Józef Robakowski – zabawa filmem i nie tylko

Awangarda nie umarła. Ironia i groteska to tylko niektóre z jej cech. Jedni powiedzą, żę jest sztuczna i na wyrost. Niektórzy nazwą ją pustą i śmiechu wartą. Twórcy tego dosyć świeżego nurtu znajdują w chwilach życia codziennego fragmenty warte pogrubienia. Tak też robi od lat Józef Robakowski.

Jedno jednoznaczny

Gdy zapytamy kim jest z zawodu Robakowski, ciężko będzie to jednoznacznie określić. Reżyser? Tak. Fotograf? Tak. Konstruktor? Tak. Jest więc po prostu i aż artystą.

Początek

Józef Robakowski eksperymenty ze sztuką zaczął w Toruniu. Utworzył wraz z kolegami z Wydziału Sztuk Pięknych grupę fotograficzną o nazwie Zero-61.

fot. Andrzej Różycki

W związku, że finansowanie, jak to bywało w latach 60. pochodziło z ZSP, twórcy musieli wciskać swoje dzieła w ramy socrealizmu. Było to trudne zadanie, z uwagi na nowatorskość technik. Potrzebny był rozwój fotografii skupionej głównie wokół Związku Polskich Artystów Fotografów. Również w samej grupie widać podział. Jedna strona opowiadała się za pozostaniem przy tradycyjnych metodach fotografii, druga pragnęła innowacji, która zaskoczyła by publikę, jak nigdy. Jednak była pewna cecha, która ich niezmiennie łączyła. Był to temat prac. zawsze nawiązywały do rzeczy przyziemnych i codziennych. Taki swojski klimat Polskości.

fot. Marek Grygiel

Grupy Zero-61 nie można porównać do ZPAF-u. W jego progi zawitała jedynie garstka założycieli. jednym ze szczęśliwców był właśnie Robakowski.

Smutnym końcem działalności zrzeszenia była ostatnia wspólna wystawa w 1969 roku. Miała być początkiem nowej drogi dla grupy, a okazała się jej końcem. Novum jakie zastosowali awangardyści było niszczenie swoich prac, które miało być cichym wzywaniem do odnowienia starych zasad rządzących światem artystycznym w powojennej Polsce.

Dadaizm

W późniejszych okresach działalności artystycznej, już na finiszu istnienia grupy, Robakowski zaczął prężnie kierować się ku dadaizmowi.  

Czym jest dadaizm? Jest to nurt, który ironiczni twórcy awangardy uwielbiają. Powodem jest jego głębia znaczeniowa. Biorąc definicję prosto ze słownika można go nazwać ruchem artystycznym nie stawiającym twórcom żadnych wymagań. Nie ma on jasno określonego celu ani wskazówek. Panuje w nim dowolność w wyrażaniu swoich artystycznych zrywów.

Opisując dadaizm z perspektywy bezstronnego obserwatora nazwałabym go nurtem artystycznym, którego twórcy za swój naczelny obowiązek obierają poruszenie widza. Techniką co prawda dowolną, jednak najlepiej, aby było ona jak najświeższa i nowatorska. Kolarze i konstrukcje złożone z przypadkowych rzeczy często mijanych na ulicy staja się wówczas gliną w rękach twórcy. Sztuka ma zaskoczyć, zszokować i wprowadzić w dysonans.

fot. Herbert Bayer

W twórczości Robakowskiego widać jego zainteresowanie pop-artem, który mieszał z codziennością najczęściej w formach fotomontażu – w czym później wyćwiczył się do perfekcji.

Obecnie

Ostatnia wystawa twórczości grupy Zero-61 odbyła się w Muzeum Sztuki w Łodzi. Udostępniono liczne rekonstrukcje, jak i oryginały prac. Trwała ona 3 miesiące na przełomie 2017 i 2018 roku. Większość eksponatów stanowiły dzieła fotograficzne, jednak nie zabrakło instalacji, jak i materiałów dokumentalnych z działalności artystów.

Film

Józef Robakowski, oprócz dużych zasług w dziedzinie fotografii, poszczycić się może również prężną działalnością reżyserską.

Niewyjaśnione

Dadaizm różnie jest przyjmowany. Jedni widzą w nim wyraz najwyższej twórczości, wypełnionej absurdem i nowatorskością, zaskakującą szarego człowieka. Inni widzą w nim to, co oznacza francuskie dada, czyli czcze dziecięce gadanie. Niemniej jednak, filmy tego nurtu cieszą się nieskrywaną popularnością. Proste tytuły, brak jasnej fabuły do jakiej przywykliśmy mając do czynienia z filmami pojawiającymi się na ekranach kin. Krótki czas trwania. Epizody z życia codziennego, zmieniające się figury geometryczne, czy fotomontaże. To niektóre cechy dadaizmu.

Krótko i na temat

Józef Robakowski ma na swoim koncie filmy krótkometrażowe. Są one dostępne na stronie Filmoteki Muzeum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Znajdziemy tam najwcześniejsze utwory z lat 70. oraz późniejsze dzieła. Jest udostępniony również wywiad z samym Robakowskim. Nie ma jednak jego debiutowego filmu pod tytułem Prostokąt dynamiczny.

