Czuję, więc jestem, czyli Łowcy bólu B. Chung

0
1
Łowcy bólu

Południowokoreańska autorka Bora Chung dała się poznać polskim czytelnikom za sprawą wydanego przez Tajfuny zbioru opowiadań oraz kilku innych utworów spod skrzydeł Kwiatów Orientu. W tym roku wydawnictwo Znak zaprezentowało spragnionym jej pióra dystopijną powieść Łowcy bólu. Czy historia o świecie, w którym istnieje remedium na każdy ból, robi takie samo wrażenie jak jej wcześniejsze książki?

Big Pharma

Bora Chung w posłowiu Łowców bólu pisze, że jedną z inspiracji do napisania tej historii była sytuacja przemysłu farmaceutycznego w Stanach Zjednoczonych. Nietrudno domyślić się, że chodzi przede wszystkim o kryzys związany z opioidami. Osobom choć trochę zorientowanym w temacie podobne skojarzenie nasunie się zresztą już po przeczytaniu opisu książki. W końcu trudno wyobrazić sobie bardziej kuszący produkt niż lek, który obiecuje całkowite uwolnienie od bólu. Same środki przeciwbólowe nie są oczywiście niczym nowym – są szeroko dostępne, a mimo licznych regulacji w wielu krajach bez większego problemu można dostać również te silniejsze i bardziej uzależniające. Ból jest przecież doświadczeniem powszechnym, choć każdy przeżywa go inaczej. Czasem jest krótkim sygnałem ostrzegawczym, czasem towarzyszy człowiekowi przez lata i całkowicie podporządkowuje sobie jego życie. Nic dziwnego, że perspektywa pozbycia się go za pomocą jednej tabletki brzmi kusząco. A skoro na cierpieniu można zarobić, dlaczego nie zrobić z niego produktu?

Mój ból jest większy niż twój

Jeśli powstaje grupa chcąca wyeliminować ból, to musi też powstać grupa, która będzie się temu sprzeciwiać. W Łowcach bólu mamy więc bezduszną korporację vs. tajemniczą sektę, która pod płaszczykiem mądrze brzmiących słów, takich jak „transcendencja”, zajmuje się zadawaniem cierpienia. Z nią łączy się postać Tae – młodego chłopaka odpowiedzialnego za atak terrorystyczny na instytucję, która wymyśliła lek. Ofiarami zamachu byli rodzice Gyeong, naukowcy odpowiedzialni za badania nad cudownym medykamentem. Dziewczyna przez wiele lat traktowana była jak królik doświadczalny, Tae natomiast trafił do sekty po tym jak jego matka Hong uratowała go przez stosującym przemoc ojcem. Poza nimi poznajemy również komisarzy Ryuna i Suna, tajemniczego psychiatrę, Hyeon wspinającą się po szczeblach korporacyjnej hierarchii i ludzi, którzy wydarzenia dookoła siebie lubią tłumaczyć teoriami spiskowymi. Odkrywanie tego, kto i jaką rolę odegrał w tych wydarzeniach, w bardzo sprawny i ciekawy sposób pcha fabułę do przodu. 

Jeśli chodzi o same postacie, nie wiemy o nich może bardzo dużo, ale dostajemy dokładnie tyle informacji, ile potrzeba, żeby je zrozumieć. Czasami ich reakcje na konkretne sytuacje mówią o nich więcej niż długi komentarz autora, który wyjaśniałby nam wszystko krok po kroku. Chung nie prowadzi czytelnika za rękę i nie tłumaczy każdej decyzji czy zachowania bohaterów. Zostawia mu przestrzeń na własną interpretację i samodzielne wyciąganie wniosków. W popkulturze, która często podaje odbiorcy wszystko na tacy, takie podejście jest zdecydowanie na plus.

Skutki uboczne człowieczeństwa

Już we wcześniejszych książkach Bory Chung, czy to powieściach, czy krótkich formach, świetnie sprawdzało się wplatanie realizmu magicznego w losy bohaterów. Nigdy nie nachalnie, zawsze w punkt. Dlatego też jej twórczość ma w sobie coś lekko dziwnego, ale zarazem pociągającego, bo nigdy nie wiadomo, w którą stronę autorka nagle odbije. Tym razem też tak jest – wątki paranormalne są tu dość subtelne i do pewnego momentu czytelnik może sobie wmawiać, że to coś, czego bohaterowie doświadczają na pograniczu jawy i snu.

Suma naszych wspólnych tragedii

Przez całą książkę z łatwością się płynie. Właściwie żaden wątek nie odstaje od reszty, tempo jest szybkie, dużo się dzieje, więc nie ma czasu na oddech. 

Nie stawiałabym sztywnej tezy, że pisarki z Korei czy sąsiednich krajów mają jeden sposób pisania, bo byłoby to zdecydowanie zbyt daleko idące uogólnienie. Ale coś w tym jest, że nikt tak dobrze nie pisze książek, w których tak mało się dzieje, że chciałoby się wręcz powiedzieć, że „dzieje się nic”, jak autorki pochodzące z Azji. Warto wspomnieć choćby Ukochane równanie profesora Yoko Ogawy, Kontratak Sohn Won-pyung czy Dziewczynę z konbini Sayaki Muraty. Bora Chung jest pod tym względem wyjątkowa. U niej nie ma tego charakterystycznego poczucia zawieszenia. Chung nie zatrzymuje się nawet na chwilę, zostawia w treści tylko to, co jest dla niej niezbędne. Dlatego Łowcy bólu to książka, która po prostu nie jest w stanie kogokolwiek wynudzić.

Jeśli wyeliminujemy ból, to co nam pozostanie?

Powieść Chung zadaje wiele ważnych pytań: o istotę człowieczeństwa, ograniczenia jednostki, zasady rządzące społeczeństwem, wolność i wreszcie o to, czy cierpienie nie jest po prostu nieodłącznym elementem życia, a więc także bycia sobą. Można na te problemy patrzeć z różnych perspektyw – ból niesie informacje, chociażby o chorobie. Ostrzega przed zagrożeniem. Osłabia, ale też sprawia, że stajemy się silniejsi. Tak jak każda blizna na ciele bohaterów powieści opowiada o traumie, tak każdy impuls nerwowy istnieje po coś. 

Dobrym zagraniem jest też osadzenie historii w realiach niewiele różniących się od tych, które znamy z obecnej dekady. Owszem, w świecie Łowców bólu medycyna poszła do przodu – i nie tyle sama farmacja, co również inne dziedziny nauki – ale bez trudu możemy sobie wyobrazić, że tego typu lek trafia do aptek już jutro. W Korei. W Polsce. Wszędzie. 

Czy gdyby można było go kupić, stałbyś w kolejce po swoją dawkę? 

Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Znak.


Zachęcamy do zapoznania się z recenzją książki Tam, gdzie zmrok zapada szybciej.

☕
Podoba Ci się to, co robimy?
Wesprzyj nas i postaw nam kawę!
Wesprzyj nas
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze