W imię Ojca! – Kingdom Come: Deliverance [recenzja]

Od zera do… rycerza? Być może. Oczywiście jeżeli weźmiemy pod uwagę wszelkie problemy, które stawia przed nami rok 1403.

Kingdom Come: Deliverance – o grze

Kingdom Come: Deliverance to gra stworzona przez czeskie Warhorse Studios (firma w swoich szeregach posiadająca osoby odpowiedzialne m.in. za Mafię czy też UFO). Wydaniem gry zajęło się studio Deep Silver (Seria Metro, Dead Island).

Gra to RPG osadzony na samym początku XV wieku. Bardzo duży nacisk został położony na realizm historyczny. Poza tym tytuł odznacza się skomplikowanym systemem walki, nieliniową fabułą oraz efektowną oprawą graficzną opartą na silniku CryEngine 3.

Warto wspomnieć, że pierwsze wzmianki na temat tej produkcji pojawiły się już w 2013 roku.

Fabuła

Nasza historia rozgrywa się w roku 1403. Po śmierci cesarza Karola IV Czechy toczy wiele chorób; wojny i korupcja to tylko niektóre z nich. Niesnaski pomiędzy synami władcy doprowadzają do przejęcia władzy przez jednego z nich – Zygmunta, króla Węgier. Postanawia on splądrować czeskie ziemie i przywłaszczyć sobie na własność wszelkie majątki.

W tym wszystkim znajdujemy się my jako Henryk – syn miejscowego kowala. Nasza wieś Skalica zostaje najechana przez wynajętych przez króla Kumanów. Wszystko zostaje doszczętnie spalone, a nasza rodzina wymordowana. Pozostawieni bez rodziny, dachu nad głową i przyszłości musimy jakoś poradzić sobie w tym brutalnym świecie. Na całe nasze szczęście lądujemy na służbie u pana Radzika Kobyły (lorda Skalicy) co umożliwi nam zemstę…

Kingdom Come: Deliverance
Pan Radzik Kobyła to jeden z niewielu dobrych ludzi w tym trudnym świecie.

Rozgrywka

Gdybym miał porównać do czegoś rozgrywkę w Kingdom Come, mógłbym podać wiele współczesnych gier z gatunku RPG. Grę obserwujemy z perspektywy pierwszej osoby zarówno w trakcie przemierzania świata, walki, jak i interakcji z NPC. Do wykonania mamy mnóstwo zadań głównych i pobocznych oferowanych nam przez spotkane osoby.

W przypadku niektórych zadań z pomocą przyjdą nam różnoracy towarzysze spotkani w trakcie ich wykonywania. Będą starali się nam pomóc w ukończeniu naszych misji.

Naszym głównym zadaniem będzie oczywiście wymierzenie sprawiedliwości osobie odpowiedzialnej za napad na naszą wioskę. Jednak zanim dobrniemy do tego momentu, musimy sporo się nauczyć. System rozwoju umiejętności nie jest bowiem typowym systemem klas postaci, a bardziej opisem naszych głównych współczynników, jakimi są retoryka, siła, witalność oraz zręczność.

Możemy rozwijać się w wielu różnych kierunkach. Henryk może zostać zwinnym złodziejem lub potężnym wojownikiem w płytowej zbroi. Jedynym, co nas ogranicza jest to, na co się zdecydujemy. Poziom umiejętności podnosimy wykonując odpowiednie akcje, np. chcąc rozwinąć się w otwieraniu skrzyń aby mieć dostęp do coraz bardziej zaawansowanych zamków będziemy musieli poćwiczyć naszego skilla w zabawie wytrychem. Poza tym nasze zdolności możemy rozwijać u konkretnych nauczycieli czy też poprzez czytanie odpowiednich książek.

Kingdom Come: Deliverance
Możliwości rozwoju naszego protagonisty są naprawdę wielkie.

Jedną z najcięższych rzeczy do opanowania jest natomiast walka. System został odtworzony bowiem w realistyczny sposób (nieco przypominający mi moje zmagania z Chivalry: Medieval Warfare). Podczas potyczek możemy zadawać ciosy w różne części ciała przeciwnika, blokować nadchodzące ataki czy też je parować i odbijać w oponenta. Aby opanować umiejętność szermierki będziemy musieli poświęcić na to nieco czasu, co ułatwi nam późniejszą rozgrywkę. Często bywało tak, że zamiast bezpośredniego starcia na miecze wybierałem ucieczkę i naszpikowanie przeciwnika strzałami w głowę (ba, nawet tak udało mi się pokonać większość trudniejszych walk).

Średniowiecze

Pamiętajmy, że realia Kingom Come: Deliverance to średniowieczne Czechy, co wpływa na wiele rzeczy, z którymi będziemy mieć przyjemność się spotkać.

