Niezapomniane soundtracki z bajek. Pamiętasz je wszystkie? #1

Każdy z nas był kiedyś dzieckiem. Małym, nieznośnym szkrabem, otwierającym wszystkie szuflady, zaglądającym w każdy kąt, wkładającym do swojego małego otworu gębowego wszystko, co popadnie. Ale dzieciństwo to nie tylko poznawanie otaczającej rzeczywistości, to również spędzanie wielu godzin przed ekranem i oglądanie bajek. Produkcji, które po latach przypominają nam o dzieciństwie i uwalniają wspomnienia towarzyszące nam do końca życia lub początku choroby Alzheimera.

Gumisie, fajne misie?

Rozpoczynamy listę od bajki, która swój początek miała w 1985 roku, a do Polski trafiła 5 lat później. Przy tworzeniu animacji pracowało aż 150 osób i nie była to łatwa praca, gdyż bajka osadzona jest w czasach średniowiecza. Trzeba było więc włożyć sporo wysiłku, aby odwzorować zamki czy kolorowe łąki i lasy. Na każdy odcinek potrzebowano około 20 – 25 tysięcy obrazków.

Miś Uszatek

Polska animowana produkcja, emitowana w latach 1975–1987 na podstawie książki Czesława Janczerskiego. Miś Uszatek początkowo gościł głównie w gazecie o nazwie “Miś” przeznaczonej dla dzieci . Szybko jednak stał się bohaterem wielu książek (przetłumaczonych na kilka języków) oraz doczekał się swojej ekranizacji. Za sprawą popularności Misia Uszatka produkcja filmowa stała się znana nie tylko w Polsce, ale także w wielu państwach poza naszą granicą – dzieci lubią misie, misie lubią dzieci!

Kulfon, Kulfon, co z Ciebie wyrośnie?

Kukiełkowa produkcja TVP opowiada o losach Kulfona i żaby Moniki. Zadaniem Kulfona było porwanie Moniki, jednak nigdy do tego nie doszło, gdyż bohater zakochał się w żabie od pierwszego wejrzenia. Imię Kulfon wywodzi się oczywiście od długiego, czerwonego nosa i zabawnego wyglądu postaci.

Kot Filemon

Szare, bure lub pstrokate wszystkie koty za pan brat, mają drogi swe i płoty, po prostu koci świat, po prostu koci świat.

Animacja swój początek miała w 1972 roku. Opowiadała o losach starego Bonifacego oraz młodego i niedoświadczonego kota Filemona. Jeśli nie pamiętacie tej bajki, zapytajcie swoich rodziców, którzy na pewno świetnie kojarzą przygody dwóch kocurów.

Smerfy

Kilka ciekawostek z bajki:

  • Smerfy pojawiły się w telewizji po tym, jak ówczesny prezes stacji NBC zauważył jak bardzo jego córka polubiła lalkę smerfa, którą dostała w prezencie.
  • Smerfy zadebiutowały w 1958 roku w belgijskim magazynie “Spirou”, jako komiks narysowany przez Pierre’a “Peyo” Culliforda.
  • Smerfy z natury są osobnikami rodzaju męskiego i nie rozmnażają się (co częściowo wyjaśnia dlaczego małe smerfy przynosi bocian).
  • Kot Gargamela, Klakier, w pierwszych wydaniach komiksów był kotką.
  • Smerf, który się zakrztusi, robi się żółty.
Źródło: fdb.pl

Choć Smerfy doczekały się współczesnego sequela, ich starsza wersja jest zdecydowanie ponadczasowa. Nie mogło więc zabraknąć tej bajki w pierwszej części niezapomnianych soundtracków.

Pszczółka Maja

Chyba nie ma w Polsce osoby, która nie zna soundtracku z Pszczółki Mai. Wybitny muzyk, Zbigniew Wodeckinapisał piosenkę w 1994 roku i od tamtej pory stała się ona nieodłącznym elementem artystycznym, z którą kojarzony był do końca życia.

Oto, jak Zbigniew Wodecki wypowiadał się o utworze:

Przypadek kompletny! Cieszę się bardzo, że ją nagrałem, chociaż nie chciałem – o ironio! – jak zawsze w tym zawodzie jest tak, że się nie chce, a się okazuje, że wychodzi mu to fantastycznie. I mi po latach zrobiło fantastycznie. [Napisanie tej piosenki zaproponowała mi] pani, której nazwisko – przepraszam – wyleciało mi już z głowy, ale ja jej codziennie buduję pomnik, bo to było fantastyczne. Przez trzy miesiące mnie panie namawiały, a ja [im mówiłem] proszę pani, ja nie mogę tego zaśpiewać, bo w oryginale śpiewał to Karel Gott, on jest tenor, ja jestem baryton, to nie ta skala, falsetem musiałbym śpiewać, a charakterystyczny podkład muzyczny był już nagrany. W końcu między drugim a trzecim koncertem w Buffo przyjechała do mnie pani, jakby to był nakaz z góry, że mam to zaśpiewać. I ja pojechałem do studia, żeby udowodnić – a miałem godzinę czasu – tym falsetem. I zaśpiewałem, mówiąc „No widzicie”. a oni – dobrze, to tak ma być. I tu nastąpi anegdota. Wychodzę, a tu Jan Kobuszewski. A co pan tu robi? [zapytał], a ja – przyjechałem nagrać piosenkę do takiego serialu. [On na to] „O, dobrze, ja też”. Jakiegoś robaka tam robił. To podobno cztery odcinki – powiedziałem. On na to „Ile? 116!” I wtedy wiedziałem, że zostanę pszczołą.

źródło: jastrzabpost.pl