży przenieśliśmy się do profesjonalnych obiektów. To naturalnie wyszło, że najnowszy album jest „najcięższy” w naszym dorobku. Ale dalej myślę, że najmocniej gra w nas to, czego każde z nas słuchało u podstaw swojego zainteresowania muzyką – New Order, David Mack, My Bloody Valentine, Slowdive. Dlatego chyba bliżej nam niż kiedykolwiek nam ostatnio do lat 90. w muzyce gitarowej. Kochamy Hole, Garbage, Silverchair, kapele z Nowej Zelandii z tamtych czasów jak Stella, Ted Hole, and Zedd. Przyznam też, że na tym krążku też otworzyliśmy się. Chcieliśmy się po prostu dobrze się bawić i wydaje mi się że to wyszło. Graliśmy już kilka koncertów z tym materiałem i publika też bawiła się dobrze.
W.M. A macie naturę „boomerów”? Śledzicie, co nowego w kulturze?
C.R. Dobre pytanie. Zdecydowanie nie utknęliśmy w dawnych latach, choć rzeczywiście można by taki wniosek wyciągnąć po tym, co powiedziałem. Jesteśmy na bieżąco z tym, co powstaje. Kocham szukać nowych zespołów, nowego brzmienia, a jednocześnie mam szacunek i sympatię do poprzednich dekad w muzyce. Ale to na swój sposób ironiczne, że samemu mając zespół od ponad 13 lat, będąc po trzydziestce, dalej odnosić się do rzeczy, które są starsze od samego siebie. Może kolejne wydawnictwo będzie jeszcze inne i odetniemy się od gitar. Kto wie?
W.M. Wróćmy do albumu. Jak być życzliwym w tych czasach?
C.R. Przede wszystkim być uprzejmym w stosunku do otoczenia ludzi wokół, do samego siebie. Bardzo łatwo w codzienności o tym zapomnieć. Warto skupić się na relacjach, nam też w zespole pomogło to przejść gorsze chwile. O tym też jest ten krążek. O daniu sobie przestrzeni na wyrażenie tego, co w nas dobrego, ale też trudnego w każdym z nas. Gdy masz już pięć albumów za sobą w zespole, 13 lat grania, to łatwo olać innych. Ale wtedy nie ma nawet sensu tworzyć bez „chemii” w trasę i robić razem muzyki. Trzeba opanować ego, nie gonić za przysłowiowym króliczkiem i cieszyć się wspólnym graniem.
W.M. To wasz pierwszy występ w Polsce. Macie jakieś oczekiwania, historie od znajomych o naszym kraju?
C.R. Było blisko dopięcia koncertu w 2020, ale z wiadomych względów się nie udało. Mam nadzieję, że choć to pierwszy koncert u was, to na pewno nie ostatni. Słyszałem, że polska publika jest zaangażowana w gigi. Koleżanka Maria, która ma jednego z rodziców z Polski, o tym mi mówiła. Będziemy mieli też coś nowego dla was, także szczerze zapraszam do wspólnej zabawy!


![NEXT FEST 2026 – dzień drugi za nami [fotorelacja]](https://kulturalnemedia.pl/wp-content/uploads/2026/04/Next-Fest-2026-piatek-68-218x150.jpg)
