Czy Remigiusz Mróz powinien pisać sci-fi?

Chór zapominanych głosów

Kim pan Mróz jest, z pewnością dobrze wiecie. Wypuszczając w iście maszynowym tempie kolejne książki, zwłaszcza kryminały, dorobił się łatki uzdolnionego i płodnego pisarza. Jak radzi on sobie w całkiem innym świecie – bo w przestrzeni kosmicznej?

Chór Zapomnianych Głosów, bo tak nazywa się omawiana dziś książka, zaczyna się jak rasowy horror. Event Horizon, Dead Space, czy System Shock miałyby tu coś do powiedzenia. Na pokładzie kolonizacyjnego statku kosmicznego dokonana zostaje masowa rzeź. Z pasażerów nie zostaje nic, oprócz wnętrzności rozsmarowanych tu i ówdzie. Nie dowiedzieliśmy się o tym, gdyby nie fakt, że dwie osoby w tajemniczych okolicznościach przeżyły pandemonium.

Śmiertelne paradoksy

Książka rozkręca się niespiesznie, budując suspens strona za stroną. Powoli wprowadza nas w świat widziany oczyma zszokowanego protagonisty i towarzyszącego mu charakternego muzułmanina. Świat, gdzie kosmos nie stanowi już żadnej bariery, a ludzie zamrażają się na dziesiątki lat, by znaleźć dla Ziemian drugi dom. Ot, standard. Jest to za to standard dosyć umiejętnie poprowadzony, bo wszystkie te technologie i zagadnienia z nimi związane nie przytłaczają czytelnika, a są wspomniane mimochodem, tłumacząc świat kontekstowo.

Wspominałem o suspensie. Nie mogło go tu zabraknąć. W końcu czytamy Mroza. Tak więc bohaterowie tkwią w kompletnej niepewności co do natury dokonanego mordu. Równie pełna obaw jest wysłana w ich stronę można misja ratunkowa. Chór Zapomnianych Głosów zdaje się czerpać równie mocno z gatunku kryminału, co pokpiwać sobie lekko z utartych schematów twardego sci-fi. Bohaterowie nie mogą jednak brodzić po pas we wnętrznościach towarzyszy przez całą długość książki. Co to, to nie. A kiedy przychodzą plot twisty wywracające wszystko do góry nogami, czuć, że książka jest ocalona ze swojej schematyczności. Trzeba Mrozowi przyznać, że potrafi oryginalne uroki kosmosu połączyć zarówno z mrożącym krew w żyłach thrillerem, jak i dialogami wywołującymi głupawy uśmieszek na twarzy.

Sci-fi for dummies

Chór Zapomnianych Głosów polecić mogę osobom lubiącym opowieści z dreszczykiem w kosmosie, które nie będą zbytnio kręcić nosem na niedopracowaną budowę świata przedstawionego. Jest oszczędna, a pojawiające się motywy, to w większości takie sci-fi for dummies (do czasu, do czasu!), więc czytelnik niezaznajomiony z tematyką może spokojnie po nią sięgnąć. Nie należy przy tym do pozycji wybitnej. To wciąż Mróz, tylko w stroju astronauty. Ja jednak uważam, że w tego typu literaturze mógłby on znaleźć swoje miejsce. Szczególnie, gdyby poświęcił jej więcej uwagi, niż tylko na ten jednorazowy wybryk. Książka skacze po przeróżnych teoriach i motywach rodem z hard sci-fi jak z kwiatka na kwiatek. Po przeanalizowaniu jej zawiłości można dostrzec, że wiele z wydarzeń kompletnie nie trzyma się kupy. Jeśli interesuje was twórczość tego autora – sięgajcie. Jeżeli jednak jesteście weteranami gatunku, możecie się srogo zawieść.

Nie tego się spodziewałem | Jarosław Grzędowicz – “Hel 3” [recenzja]

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o