Nikodem Marszałek – Energia Miłości [recenzja]

“Zastosuj nową wiedzę w codziennym życiu – zdejmij z siebie hamujące Cię kajdany i obudź uśpione zmysły.”

Powyższe zdanie znaleźć możemy na tyle okładki nowej książki Nikodema Marszałka – Energii Miłości. Duchowego podręcznika o nas samych, naszych duszach, miłości, przeszłości i teraźniejszości. Poniżej znajduje się również krótka nota biograficzna autora, więc jeśli nie wiecie – podobnie do mnie, nim sięgnąłem po tę lekturę – kto zacz, to spieszę z pomocą:

“Nikodem Marszałek – autor Motywacji bez granic i Odrodzenia Feniksa (obie z 2005 roku) oraz Bądź zawsze sobą (2015). Razem z najbliższymi współpracownikami przyczynił się do stworzenia nowej metody pracy nad sobą, łączącej pracę umysłu, ciała i psychiki z duszą i energiami. Najnowsza książka, Energia miłości, w otwarty, przystępny sposób przedstawia wynik siedmioletnich badań, medytacji, obserwacji wielowymiarowości naszego istnienia, pochodzenia oraz nowych sposobów pracy nad sobą.”

A więc tak. Przyznam, że mam naprawdę twardy orzech do zgryzienia, jeśli chodzi o tę pozycję – nie jestem pewien, jak się do niej ustosunkować. Na wstępie zaznaczę, że jestem osobą starającą się stąpać twardo po ziemi i dość ostrożną w stosunku do informacji, które do mnie docierają; innymi słowy, liczy się dla mnie prawdziwość moich przekonań, ponieważ łatwowierność to w mojej opinii cecha przeszkadzająca w życiu. Dlatego też mogę nie być wymarzonym targetem produkcji tego typu. Znakomitym przykładem kogoś całkowicie ode mnie odmiennego zdaje się natomiast autor opisywanej przeze mnie pozycji, pan Nikodem. Energię miłości uznaję za bardzo osobliwe zjawisko, które na długo pozostanie w mojej pamięci.

Dlaczego taki ten orzech twardy? Zostałem zbombardowany tak wielką ilością niesamowitych, niespotykanych i niespodziewanych informacji, że będę prawdopodobnie potrzebował sporo czasu, żeby się z nimi oswoić. W Energii miłości znajdziemy rozważania na wszelkie możliwe tematy – pozwólcie, że przytoczę kilka z nich: gęstości, ciała subtelne, dusza, Wyższa Jaźń, dusze zbiorowe, dusze eteryczne i astralne, reinkarnacja, energie, karma (indywidualna i rodowa), Hierarcha Światła, Bóg, chóry anielskie, książęta piekielni, buddyzm, fantastyka, yin i yang, zbiorniki energetyczne, czakry, obciążenia karmiczne, ataki energetyczne, budzenie świadomości, OOBE, energia miłości czy nawet ekologia osobista. Do wypisania tej krótkiej listy poruszanych zagadnień wykorzystałem jedynie spis treści – uwierzcie, że w tym liczącym niespełna 400 stron podręczniku (do tego słowa jeszcze się odniosę) jest ich o wiele, wiele więcej.

Każdą kolejną stronę przewracałem z czymś na kształt chorobliwej fascynacji i zdumienia. Nikodem Marszałek zdołał stworzyć książkę, która jest niesamowitym kolażem legend, mitów, wyobrażeń, półprawd, widziadeł i wizji. Wszystko to natomiast podane, co było dla mnie niezwykle dziwne, z bardzo autorytarnej pozycji – jako prawda objawiona, która dotychczas znana była jedynie wybranym (o ile w ogóle), dzięki autorowi możemy jednak dostąpić zaszczytu dopuszczenia do tego tajemnego kręgu wtajemniczonych.

Aby nie być gołosłownym, przytoczę krótki fragment tekstu:

“Wyższe Jaźnie razem z duszami stale kreowały różne światy, które pozwalały wcielać się duszom w gęstościach od pierwszej do czwartej. Sama materia, w której żyliśmy, nie zawsze była zbita, ciężka jak obecnie. Nasze światy wibrowały w niższej lub wyższej gęstości eterycznej, niekiedy nawet astralnej czy mentalnej. Wpływało to oczywiście na jakość życia, długość, lekkość, posiadanie mocy. Co najwspanialsze, ziemska fantastyka jest kopalnią wiedzy historycznej, rozwojowej i wcieleniowej o nas wszystkich. Dusze ziemskich pisarzy, autorów, scenarzystów stale odczytują informacje z Kronik Akaszy. Książki, filmy fantasy, science fiction, podobnie jak rozmaite mitologie i przekazy ze świętych pism, są prawdziwymi wspomnieniami karmicznymi naszych dusz.”

A jeśli komuś mało, że startrekowscy Klingoni czy Lord Voldemort są wspomnieniami naszych dawnych żyć, to w książce możemy znaleźć rozmaite tezy tego pokroju – chociażby taką, że wasza domowa lodówka również posiada swoją własną duszę, a właściwie jedną z jej wielu form. Oczywiście niezwykle spłycam w tym momencie temat, który autor poruszył w swojej książce bardzo rozlegle, ale zapewniam, iż podobnych informacji jest tutaj mnóstwo.

Zasadniczo nie mam z wierzeniami autora – a co za tym idzie, z przedstawianymi w tym tytule tezami – żadnego problemu, każdy może przecież wierzyć, w co mu się tylko podoba. Boli mnie tylko obecny w dzisiejszych czasach fakt tak łatwego dostawania się takich mądrości na półki księgarń; ukryte pomiędzy kolorowymi, estetycznymi okładkami, kuszące łatwą i doniosłą wiedzą, maskujące się i wyglądające na pomocne – wszak to “podręcznik”. Nie do końca wiem do czego, bo po lekturze mam kompletny mętlik w głowie z racji zderzenia z takim morzem niezwykle abstrakcyjnych dla mnie danych. Nie pomaga mi też fakt, że żadnej z zawartych w książce informacji nie jestem w stanie zweryfikować, bo pan Nikodem nie przedstawia na ich poparcie najmniejszych nawet dowodów.

Czy warto? Powiem tak – Energia miłości zawiera w sobie kilka całkiem ciekawych i uniwersalnych myśli – giną one jednak w morzu niespójnej i chaotycznej treści. Ciekawa, jak wspomniałem wcześniej, jako pewne zjawisko, bo może urosnąć do takiej rangi pod niektórymi względami, ale w mojej opinii nie prezentuje sobą niemalże nic wartego uwagi.