Rankingi seriali – subiektywna selekcja czy globalna komercja?

Na pozór łatwa i przyjemna rzecz – oglądanie seriali. Wszystko komplikuje się, gdy mamy za dużo oczekiwań względem komercyjnych produkcji. Nie taki aktor, niewłaściwa tematyka, denna fabuła, powielane schematy, brak oryginalności, brak wyrazistych bohaterów i w ogóle jedna wielka strata czasu. A potem pojawią się narzekanie i rozgoryczenie, dlaczego nikt nie ostrzegł mnie przed tą szmirą… W dobie wszechobecności treści i technologii, ciągłego przebywania online i w rzeczywistości, czasem łatwo się pogubić w mnogości napływających komunikatów. Wtedy z ratunkiem przychodzą ochotnicy-doradcy, oddzielający za nas, gnioty od perełek.

Odwalona robota, czyli tylko z górki

Czy kiedykolwiek korzystaliście z polecenia innych? Oczywiście, że tak. A czy zdarzyło się wam zerkać na rankingi seriali? No, ba! Kto we współczesnym świecie tego nie robi, niech podniesie wirtualną rękę. Tak użyteczna forma, jak ranking, jest bardzo przyjemną selekcją. Ktoś, będący miłośnikiem seriali wykonał całą pracę za nas. Obejrzał, porównał, wysnuł wnioski i ocenił. W efekcie końcowym przychodzi nam cieszyć się listą gotowych propozycji do obejrzenia lub bacznie wystrzegać się niektórych tytułów. W praktyce właśnie zaoszczędziliśmy czas, który zamiast wykorzystać na przemierzanie otchłani internetu, możemy spożytkować na relaks. Powiedzielibyście, że w takim układzie wszystko jest idealne. A jednak nie do końca, ponieważ w tak podanej formie, może kryć się kilka zagrożeń.

O gustach się nie dyskutuje, a za pieniądze tworzy się laurki

Ludzie w internecie dzielą się zasadniczo na dwa obozy: wielkich bojowników za wolność treści, propagatorów dobrego gustu i niosących odsiecz zagubionym w sieci – wszystko to za darmo; oraz drugich, tych po ciemnej stronie mocy, który pod przykrywką zadowolonych konsumentów, wciskają kit, a na boku, dopychają portfel monetami za polecenia. Nie mnie oceniać moralność jednych i drugich, w końcu mamy wolny rynek, demokrację i nieograniczone pole internetu. Ważne, aby umieć odróżnić autentyzm od czystej komercji.

Na szczęście większość rankingów seriali, rządzi się prawami subiekcji. Nie oznacza to jednak, że nie spotkamy się ze sponsorowanymi laurkami. I takie się zdarzają. Jak unikać takich recenzji? Najprościej jest wybierać strony prowadzone przez pasjonatów, miłośników formy kinowej. Jest to już jakaś deklaracja, za której nie wypełnienie, grozi internetowy lincz. Zupełnie inną kwestią pozostaje odbiór. Rankingi seriali stanowią źródło wielu emocji i często zbieżnych opinii. To co dla mnie jest pociągające, dla kogoś z boku może okazać się mdłe i bez iskry. Nie ma najlepszej recepty. Warto ryzykować i oglądać seriale, które polecają ludzie, bo choć nie wpisują się nasz gust, mogą nas zaskoczyć na innym polu niż tematyka. Dla mnie takim przykładem był serial Silicon Valley – nie jestem fanką programowania i nerdów z IT, ale wizja współczesnego świata (za którym stoją w dużej mierze firmy z oprogramowaniem i technologiami), dała podstawę do rozważań nad własną przyszłością.

Z kolei recenzje i rankingi seriali, na platformach zajmujących się ich produkcją, wielokrotnie mnie zawiodły. Częstym zabiegiem jest sugerowanie treści powiązanych tematycznie. To algorytm, a nie ludzie, określa, co może mi się spodobać. Dodatkowo ktoś z platformy piszę do tego super polecenie, mało zbieżne z autentyczną atrakcyjnością. W efekcie, oglądając polecony serial, mam wrażenie marnej powtórki i jestem zawiedziona. Nie ufać producentom, lecz zdać się na opinie ludzi, to chyba najlepsze działanie w tym temacie.