Daj się porwać francuskiej pisarce! [zapowiedź]

Daj się porwać francuskiej pisarce
fot. materiały prasowe

Françoise Bourdin to autorka około 40 książek. Zaczęła pisać w wieku 16 lat, lecz przerwała karierę literacką, żeby poświęcić się życiu rodzinnemu. Wróciła na rynek wydawniczy po czterdziestce. Tym razem serwuje nam dzieło pt. Ogród Lorenza. Wyczekujmy daty premiery i dajmy się porwać francuskiej pisarce!

Daj się porwać francuskiej pisarce w nietuzinkowy sposób. Poznaj Lorenza – młodego, ambitnego weterynarza. Po włoskim dziadku dziedziczy on olbrzymie tereny i zakłada wyjątkowy ogród zoologiczny, w którym dzikie zwierzęta mogą żyć w naturalnych warunkach. Despotyczny ojczym odmawia mu wsparcia finansowego, więc Lorenzo musi sam podjąć nierówną walkę o spełnienie swojego wielkiego marzenia.

Niespodziewanie do jego życia powraca Julia – pierwsza miłość, która szybko angażuje się w projekt. Lorenzo odkrywa, że tak naprawdę nigdy nie przestał jej kochać…  Jednak czy w sercu Julii jest nadal miejsce na uczucie?

Poruszająca powieść obyczajowa dla wszystkich, którzy kochają twórczość Jodi Picauld czy Jojo Moyes.

Powieść pojawi się na księgarnianych półkach już 18 września. Książka dostępna jest również w przedsprzedaży.

Zapoznaj się z fragmentem książki:

– Naprawdę sądziłeś, że pożyczę ci te pieniądze? – Xavier uśmiechnął się z politowaniem. Czując swoją przewagę, nie mógł się powstrzymać, by nie spojrzeć z wyższością na pasierba. Przez lata musiał znosić jego krnąbrny charakter, więc teraz, kiedy ten przyszedł do niego z prośbą, odmówił mu. Zresztą nie bez satysfakcji. – Tym bardziej że chodzi o projekt, którego nigdy nie pochwalałem! – dodał.

– Nie potrzebuję twojego poparcia – odparł oschle Lorenzo. – Projekt ma solidne podstawy i dobrze rokuje.

– Skoro tak mówisz…

To był koniec rozmowy. Lorenzo podniósł się i posłał Xavierowi zimny, powściągliwy uśmiech.

– Zanim wyjdę, chciałbym jeszcze uściskać mamę.

Odwrócił się i jego wzrok napotkał Valère’a, który akurat w czasie ich rozmowy musiał wejść do salonu. Bez wątpienia usłyszał ich wymianę zdań, bo na jego twarzy malował się grymas niezadowolenia. Lorenzo podszedł do niego i powiedział cicho:

– Będę za pięć minut.

Kiedy jego przyrodni brat wyszedł, Valère zwrócił się do ojca:

– Dlaczego byłeś dla niego taki brutalny?

– Brutalny? – obruszył się Xavier. – Wcale nie! Po prostu nie zamierzam dać się wplątać w te jego gierki. Kiedy pomyślę, że cały swój śmieszny spadek przeznaczył na…

– To jego sprawa, tato.

– Być może, ale i tak uważam, że jego mania wielkości i ten cały wspaniały park doprowadzą go kiedyś do ruiny.

– Co ty możesz o tym wiedzieć?

– Wiem, że nie włożę w to ani centa. Może nie zauważyłeś, ale staram się zapewnić przyszłość tobie i twoim siostrom, a kiedy będę na emeryturze, nie zamierzam klepać biedy z powodu jakichś lipnych interesów.

Valère wzruszył ramionami.

– Tak czy inaczej, następnym razem postaraj się być trochę milszy. Właściwie to wcale nie słuchałeś, co miał ci do powiedzenia. Nawet mu kawy nie zaproponowałeś! Traktujesz go jak obcego, a potem się dziwisz, że…

– Nic mnie już nie zdziwi z jego strony! – odparł gniewnie Xavier. Zdawało się, że jednak pożałował swoich słów, bo dodał: – Jeśli twoja matka chce go zaprosić na obiad, to nie mam nic przeciwko temu.

Od zawsze czuł niechęć do Lorenza – zresztą nie bez wzajemności – ale chcąc zdobyć względy Maude, a następne ją poślubić i doczekać się z nią własnych dzieci, musiał zaakceptować obecność tego trzyletniego wówczas, pięknolicego chłopca. Nigdy jednak nie zdołał go pokochać, a im bardziej Maude okazywała czułość swojemu synowi, tym większą irytację odczuwał Xavier. Szybko urodziła im się pierwsza córka, niedługo później druga. Był szczęśliwy, choć wciąż liczył na chłopca. Jego marzenia się ziściły wraz z przyjściem na świat Valère’a. Czuł spełnienie i dumę – miał syna i w końcu mógł odsunąć Lorenza na dalszy plan.

Lorenzo… Już samo imię go irytowało.