Inne utwory, których nie znajdziemy w przytoczonym wyżej źródle, ani na YouTubie czekają na stronie Centrum Kultury i Sztuki ZKM.

Józef Robakowski uwielbia stosować w swoich krótkich filmach monologi. Przyjmują one postać wewnętrznego głosu, który udziela komentarzy do wydarzeń oraz emocji bohatera. Nie zawsze jesteśmy z nim zapoznani, często postać pierwszoplanowa nawet się nie pojawia. Znamy jedynie jej głos, dochodzący jakby z innego wymiaru.

kadr z filmu Piegi

Co ciekawe, Robakowski rzadko używał tradycyjnej formy tworzenia filmów. Najczęściej po prostu bawił się już gotową taśmą. Tak ją załamywał, że podczas późniejszych wyświetleń u widzów pojawiały się powidoki. Jeśli więc nawet nie dotykał swoją twórczością ludzkich serc, to ciała już na pewno. Podkreśla to jedynie, jak bardzo wziął sobie do serca dowolność technik wykorzystywanych w celu stworzenia sztuki.

Zabawa

Chaotyczne powtórzenia, zabawa mechaniką ludzkiego ciała i jego zmysłów to rzeczy które wykorzystuje Robakowski w swojej twórczości. Bawi się z widzem poprzez udostępnienie mu czystego obrazu, pozbawionego ukrytego sensu i taniej wzniosłości. Pokazuje jak łatwo jest przechytrzyć nasze ciało i umysł. Oczekujemy powtarzalności, pragniemy rytmiczności i przewidywalności. Artysta jednak ma na celu poruszyć. Przez wyzbyte z romantyczności i zawiłości, filmy stają się z jednej strony łatwe w odbiorze pobudzając jednocześnie widza do rozmyśleń. Tak jest w przypadku I am going, Imuplastorów, czy Videopoliczków. Na przykładzie Rynku natomiast widzimy jak twórca łączy swoje dadaistyczne zapędy z codziennością miejskiego życia skupiając oko kamery na rynku. Mieszające się postaci ludzkie, rosnący tłum, który przypomina mrowisko. Rzeczywisty film trwał 9h, jednak skompresowano go do 4:20 minut.

Muzyka

Kluczowym aspektem w każdym z filmów Robakowskiego jest muzyka. Odgrywa one rolę metronomu wybijającego rytm. W twórczości artysty znajdziemy utwory takich muzyków, jak Eugeniusz Rudnik. Jest on uznawany za pioniera muzyki elektronicznej na ziemiach Polski. Przy jednym z filmów mamy przyjemność zaznajomić się z muzyką Barbary Konopki. Mowa mianowicie o krótkim filie dokumentalnym pt. Rzeźbiarka- Katarzyna Kobro 1898- 1951. Krótkie uderzenia, prosta linia melodyczna i ciągłe napięcie świetnie wpasowywuje się w pokaz twórczości, jakże cenionej przez Robakowskiego. Sam film brał udział w bloku filmów dokumentalnych o artystce, który miał miejsce w 2016 roku. W twórczości Robakowskiego pojawia się również co nieco muzyki klasycznej. Słyszymy między innymi Fryderyka Chopina oraz Paula Sharitsa.

Kultura Zrzuty

Józef Robakowski założył już na początku swojej prężnej kariery, bo w 1978 roku łódzką Galerię Wymiany. Dziś uznawana jest za posiadającą największą kolekcję multimediów na terenach Polski. Z początku było to po prostu mieszkanie Robakowskiego, do którego schodzili się artyści, by powymieniać się inspiracjami, czy już gotowymi działami. W latach 80. galeria zaczęła integrować działaczy Kultury Zrzuty. Stała się swego rodzaju komuną artystów, gdzie mogli pokazywać swoją twórczość, wymieniać się opiniami i pomysłami. Odgrywa ona również rolę kolekcji. Posiada zbiór twórczości ukazującej przemiany sztuki nowoczesnej i awangardowej. Robakowski posiada również świetną dokumentację stanu wojennego.

Zoom

Czym jest wspomniana Kultura Zrzuty? Oparta na nowinkach w obrębie stosowanych technik artystycznych. Pogranicze przeszłości i przyszłości, ale jednocześnie nie teraźniejszość. Raczkujący postmodernizm. Atmosfera końca znanego świata, chęć rozwoju rozumianego przez zmianę. Wszechobecne nawoływanie do wolności. Zarówno strona polityczna, jak i kulturalna Polski wrzała od rewolucyjnych haseł. Bunt był we wszystkich zakamarkach życia krzycząc „Solidarność”. Z świetle wydarzeń lat 80. nic dziwnego, że Kultura Zrzuty nie stała się jedynie ruchem artystycznym, ale kulturalno- społecznym, a nawet propagandowym.

fot. Zygmunt Rytka

Kultura Zrzuty pokazała podmiotowość społeczności artystycznej ówczesnej Polski. Jej zdolność do samoorganizacji i upór w dążeniu do celu jakim było wyswobodzenie sztuki i wykrzyknięcie „eviva  l’arte!”.

