Kiedy drugie dno to za mało | Tajemnice DDLC

Dopiero pierwsze wrześniowe liście poczęły sypać się z drzew, kiedy na Steamie została udostępniona darmowa gra, mająca z mózgów użytkowników zrobić metaforyczną jesień średniowiecza. A tymczasem renesans tytułów pogrywających sobie z nami – graczami – trwa od kilku lat w najlepsze.

Doki Doki Literature Club to na pierwszy rzut oka przesłodzone visual novel. Jako główny bohater dołączamy do lokalnego, szkolnego fanklubu literackiego.

Szybko okazuje się, że jego członkowie to tak właściwie same członkinie, a my jesteśmy jedynym przedstawicielem płci męskiej w tym towarzystwie. Jako rodzynek w błyskawicznym tempie stajemy w centrum zainteresowania czterech koleżanek okupujących klub.

Brzmi niewinnie, prawda? Mniej więcej pierwsze trzy godziny z grą opierają się na niemal samych dialogach. Groteskowa i nieco przesłodzona otoczka, charakterystyczna zresztą dla sporej części visual novel, nie odstępuje nas na większość kroków, gdy mamy okazję dowiadywać się kolejnych faktów o bohaterkach. Kiedy już nie prowadzimy wyczerpujących wymian zdań, tak dla gracza, jak i dla protagonisty, pomagamy mu kreować własne… wiersze, które prezentujemy w trakcie spotkań klubu.

UWAGA, WIELKIE, OGROMNE SPOILERY!

Ekhm… pardon? To nie Dan Salvato stworzył tę grę?

Gra dostępna jest za darmo pod tym linkiem, jeżeli wolicie dowiedzieć się na własnej skórze, o co ten cały raban.

Z czasem członkinie klubu odkrywają swoje nieco mniej kolorowe oblicza.

W Yuri, spokojnej, zamkniętej sobie i dojrzałej jak na standardy owej gry postaci, zdają się kiełkować zachowania psychopatyczne i obsesyjne.

Natsuki z pozoru nie ukazuje swoich słabości, ponad butność i ciężką osobowość, ale gra daje nam sygnały, że jest bita i głodzona przez swojego ojca.

Monika, rządząca niepodzielnie tym niewielkim klubikiem, posiada dwa lica, bo kiedy Sayori, nasza najlepsza przyjaciółka z dzieciństwa, ujawnia swoje skłonności depresyjne, ta zaleca jej popełnić samobójstwo, jednocześnie udając przed resztą, że nic takiego miało miejsca.

Ta ostatnia wyznaje naszemu bohaterowi miłość, zazdrosna podświadomie o koleżanki, z którymi ona sama go zapoznała (bo to za jej sprawą trafiamy do klubu). W efekcie – czy zaakceptujemy jej wyznanie, czy odrzucimy – ta w niedługim czasie później wiesza się w swoim pokoju. Dla niej gra się kończy. Dla nas zresztą też, bo naszym oczom ukazuje się w następstwie ekran „game over”. Wraz z komunikatem o errorze.

Przejdźmy do mięsa, dosłownie i w przenośni.

GAME OVER AND OVER AGAIN

Rozpoczynamy nową grę – coś tu bowiem musi być nie tak, a ekran startowy pełen jest bugów graficznych w miejscu, gdzie wcześniej stała Sayori.

A kiedy powtarzamy ścieżkę z poprzedniej rozgrywki, tylko że bez istnienia Sayori (w ogóle, w całej grze), odgrywamy wszystko jeszcze raz – czujemy z tyłu karku jakieś igiełki niepokoju.

Uzasadnione zresztą, bo w ciągu kolejnej półtorej godziny jesteśmy świadkami, jak…

Doki doki suicide
Co ciekawe, nasza postać spędza cały weekend wpatrując się w zwłoki Yuri, bo główna antagonistka za bardzo namieszała w kodzie gry.
Jej ciało z czasem ulega przemianie, a krew ciemnieje, zważywszy na upływ czasu…

Liczne komunikaty o błędach wkradają się w różne zakamarki gry, w dialogi, zmieniając ich treść, czyniąc niektóre nieczytelnymi, Yuri brutalnie kończy ze sobą na oczach gracza, dając upust swojej obsesji względem jego osoby i przy okazji fascynacji nożami – bo dźga się jednym z nich, prosząc przy tym gracza, nie głównego bohatera, a gracza – o kontakt wzrokowy, a Natsuki reaguje na to wszystko wymiotami i znika, usunięta przez Monikę. Zaraz, usunięta przez Monikę?

Doki Doki oczy
Źródło: Google+

Na domiar wszystkiego sama gra zaczyna się z nami bawić. Przykładowo – oczy Yuri na kilka chwil (w dwóch momentach gry, konkretniej) przybierają realistyczny wygląd, a jeśli posiadamy kamerkę podłączoną do komputera, to w zależności, czy będziemy odwracać wzrok od młodej psychopatki, czy nie, skwituje ona to innym komentarzem.

Drzwi do piwnicy na drugim dnie

Wracając jednak do zgubionego powyżej wątku – tak, usunięta przez Monikę. Okazuje się bowiem, że jest ona nie „jakąś tam” postacią z visual novel, a rzekomo samoświadomym AI pragnącym zyskać względy gracza. Ta meta-zawartość skutkuje tym, że jeśli streamujemy swoją rozgrywkę z Doki Doki Literature Club, to postać Moniki będzie obecna wśród oglądających, a ta sama zresztą pozdrowi oglądających. I tak dalej, i tak dalej.