Włoskie korzenie pasierba przypominały mu nieustannie o pierwszym mężu Maude, Claudiu Delmontem, który zginął w wypadku samochodowym – lubił szaleć w swojej alfie romeo – i choć Maude nigdy mu tego nie wyznała, wiedział, że wciąż żywe w niej było dawne uczucie i sentyment do wszystkiego, co przywodziło na myśl słoneczną Italię. Poślubiając młodą, piękną wdowę, musiał jednak zaakceptować zarówno wspomnienia, które pielęgnowała w głębi serca, jak i tego dzieciaka, który tak mu zawadzał. W miarę jak Lorenzo dorastał, coraz bardziej uwidaczniała się jego szlachetna uroda i silna osobowość. Mały, ładny chłopczyk o czarnych włosach i niebieskich oczach wyrósł na przystojnego młodzieńca o twarzy niezeszpeconej trądzikiem, a następnie na wspaniałego młodego mężczyznę, którego poważne spojrzenie niejedną dziewczynę przyprawiło o szybsze bicie serca.

Xavier od razu oświadczył, że do pasierba będzie się zwracał francuską formą imienia, czyli „Laurent”, sugerując, że to pozwoli chłopcu mocniej scalić się z resztą rodziny.

Maude stanowczo się temu sprzeciwiała, obstając przy imieniu Lorenzo, podobnie jak pozostałe dzieci, ujęte jego egzotycznym brzmieniem. Raz do roku, z nieskrywaną ciekawością, asystowały w przygotowaniach ich przyrodniego brata do wyprawy do Balme w Piemoncie, dokąd jeździł z wizytą do swojego dziadka. Przez długie lata snuły domysły na temat tego starego dziwaka, który mieszkał w małym, wiejskim domku, sam ze swoimi kotami. Po powrocie Lorenzo był milczący, a na wszystkie pytania odpowiadał tajemniczym uśmiechem, chcąc zapewne w ten sposób ochronić swoją rodzimą część Włoch przed kąśliwymi uwagami ojczyma. Tylko matce napomknął raz, że w Turynie, jak tylko wysiadał z pociągu, od razu podchodził do niego nieznajomy – każdego roku inny – i kładąc mu dłoń na ramieniu, pytał: Ty jesteś wnukiem Ettore, prawda?

Chodź ze mną.

Nieznajomy zabierał go do Balme i odwoził pod dom dziadka, ponieważ on sam, ze względów zdrowotnych, nie mógł wyjechać po niego na dworzec. Pod koniec pobytu – nie dłuższego nigdy niż jeden weekend – mężczyzna brał swój stary polaroid i robił zdjęcie wnukowi. Kontemplował je później przez cały następny rok, nim nie trafiło w ręce kolejnego umyślnego kierowcy.

Xavier pokładał duże nadzieje w synu i dość szybko zaczął go nastawić przeciwko Lorenzowi.

Niestety, Valère nie był ani pilnym uczniem, ani zapalonym sportowcem. Stale bujający w obłokach, sentymentalny i odrobinę leniwy, nie odczuwał potrzeby konkurowania z Lorenzem, do którego czuł zarówno podziw, jak i głębokie przywiązanie. Zresztą, między chłopcami było siedem lat różnicy, więc jakiekolwiek porównania nie miały sensu.

Obie córki, Anouk i Laetitia, nie wiedziały, do którego obozu dołączyć.

Kochały ojca, i choć widziały jego oschłość wobec Lorenza, dawały się przekonać, że wynika ona z trudnego charakteru ich przyrodniego brata. Jakby na potwierdzenie tych słów nieustannie dochodziło do kłótni, w wyniku których na głowę Lorenza spadał grad – całkiem zasłużonych, jak się zdawało – połajanek i kar. Często nie dostawał kieszonkowego i miał zakaz korzystania z telefonu i komputera oraz wychodzenia z domu, nigdy jednak się nie skarżył i jakby chcąc ukarać ojczyma, dostawał wtedy lepsze oceny w szkole. Po maturze, którą zdał z doskonałym wynikiem, złożył papiery na weterynarię i dzięki swojej pasji oraz sumienności dostał się na nią – jako jeden z najlepszych.

Xavier wiedział, że jest stronniczy, i ta świadomość czasami go uwierała.

Powinien cieszyć się z sukcesów swojego pasierba, ale nie potrafił. Żeby uspokoić sumienie, powtarzał sobie, że ostatecznie wyświadczył Lorenzowi przysługę, bo surowe wychowanie, jakie otrzymał w dzieciństwie, nauczyło go ciężkiej pracy. Te wymówki nie zmieniały jednak faktu, że był oziębły, a nawet wrogi wobec pierwszego syna swojej żony. Kiedy mu to wypominała, zaprzeczał, kryjąc się za doskonałą grą pozorów.

Nawet dzisiaj podczas rozmowy trzymał Lorenza na dystans – na co zresztą zwrócił mu uwagę jego syn – a jego wyjaśnień słuchał mimochodem, nie mogąc się doczekać, kiedy ten wreszcie sobie pójdzie. Tak czy inaczej, wątpliwy interes, w jaki jego pasierb był zaangażowany od kilku lat, i tak ostatecznie okaże się finansową dziurą bez dna. Nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości. Odetchnął głęboko i wrócił do gazety, którą czytał, zanim przyszedł Lorenzo.


“Ogród Lorenza” zostało objęte patronatem Kulturalnych Mediów

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o