Ruch ten może być pojmowany dwojako. Odnosi się do grupy łódzkich działaczy, którzy w okresie stanu wojennego prowadzili wiele performanceów. Ten typ działalności rozprzestrzenił się na cały kraj. Objął zasięgiem między innymi Gdańsk, Warszawę oraz Wrocław. Jak widać kluczowe miejscowości dla wydarzeń lat 80. i 90.

Ziarnko do ziarnka, a zbierze się …

Kultura zrzuty polegała na sankcjonowaniu nowych zabiegów artystycznych poprzez kolejno dodawanie ich do świata sztuki przez twórców. W biegu przedstawiania swoich dzieł wprowadzali oni w życie nowinki.  Przysłowiowo dorzucając się do całokształtu.

fot. Jerzy Frączek, Andrzej Świetlik, Anna Świetlik, Andrzej Kwietniewski

Dochodziło do zderzenia się wypracowanego i wprowadzonego ustawowo przez rząd stylu artystycznego. Socjalizm, choć wielu go krytykuje, wprowadził wiele dobrego do życia artystycznego Polski. Po pierwsze, dla wielu twórców wybicie się na proreżimowych filmach było początkiem długiej i płodnej kariery artystycznej. bez funduszy otrzymanych od państwa prawdopodobnie nigdy świat by o nich nie usłyszał. Przykładem takiego talentu jest między innymi wybitny Andrzej Wajda. Socrealizm hołdujący ukazywaniu pracy, jako świętości. Realizm sytuacji. Sceny z fabryk, fascynacja maszynerią i odbudową powojennej ojczyzny. Miłość do prostoty miesza się z całkowitą abstrakcją. Absurdalnymi uchwyceniami. Eksperymentami z coraz to nowszymi i ciekawszymi zabiegami artystycznymi.

Ze względu na ograniczone możliwości zdobywania wiedzy o nowych mediach, jak fotografia, czy video, artyści musieli pomagać sobie nawzajem. Kultura zrzuty polegała więc również na cięgłem wymianie  doświadczeń oraz urządzeń. Gromadzili wspólnie fundusze, aby mieć za co pokryć organizację wystaw, wystawianie manifestów, wyżywienie oraz podróże.

Józef dziś

Od 24 maja do 22 czerwca odbywa się wystawa Robakowskiego. Od poniedziałku do piątku można ją podziwiać na Franciszkańskiej 6 w Warszawie. Nosi ona nazwę Co jeszcze może się wydarzyć. Wcześniej można było ją zobaczyć w weneckiej MAK Gallery.

Materiały prasowe MAK Gallery

Nowe media

Robakowski za materiał, którym manipuluje obiera sobie portale społecznościowe i wyszukiwarki internetowe. Zwraca uwagę widzów na nieustanny przepływ wciąż napływających informacji. Artysta pokazuje jak w dzisiejszym świecie przedstawiane są wiadomości.

materiały prasowe Fundacja Profile

Efekt Facebooka

Szybka komunikacja stała się w dzisiejszych czasach bodźcem do zmian społecznych. Nieustanna wymiana informacji i ciągłe pozyskiwanie wiedzy o kulturach i świecie budują kolejny wymiar, w którym każdy jest wolny i może tworzyć co chce. Nastąpiła pełna globalizacja świata. Technologia łączy najodleglejsze kontynenty, przybliżając je do siebie. Wszystko staje się zunifikowane.

Ponad 2 miliardy użytkowników spotykających się w jednym miejscu. Każdy może opublikować co chce, zszokować ,podzielić się swoją twórczością/ newsem. Nie wszystko jest prawdą. Anarchia panuje w wyrażaniu poglądów i komentarzy. Podmiotowość ludzi rozmywa się. Każdy może stworzyć swoją osobę jak mu się zamarzy. Wirtualne znajomości i życie. Zwykły, szary człowiek może wcielić się w rolę dziennikarza szerzącego informacje. Ludzie są gotowi udostępnić najgłębsze informacje na swój temat, aby tylko zwrócić na siebie uwagę. Ten temat przyciągnął Robakowskiego do przyjrzenia się płodom użytkowników. Wymarzona wolność Robakowskiego staje się błogosławieństwem i niebezpieczeństwem równocześnie.

Materiały prasowe MAK Gallery

Dla Józefa Robakowskiego ważnym zawsze było, aby poprzez swoją pracę zmuszać  do rozrachunku z rzeczywistością. Warto przyjrzeć się otaczającej nas codzienności z takiej perspektywy, jakby była czymś nowym i intrygującym. Kiedyś walczył z nudą i sztywnymi regułami prokomunistycznego świata artystycznego. Dziś podejmuję próbę refleksji nad zmianami technologicznymi będącymi zastrzykiem dla rozwoju społecznego i kulturalnego. Czy nie niosą one jednak wraz z dawką adrenaliny odrobiny trucizny?

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o