Trzeba przyznać, że choć brzmi to na zagrywki rodem z wiekowej creepypasty, to ten krótki tytuł potrafi zaskoczyć swoim bardzo niespodziewanym obrotem spraw.

Gra śle nam różne mniejsze i większe informacje, jakoby inne postaci, wykasowane z gry przez wspomnianą antagonistkę (abyśmy byli na jej wyłączność, a ich dziwne zachowania to wynik błędów, gdy ta świadomie przy nich manipulowała) pozostawiły jakieś ślady po sobie, na co wskazuje „delete her” i inne podobne sygnały.

Łącząc fakty w całość, przezorny gracz wejdzie w pliki gry, by odkryć folder „characters” i – być może – usunąć „monika.chr”, co doprowadzi do bolesnej kasacji Moniki z uniwersum gry.

Ech, te dzisiejsze wiersze…

Choć to doprowadza do jeszcze większego chaosu, a nam w ogólnym rozrachunku pokazuje ostateczne zakończenie, owocujące brakiem dostępu do gry. Delikatnie pokręcona satyra na grę grającą graczem (hola, hola!). Jeśli jednak znacie Doki Doki Literature Club, a może nawet weń graliście, doskonale wiecie o wszystkim, o czym teraz czytacie w tym artykule. Nie chodzi w nim jednak o streszczenie tej gry. O nie. Po prostu za tym oczywistym „drugim dnem” kryje się jeszcze dno trzecie.

Wyciągnijmy zatem na wierzch mięso mięsa.

Diabeł tkwi w szczegółach:

W każdej większej grupie graczy znajdą się i tacy, co spróbują obejść grę naokoło i wejść tylnymi drzwiami. Przejrzeć kod źródłowy, poszukać glitchy. I jak się okazuje, Doki Doki Literature Club to istna skarbnica dla tych, którzy lubią głowić się nad dziwnymi, czy porzuconymi plikami w obrębie gry. Użytkownicy Reddita wywnioskowali nawet, że za jej zawartością kryje się jeszcze inna gra i to tu następuje ten czas, kiedy w tle powinna rozbrzmieć upiorna melodyjka, a na niebie winna zamajaczyć samotna błyskawica. Poznajcie pokrótce te odkrycia które, zdaje się, przybrały już finalną formę.

Going deeper

Każdy plik zawierający jedną z „postaci” podlega dekompilacji, a jego zawartość potrafi skonsternować. Użytkownik Mithost z Reddita jednak postanowił podjąć wszystkie możliwe tropy, i doszedł do paru interesujących faktów. Plik odpowiedzialny za „osobę” Sayori, dla przykładu, po przekonwertowaniu do dźwięku w formacie .ogg, odkrył wysoki, nieprzyjemny dźwięk, który następnie z pomocą oprogramowania symulującego spektograf (w tym wypadku Sonic Visualiser) ukazał obraz kodu QR prowadzącego do strony tajemniczego Projektu Libitina.

Daje nam to dostęp do raportu z roku 2004 opisującego damską osobę. Żeby było jeszcze bardziej niepokojąco, zawiera on takie dane, jak jej tolerancja na ból, czy „test aktywacyjny trzeciego oka”. Dowiadujemy się także, że badany subiekt przejawiał zachowania pokroju nagłych wymiotów, wrzasków, nieoczekiwanej euforii, itp. (sam polecam przejrzeć).

Przy zabawie z plikiem „monika.chr” robi się jeszcze goręcej, bo po licznych kombinacjach, w tym konwersjach kodu binarnego do tekstu, dostajemy następny document.

Słowa krótkiego monologu dają więcej pytań, niż odpowiedzi. Ponownie wspomniane mimochodem jest trzecie oko, „wszyscy nie żyją”, a na sam koniec otrzymujemy liczbę – 2018 – zapowiedź?

Portret - DDLC
Plik Natsuki skrywa (w dużym skrócie) portret obcej kobiety. Źródło grafiki: Reddit

Tymczasem Yuri… to jest dopiero ciekawe. Użytkownicy Reddita dotarli za pośrednictwem pliku do tego linku.

Creepypasta napisana przez autora gry przed dwoma laty. Easter egg, czy ślad czegoś więcej? Zważywszy na to, że produkcja Doki Doki Literature Club rozpoczęła się mniej więcej dwa lata temu.


A tutaj (moim zdaniem) bardzo ‘strawny’, bo nieprzesadzony i pełen naturalnej ironii gameplay z DDLC od początku do końca.


Wniosek jest jasny:

Czyżby to wszystko było jedynie zapowiedzią projektu, który ujrzy światło dzienne w nadchodzącym roku? Spekulacji jest wiele. Skoro mamy do czynienia z aktami przypisanymi teoretycznie do danej postaci występującej w DDLC, to czy może to sugerować, że z sylwetkami bohaterek gry możemy zetknąć się także w nowym tytule?

Słowem podsumowania – gra ta zyskała popularność wśród lawinowo rosnącego grona graczy nie bez przyczyny. Tytuły kryjące przed graczami ukrytą zawartość są normą, ale DDLC poszło o krok dalej, zapętlając i poniekąd „poziomując” te tajemnice. W samej grze jest zresztą mało „grania”. Stanowi ona albo bardzo dobry przykład zabawki dla osób, które w dzieciństwie rozbijały urządzenia, by sprawdzić, jak zostały one zbudowane, albo niezapomnianą zapowiedź… nadchodzącej gry.

Źródło: ARG na Reddicie, prace VelinquenTa (jeden z autorów gry)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here