Wtargnięcie do prywatnego domostwa skończy się bowiem przestrogą od osób tam mieszkających, a jeżeli nie wyjdziemy – wezwaniem straży miejskiej. Tak samo ma się sytuacja wszelkiej maści przestępstw. Kradzież? – Straż miejska. Pobicie? – Straż miejska. Impreza z księdzem? Stra… a nie, w tym wypadku wszystko gra.

Ciekawie ma się sprawa ze sprzedażą ukradzionych przedmiotów. Ich spieniężeniem zajmują się bowiem jedynie młynarze, którzy w tym świecie są mistrzami złodziejstwa i sztuk szemranych. Na swojej drodze spotkamy wiele barwnych postaci i przeprowadzimy wiele rozmów, które są zbudowane naprawdę dobrze i ciekawie.

Warto także zwracać uwagę na poziom zniszczenia swojego ekwipunku, aby nie okazało się, że nagle nasza broń czy zbroja do niczego się już nie nadaje. Skoro już mówimy o ekwipażu, warto zwrócić uwagę na fakt, że do założenia na Henryka mamy aż 16 różnych elementów ubioru. Każda z nich posiada osobne statystyki, a zatem możliwości kombinacyjne są ogromne.

Kingdom Come: Deliverance
Skompletowanie zbroi nie należy do najłatwiejszych rzeczy.

Systemy rzemiosła czy też alchemii zostały przedstawione w formie minigier. Na przykład chcąc naostrzyć nasz miecz musimy obracać koło szlifierskie i w odpowiedni sposób przykładać do niego ostrze.

Sam świat stworzony jest zaskakująco “żywy”. Sklepy mają swoje godziny otwarcia, po ulicach przechadzają się mieszkańcy, którzy reagują niezadowoleniem na popchnięcie ich ramieniem przez przypadek lub spędzają wolny czas w swój “ulubiony” sposób, np. pijąc w karczmie.

Grafika i udźwiękowienie

Jako, że gra została stworzona na silniku graficznym CryEngine 3 (znanego wszystkim z serii gier Crysis) to oprawa graficzna stoi na wysokim poziomie. Ponadto każda z lokacji odróżnia się swoim stylem architektury, co pokazuje idealnie mieszankę kulturową obecną w tamtym okresie. Niestety, piękne nie zawsze oznacza zoptymalizowane, o czym przekonało się na własnej skórze wielu graczy.

Jeżeli chodzi o warstwę dźwiękową, to na pochwałę zasługują zdecydowanie dialogi, które są zrobione świetnie. To samo dotyczy także przerywników filmowych opisujących historię naszego Henia. Niestety w trakcie rozgrywki spotkamy się także z bardzo długimi pauzami bez muzyki (co przy szybkim podróżowaniu bywa problematyczne).

Opinia autora

Uhh… Pora na parę słów z mojej strony. Kingdom Come: Deliverance to gra niezwykle ciekawa i okraszona niezwykle pokaźną liczbą błędów.

Jeżeli chodzi o warstwę fabularną i świecie stworzonym to nie mam tytułowi nic do zarzucenia. Postacie są realistyczne i ciekawe, nie miałem ani razu wrażenia że ktoś tutaj nie pasuje. Jak już wspomniałem wyżej przerywniki filmowe, zadania oraz dialogi zostały wykonane bardzo starannie i spełniły swoją rolę przytrzymując mnie przy ekranie.

Niestety, podczas rozgrywki spotkałem się z paroma problemami (przez które chciałem uciec sprzed ekranu). Nie będę opisywał ich wszystkich bo twórcy skrupulatnie poprawiają swój twór i dzięki temu z aktualizacji na aktualizację gra ma się o niebo lepiej. Niestety natknąłem się również na błąd w jednym z głównych zadań. Gra dosłownie “wyparowała” mi NPC’a, któremu miałem nastawić złamaną nogę. Na całe szczęście okazało się, że tę samą misję mogłem wykonać także w inny sposób, dzięki czemu mogłem bawić się dalej.

Kingdom Come: Deliverance
Teresa – kobieta grzechu warta 🙂

Moją największą utarczką było ogarnięcie i opanowanie systemu walki. Jak już wspomniałem, w walce częściej używałem łuku aniżeli broni białej, co zmieniało się w miarę mojej nauki walki mieczem. Podczas rozgrywki skorzystałem z paru modyfikacji stworzonych przez społeczność, m.in. z widocznego podczas strzelania z łuku celownika czy też braku zasłaniania pola widzenia przez hełm. Nadmierny realizm nie jest chyba dla mnie…

Ahhh… Ostatnim, ale niemniej ważnym elementem jest system zapisywania. Kto wymyślił, żeby w grze zapisy wykonywać przy pomocy alkoholu? Ciekawy przykład zastosowania realizmu w grze.

Polecam zagrać w Kingdom Come: Deliverance bo to wciąż kawał dobrej gry, pomijając błędy. Historia przytrzyma was przy ekranie na tyle długo, żeby produkcję ukończyć.

Gra udostępniona do recenzji dzięki GOG.com – możecie zakupić ją tutaj.