Prey – duchowy spadkobierca najważniejszej gry wszechczasów

0
2

1999 rok – odbywa się premiera szalenie słynnej gry: System Shock 2. Tytuł na tyle istotny, że zdefiniował pojęcie gatunku immersive sim. Otwartą strukturę rozgrywki oraz interaktywność tytułu studia naśladowały przez blisko 20 lat. W 2017 roku ukazuje się Prey – niesłusznie niedoceniony, choć udało mu się niemal idealnie odwzorować piękno System Shocka. O czym jest Prey i dlaczego to idealny duchowy spadkobierca wspomnianego klasyka?

Krzywe zwierciadło fabuły

W Prey wcielamy się w Morgana lub Morganę Yu (płeć wybiera się od razu po rozpoczęciu gry) – wybitnego naukowca, znajdującego się na stacji kosmicznej Talos 1, orbitującej wokół księżyca. Gra na samym początku serwuje graczowi potężny zakręt fabularny i choć reklamy gry same to spoilerowały, w tym tekście o tym nie będzie. Tak czy inaczej, Morgan cierpi na amnezję, nie pamięta nawet, jak trafił na Talosa 1. Jednak nie robi to jemu zbyt wielkiej różnicy – prawie cały personel jest martwy, na stacji grasują dziwaczne byty pozaziemskie, które doprowadziły do masakry, a w tle przejawia się wątek nieetycznych eksperymentów. Naukowiec musi zakasać rękawy i rozwiązać sytuację.

Prey
Prey – własny zrzut ekranu

Zarys fabularny wydaje się dosyć sztampowy – bohater jest jednym z niewielu ocalałych, jest też jedyną osobą mogącą zażegnać kryzys, w dodatku choruje na amnezję. Prey jednak broni się szczegółami, bo pod maską utartych schematów, kryją się wyjątkowe historie i tło fabularne. Ważnym elementem zadań głównych i pobocznych są niedopowiedzenia – nierzadko nie mamy podane na tacy, które rozwiązanie jest właściwe (a takich zazwyczaj jest wiele) i często musimy posługiwać się intuicją. 

Elementem wyróżniającym są zdecydowanie przeciwnicy, z którymi mierzy się gracz. Walczymy z tak zwanymi tyfonami – zmiennokształtnymi obcymi, którzy mogą przybierać wygląd dowolnego przedmiotu w pobliżu. Cała prezencja kosmitów i ich umiejętności mocno przywodzą na myśl klasyczne istoty uniwersum H. P. Lovecrafta – dziwaczne, przedwieczne byty, mącące w głowach swoich ofiar. Zmiennokształtność jednak nadaje wyjątkowemu charakteru tyfonom, sprawiając, że są to jedni z bardziej unikalnych przeciwników growych.

Cechy gatunkowe

Prey jest immersive simem. Studio odpowiedzialne za tytuł, czyli Arkane Studios, specjalizuje się w grach tego typu – dobrym przykładem jest chociażby słynne Dishonored. Struktura świata jednak nieco różni się od ich poprzednich gier. Dla przykładu: Dishonored było stosunkowo liniową grą, gdzie etapy następowały jedne po drugich, a do już ukończonych nie mogliśmy wracać. 

Prey postawił na otwartość – do wszystkich odwiedzonych już poziomów możemy wracać w każdej dowolnej chwili. Dodatkowo, niekiedy nowe zadania odbywają się już w całkowicie przez nas wyczyszczonych terenach. Żadne z tych rozwiązań nie jest lepsze albo gorsze – po prostu inne. Przy czym warto wspomnieć, że rozwiązania z Preya bardziej przywodzą na myśl te, które zastosowano w starym System Shocku 2 – swoistym ojcu immersive simów.

Prey
Prey – własny zrzut ekranu

Czym są immersive simy? To gatunek, który stawia na otwartość w sposobie podchodzenia do problemów oraz interaktywności świata. Gra daje narzędzia i mechaniki graczowi, on wybiera te najodpowiedniejsze. Dobrym przykładem jest chociażby dostawanie się do zamkniętych pomieszczeń w grze. Jedną z opcji jest spróbować znaleźć szyb wentylacyjny, przez który wślizgniemy się do środka. Możemy też zdobyć moc, pozwalającą nam się przemieniać w małe przedmioty i dzięki temu przeciśniemy się przez szczelinę. Albo ulepszyć umiejętności hakowania, dzięki czemu otworzymy drzwi. Lub po prostu poszukać kodu, który może znajdować się gdzieś w pobliżu przy ciele jednego z byłych pracowników. Opcji jest naprawdę mnóstwo, nawet dla tak absurdalnie małej sprawy jak zamknięte drzwi.

