Serious Sam – znana w kręgach FPS’owych produkcja, w której wcielamy się w Sama Stone’a, walczącego z hordami potworów. Choć mocno wzorowała się na największych hitach tamtych lat, nie zyskała takiego rozgłosu jak chociażby słynny Doom. Jednak czym charakteryzowały się przygody Sama? Ile jest w nich DNA innych gier, a ile własnych pomysłów?
Życie w cieniu Dooma i Quake’a
Doom to szalenie popularny reprezentant gatunku strzelanek. Krwawy, arenowy FPS, w którym głównym zadaniem gracza jest zabijać demony, zaludniające kolejne etapy. Nawet osoby nie mające zbyt wiele do czynienia z grami z pewnością rozpoznają ten tytuł, a część przeciwników, takich jak Cacodemon, na stałe wpisały się z popkulturę.
Podobnie sytuacja wygląda w przypadku Quake’a, czyli innej grze stworzonej przez to samo studio – id Software. Oba tytuły zostały okrzyknięte prekursorami w dziedzinie grafiki 3D, gdyż jako jedne z pierwszych taką generowały (a w przypadku Dooma – imitowały). To doprowadziło do sytuacji, gdzie wszelkie nowe gry, będące strzelankami z pierwszej osoby, zostawały okrzykiwane „grami doomo-podobnymi”.

Nie inaczej było z bohaterem tego tekstu, czyli grą od chorwackiego Croteam – Serious Sam: First Encounter. Łudząco podobna do Dooma i Quake’a pod względem stylu rozgrywki, nie jest w stanie pozbyć się łatki „klona Dooma” do dzisiaj, nawet 15 lat po premierze. Jednak, czy takie określenie jest fair w stosunku do Poważnego Sama?
Podobieństwa Serious Sama
Serious Sam: First Encounter jest strzelanką pierwszoosobową. Dostępnych jest kilkanaście giwer, które bohater trzyma wszystkie przy sobie, schowane nie wiadomo gdzie. To już klasyka gatunku. Każda z broni jest w pewny sposób unikalna, a czasem i kompletnie szalona. Poziomy są zamknięte, liniowe i pełne wrogów – zanim przejdzie się do kolejnego etapu, trzeba zniszczyć wszystkich przeciwników w zasięgu wzroku. Bohater porusza się szybko, jest zwinny.
Wszystkie wymienione cechy można przypisać zarówno do Poważnego Sama, jak i do Dooma czy Quake’a. Nawet niektóre bronie są ukradzione z tych dwóch gier – samowa dubeltówka wygląda kropka w kropkę jak super shotgun Doomslayera. Jednak każdy z tych elementów jest zrobiony nieco inaczej, a do tego tytuł od Croteam może pochwalić się własnymi pomysłami.
Wariactwo gier z lat 2000.
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to sama historia. Sam Stone, najlepszy żołnierz ludzkości, zostaje wysłany w przeszłość, aby powstrzymać inwazję obcego Mentala. Trafia do starożytnego Egiptu, kiedy to kosmita nie był jeszcze tak potężny. Sam postanawia więc przebić się przez hordy jego armii, aby go dorwać.
Fabuła jest lekka, minimalistyczna i służy głównie jako pretekst do pokazania współczesnego żołnierza biegającego w trampkach w po starożytnym Egipcie. Przerywniki są pełne żartów i odniesień do popkultury, nie mamy też tak ponurego klimatu jak w marsjańskiej bazie z Dooma. Sam bohater, Poważny Sam, to chodzący dowcip, rzucający one-linerami jak z karabinu. Z charakteru przypomina nieco Duke’a Nukem.

Kolejną różnicą jest dynamika potyczek oraz wielkość hord. Sam jest wyjątkowo mobilny, skacze wysoko, a obrażenia nie spowalniają go. Jest to oczywiście świadomy wybór projektantów, gdyż walki odbywają się na znacznie większą skalę niż w innych grach tego typu. Jednocześnie na ekranie może pojawić się kilkadziesiąt wrogów, co w 2001 roku sprawiało spore wrażenie.
Pomysłowość twórców objawia się w samych wrogach. Od naszych kul giną niesamowicie absurdalne i często zabawne potwory. Pochodzą one z różnych planet i każdy z nich ma inny powód, aby służyć swojemu panu. Ciekawostką jest to, że o każdym gatunku możemy sobie poczytać w menu gry, np. o szalenie rozpoznawalnym bezgłowym kamikaze – wskrzeszonym żołnierzu, który w rękach trzyma absurdalnie potężne bomby, a jego nadejście zwiastuje nieprzerwany, głośny krzyk. Opis niestety nie oddaje tego, jak absurdalne i zabawne są potyczki z tym wrogiem.

Ostatnim z elementów wyróżniających jest grafika. Serious Engine sprawia, że tytuł wygląda naprawdę dobrze jak na swoje lata, a efekty świetlne robią wrażenie nawet dziś. Sporo o technologii mówi fakt, że początkowo Serious Sam: First Encounter nie miał być grą samą w sobie, a bardziej demem technologicznym, prezentowanym innym firmom. Pomysł się rozwinął i tak powstał ukochany przez fanów tytuł.
Rozwój marki
Na Pierwszym Starciu się nie skończyło. Następnego roku wyszła kolejna część cyklu, czyli Serious Sam: Second Encounter. Twórcy być może nie są zbyt pomysłowi w wymyślaniu nazw, ale na pewno lepiej im idzie projektowanie poziomów.
Sam ucieka z Egiptu, a następnie trafia do innych rejonów świata i czasów: starożytnej Ameryki Południowej i Mezopotamii oraz średniowiecznej Europy. Rozgrywka nie zmieniła się praktycznie w ogóle: dodano więcej broni i wrogów, a mapy stały się nieco bardziej otwarte oraz większe, a silnik usprawniono, aby dało się wyświetlać jeszcze liczniejsze hordy.
W następnych latach powstawały kolejne odsłony Poważnego Sama, ale warto jeszcze wspomnieć, że te dwie pierwsze zostały odnowione, jeszcze bardziej usprawniając grafikę i podbijając rozdzielczość.
Niestety, przyszłość marki stoi obecnie pod znakiem zapytania, gdyż studio Croteam podjęło kilka nierozważnych decyzji, przez co kolejne gry serii nie zostały odebrane tak dobrze, jak Pierwsze i Drugie Starcie. Jeśli jednak kogoś interesuje to, jak kiedyś tworzono FPSy, przygody Serious Sama to dobry wybór i wgląd na gatunek.


