Niedocenione arcydzieło serialowego światka – The Knick

fot. Materiały prasowe serialu

Jedna z najbardziej niedocenianych produkcji w historii telewizji, a zarazem bardzo ryzykowny, ciekawy eksperyment. Czy na pewno The Knick zasługiwało na tak dobre recenzje i co było powodem skasowania serii?

The Knick to niezwykły serial autorski. Pomimo 3 lat od zakończenia emisji na stacji Cinemax, nadal broni się oryginalnością, techniką realizacji, klimatem oraz kreacją postaci. Steven Soderbergh postanowił poeksperymentować z pracą w telewizji, stawiając na wysoką wartość artystyczną. Cinemax ryzykowało niezwykle dużo, wiedząc że produkcja nie będzie cieszyła się kilkumilionową oglądalnością (co prawdopodobnie było powodem skasowania serii po drugim sezonie). Czy pomimo takich prognoz warto było stawiać na odważne warunki realizacyjne?

The Knick
fot. Kadr z serialu The Knick

Jakość realizacyjna

Warto, jak najbardziej, jeszcze jak. Historie z planów, jakość scenografii, kostiumów czy „marionetek” na stołach operacyjnych przechodzą już do legendy, szczególnie w kategorii efektów praktycznych. Nie jeden raz można zacisnąć zęby, przyglądając się krojeniu skalpelem lub ukazaniem leczenia intymnych schorzeń. Eric Johnson, wcielający się w postać Everetta Gallingera, opowiadał anegdotę o realizacji sceny rozdzielenia bliźniaczek syjamskich, złączonych ze sobą jedynie wątrobą. Podobno, kiedy kręcono zdjęcia próbne i włączono leżące na stole lalki, mogło się wydawać, że ma się do czynienia z prawdziwymi ludźmi. Okazuje się, że twórca lalek zaprojektował je w taki sposób, aby nawet „oddychały” niezależnie od siebie.

Specjalne podziękowania producentów należą się doktorowi Stanleyowi Burnsowi, założycielowi Archiwum Burnsa, w którym znajduje się bogata biblioteka dokumentacji oraz zdjęć z etapu, w którym rozwijały się zagadnienia współczesnej medycyny. To właśnie dzięki temu twórcy byli w stanie jak najlepiej odwzorować specjalne przypadki z początku XX wieku lub wygląd pierwszych maszyn do zdjęć rentgenowskich.

A co z samym serialem?

Przejdźmy do tego, co najważniejsze, czyli finalnej wersji produkcji. Głównym bohaterem jest ekscentryczny geniusz w dziedzinie chirurgii, uzależniony od kokainy John Thackery, grany przez Clive’a Owena. Nietrudno znaleźć mnóstwo odniesień do legendarnego detektywa, stworzonego przez Arthura Conana Doyle’a, Sherlocka Holmesa. Zresztą, ta sama postać posłużyła do kreacji innej, bardzo charakterystycznej persony w historii seriali medycznych, czyli doktora House’a.

Oczywiście postać szefa chirurgii z The Knick była również inspirowana postacią historyczną, rewolucyjnym Williamem Stewartem Halstedem, odpowiedzialnym m.in. za pierwszą transfuzję krwi w Stanach Zjednoczonych. Clive Owen stworzył kreację wybitną, pełną skrajności, a jednocześnie pragnącą dwóch rzeczy: pomagać ludziom oraz opracowywać nowe techniki operacyjne. Charyzmatyczny, pewny siebie, imponujący i zrzeszający wokół siebie najzdolniejszych młodych chirurgów w Nowym Jorku Thackery objawia jeszcze jedną cechę, która przybliża go do genialnego Holmesa. Chodzi oczywiście o miłość do jednej kobiety, dla której jest w stanie poświęcić wszystko. To właśnie ona jest najważniejszą postacią pod koniec drugiego sezonu, jednak pominę ten temat, aby uniknąć spoilerów. Najlepiej samemu obejrzeć i spróbować przeboleć pęknięte serce.

Bohaterowie drugoplanowi mają swoje własne wątki, tak samo ciekawe i tak samo angażujące, jak ekstremalne sceny, odbywające się na tzw. cyrku, czyli sali operacyjnej w Knickerbocker. Scenarzyści są nawet w stanie ciekawie poprowadzić wątek romansu kierowcy ambulansu, byłego grabarza, z zakonnicą, która po godzinach dorabia przy przeprowadzaniu aborcji, pomagając imigrantom pochodzenia polskiego, włoskiego czy najbardziej zamożnym przedstawicielom wyższych sfer Nowego Jorku. Nie jestem w stanie wymienić, który z drugoplanowych segmentów był najciekawszy, ponieważ każdy dostarcza tyle samo samo emocji oraz zaangażowania, co najważniejszy, czyli należący do doktora Thackeryego.

TheKnick
fot. Kadr z serialu The Knick

Soderbergh był reżyserem każdego odcinka, a dodatkowo pełnił funkcję montażysty oraz operatora, używając pseudonimów w napisach końcowych. Ujęcia wykonywane są „z ręki”, często ukazując lokacje z wielu perspektyw. Oprócz tego wykorzystywane jest naturalne światło, a atmosfera zdjęć wieczornych gęstnieje, tworząc z tego opowieść noir. Wymiar symboliczny, który często opiera się na stworzonej przez serial mitologii (przekazanie charakterystycznych białych butów Thackeryego Bertiemu), nie jest nachalny, a lekki i stonowany.

Skasowanie serialu

Niestety, życie hitu stacji Cinemax zakończyło się po drugim sezonie, kiedy średnia oglądalność wynosiła niespełna ponad 200 tys. widzów. Dla porównania, jedenasty sezon Supernatural, popularnego serialu od CW, który staje się niestety kontynuowanym na siłę
„tasiemcem”, zgromadził w czasie emisji drugiej serii The Knick średnio 2.81 miliona widzów na odcinek. Prawdopodobnie właśnie to sprawiło, że 3 sezon, pomimo gotowego scenariusza, nigdy nie ujrzał światła dziennego. Inna teoria mówi o tym, że Soderbergh planował osadzenie 3 i 4 serii w innych czasach, co mogłoby spowodować kolejny spadek, nielicznej już, widowni.

TheKnick
fot. Kadr z serialu The Knick

Pomimo bycia eksperymentem, The Knick to jeden z najlepszych oraz najoryginalniejszych seriali ostatnich lat. Do dzisiaj gromadzi wierny fandom, snujący teorie o zakończeniu, a często znajduje się na najwyższych pozycjach rankingów typu: „10 najlepszych seriali, których nikt nie ogląda”. Może z czasem inna stacja, będąca znacznie popularniejsza i posiadająca większą siłę przebicia wykupi prawa do realizacji The Knick i stworzy kolejną serię. Takie podejrzenia wysnuwa wielu internautów, którzy inspirują się ostatnim przejmowaniem kasowanych produkcji przez inne stacje, tak jak było to w przypadku Lucyfera. Cytując głównego bohatera omawianej serii, warto ten temat zakończyć stwierdzeniem: „Można dołączyć do cyrku tylko wtedy, kiedy cyrk tego chce”. Ciekawe, czy któryś z cyrków zainteresuje się „martwym” arcydziełem i będzie chciał, aby twór Soderbergha żył dalej, chociaż przez kolejnych kilka sezonów. Z drugiej jednak strony, The Knick zszedł ze sceny niepokonany. Nasuwa się tylko pytanie: „Czy byłoby warto?”.


Zachęcamy do przeczytania ciekawego tekstu Marcina Twardyski o rankingach seriali.