Zabawki

Jak przystało na immersive sima, Prey posiada wyjątkowo dużo opcji na styl gry. Samych narzędzi czy broni jest dosyć mało – pistolet, strzelba, działko laserowe i kilka innych. Ale razem z dostępnymi mocami i przedmiotami użytkowymi – lista mocno się poszerza. 

Bardzo szybko bohater dostaje w swoje ręce neuromody – zwiększają one statystyki bohatera oraz dają nowe moce. Dzięki nim można sprawić, że Morgan będzie się szybciej skradał lub wyżej skakał, ale po jakimś czasie opcje rozszerzą się o moce tyfonów – wyładowania elektryczne, telekineza, podpalanie, opętywanie wrogów czy, chociażby, wspomniana wcześniej zmiennokształtność. 

Do tego dochodzą przedmioty takie jak granaty elektromagnetyczne, wabiki, ładunki recyklingowe (to wyjątkowo ciekawe narzędzie) i działko LEPIK, które umożliwia tworzenie nowych tras do wspinaczki. Opcji jest naprawdę wiele, gracz ma w czym przebierać. Jednak warto też zwrócić uwagę na to, że ekwipunek bohatera jest ograniczony – nie da się nieść tego wszystkiego naraz.

Duchowy spadkobierca

To jak to wygląda w porównaniu do System Shocka 2? Właściwie większość elementów jest wspólnych. Możliwość różnych stylów gry, tworzenie buildów pod siebie, progresja gracza polegająca na ulepszaniu postaci za pomocą neuromodów (w przypadku Preya) lub modułów cybernetycznych (SS2). 

Bardzo podobny klimat opowieści to również cecha znamienna dla tego odłamu gatunku. W obu grach gracz czuje ciągłe niebezpieczeństwo, nigdzie nie jest bezpiecznie. Praktycznie nie ma gdzie się schować przemierzając mapy w tych tytułach, a jedynym wytchnieniem jest pozbycie się wszystkich poukrywanych obcych.

Prey
Prey – własny zrzut ekranu

Atmosfera również jest niezmiernie gęsta w obu grach. Muzyka jest oszczędna (choć w System Shocku jest jej więcej), sam ambient potrafi postawić włosy na dęba, a czasem obu tytułom udaje się przestraszyć gracza. 

Co ciekawe, nawet miejsce akcji jest bardzo podobne. Talos 1 to te same motywy, co statek Von Braun z System Shocka 2. W obu z nich prowadzone były eksperymenty i w obu z nich coś poszło bardzo źle. 

W 2007 roku mówiło się o jeszcze jednej grze, będącej duchowym spadkobiercą System Shocka. Mowa o BioShock, dzieło tego samego twórcy, co wspomniany tytuł z 1999 roku. I choć i te gry współdzielą bardzo wiele cech, to jednak Prey wydaje się bliżej SS2 niż jakakolwiek inna produkcja.

Swoje własne pomysły

Ale, ale. Prey może i czerpie garściami z wymyślonej już formuły, ale nie znaczy to, że nie robi czegoś swojego. Przede wszystkim widać, że to gra od Arkane Studios – sterowanie i rezponsywność postaci oraz system skradania jest łudząco podobny do Dishonored. Doświadczenie zdobyte podczas projektowania tej skradanki widać choćby w tym, jak Talos 1 jest zaprojektowany. Stacja badawcza jest wyjątkowo pionowa, bohater z łatwością podciąga się na występy i półki, a w dodatku ma do dyspozycji pewnego rodzaju plecak odrzutowy, który łagodzi upadki. 

Do tego Prey wprowadza niesamowitą lokację, którą jest… przestrzeń kosmiczna. Gracz może w jakimkolwiek momencie wyjść poza stację i dryfować sobie do woli. Oczywiście, na zewnątrz również występują liczne zagrożenia w postaci obcych i promieniowania, ale i spora ilość ukrytych ciekawostek. Warto pochwalić twórców za to, jak oddali poruszanie się w stanie nieważkości, gdyż jest realistyczny, a wszelkie dźwięki (które nie rozchodzą się w przestrzeni kosmicznej) nie istnieją. Wyjątkiem są drgania rozchodzące się po układzie kostnym Morgana.

Podsumowanie

Prey to hołd oddany klasycznym immersive simom, dodając do tego parę swoich pomysłów. Gęsta atmosfera, świetne mechaniki, dobra fabuła oraz kreatywne podejście do przeciwników. Pomijając sferę gatunkową, to po prostu dobra gra. 

Osoby, które chciałyby sprawdzić, czym są immersive simy, ale odstrasza ich grafika gier sprzed ponad dwóch dekad, śmiało mogą nabyć Preya. Gra nadal robi wrażenie, rozgrywka jest uwspółcześniona, a i cena nie jest wysoka na wyprzedażach.

Podoba Ci się to, co robimy?
Wesprzyj nas i postaw nam kawę!
Wesprzyj nas
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze