Euforia – kontrowersyjny serial HBO

Nowy serial produkcji HBO wywołał w Ameryce kontrowersje jeszcze przed premierą. Przed każdym odcinkiem wyświetla się informacja, że jest on przeznaczony tylko dla dorosłych widzów. O czym tak naprawdę jest Euforia?

Oglądając pierwszy odcinek Euforii po raz pierwszy poczułam się naprawdę staro. Wszechobecne narkotyki, przemoc, gwałt na transpłciowej dziewczynie i 30 penisów w jednym ujęciu. Wszystko kręci się wokół seksu, a co druga dziewczyna w szkole ma swoje porno nagranie krążące w sieci. Parę razy myślałam o tym, żeby przerwać oglądanie. Nie dlatego, że serial szokuje. Moim zdaniem, żeby zszokować dzisiejszego widza potrzeba o wiele więcej. Chciałam przerwać, bo Euforia na pierwszy rzut oka może wydawać się historią, która oprócz kilku ładnych obrazków nie wniesie nic ciekawego do Twojego życia. Wygląda jak wyobrażenie, jakie mają o dzisiejszych nastolatkach ludzie, którzy byli nimi wieki temu i przez przypadek trafili w internecie na Vice’a, całą noc z wypiekami czytali różne dziwne rzeczy, a nad ranem doznani olśnienia i wiedzieli już wszystko o dzisiejszych nastolatkach. I tak oto powstała Euforia – nowy kontrowersyjny serial HBO. Prawda jednak okazuje się zupełnie inna.

Euforia – kontrowersyjny serial o dorastaniu

Euforia jest adaptacją izraelskiego serialu z 2012 roku o tym samym tytule. Jej twórcą jest Sam Levinson, który sam przez wiele lat zmagał się z uzależnieniem i dużo czasu spędził na odwykach. Sam serial może budzić skojarzenia z brytyjskim Skins czy norweskim Skam – starających się przedstawić rzeczywistość dorastającej młodzieży. Główną bohaterką jest 17-letnia Rue, w której rolę wcieliła się Zendaya, znana z produkcji Disneya. Tym razem jej postać nie ma w sobie nic z naiwności i lekkości tamtego uniwersum. W pierwszych scenach ładnie i dynamicznie zmontowanych migawkach poznajemy jej dzieciństwo, wypełnione atakami paniki i życiem w otoczeniu leków. Problematyczne dorastanie było źródłem uzależnienia od narkotyków, z którym zmaga się od pierwszych odcinków – już jako dziecko w szpitalu dostała pierwszą, potężną dawkę Valium na uspokojenie. Rue jest nie tylko główną bohaterką serialu, ale też narratorem, który w każdym odcinku przedstawia kolejnych bohaterów i dopowiada to, co nie zostaje powiedziane.

Cheerleaderki, futboliści i ta gruba

Na pierwszy rzut oka każdy z bohaterów może wydawać się ucieleśnieniem jakiegoś stereotypu z amerykańskich filmów o nastolatkach. Mamy tak więc samca alfa, który ukrywa swój homoseksualizm, szkolną cheerleaderkę, która lubi ładnie wyglądać i nic poza tym, czy (jedyną w serialu) otyłą dziewczynę, która zmaga się ze swoją cielesnością. Nie jest łatwo polubić któregoś z nich. Może dlatego, że każdy na swój sposób bywa okropny, a może dlatego, że twórcy starają się powiedzieć jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Każdy odcinek zaczyna się tak jak w przypadku Rue, krótkim streszczeniem dzieciństwa danego bohatera i jego problemów. To fajne i pomysłowo zrealizowane rozwiązanie, choć zostawia niedosyt. Niby wiadomo już wszystko, ale to za mało, żeby poczuć w stosunku do bohatera jakieś emocje.

Pokochaj albo porzuć

Jednak jest w Euforii coś, co przyciąga. A już na pewno jest to strona techniczna i piękne zdjęcia. Szczególnie sceny wizualizujące po-narkotyczne tripy zasługują na uwagę – z ekranu wylewają się neonowe kolory i brokat, wszystko zwalnia albo odwraca się do góry nogami. Nie pozostaje nic innego, jak zachwycać się tym serialowym placebo. Choć postać Rue może wydawać się dość płaska, wiele zyskuje w wątku uczucia rodzącego się w stosunku do transpłciowej Jules. Tak samo jak pozostali bohaterowie, których z każdym kolejnym odcinkiem można coraz bardziej zrozumieć lub kompletnie znienawidzić. Plusem jest też to, że odważne sceny nie są tylko zapychaczem robionym na siłę dla samej kontrowersji. Każda z nich ma jakieś znaczenie i popycha fabułę do przodu.