Jak wypadł debiutancki Summer Punch Festival? [relacja]

0
1
Three Days Grace, Summer Punch Festival, fot. Natalia Nazar

Za nami pierwsza edycja Summer Punch Festivalu! Jak było? Jakie błędy popełniono?

Summer Punch Festival odbył się na terenie Progresji w Warszawie. Dwa dni, dwie sceny. I od razu zacznijmy od minusu – na Punch Stage nagłośnienie było gorsze, niż na Summer Punch Stage. Bardzo wpływało to na mój odbiór występów Wargasm i Smash Into Pieces – mimo iż lubię te bandy, to nie bawiłam się tak dobrze, jak mogłabym, gdyby nagłośnienie było lepsze…

Na Summer Stage dźwięk był dużo lepszy. Ja załapałam się na występ P.O.D., Landmvrks oraz Bad Omens. Tych pierwszych widziałam już raz na żywo – w kwietniu 2025 roku, kiedy zagrali headlinerski koncert, również w Progresji. Zespół zagrał m.in. Boom, Drop, Afraid to Die lub Alive i Youth of the Nation. O ile między bandem a festiwalowiczami nie było takiej chemii, jak podczas ubiegłorocznego koncertu, o tyle nadal był to bardzo energetyczny występ! Chłopaki dali z siebie wszystko, a ja bawiłam się super!

Bad Omens również zrobili na mnie duże wrażenie. Zagrali m.in. Death of Piece of Mind, Dying to Love, Concrete Jungle, Artificial Suicide czy Dethrone. Zaczęli na spokojnie, stopniowo zwiększając moc, aż do pełnego wpierdolu. Bardzo dobrze się to oglądało, ponieważ chłopaki mieli strumienie ognia, dym unoszący się dookoła artystów oraz liczne ekrany przedstawiające różne wizualizacje, w tym przerywniki filmowe. Dawało to naprawdę niezłe show, przede wszystkim wizualnie. Jednak dla mnie był to poprawny koncert. Być może hype wokół tego zespołu zabił całe show w moich oczach i gdyby go nie było, podobałoby mi się bardziej? Mimo iż lubię BO, a sam koncert podobał mi się, to widziałam wiele zespołów, które dały lepsze show, a nie miały tylu gadżetów. Sądzę, że w tym przypadku nastąpił przerost formy nad treścią. Ale każdy ma prawo mieć taką oprawę sceniczną, jaką chce i na jaką go stać…

Summer Punch Festival – dzień drugi

Z line-upu drugiego dnia najbardziej interesowali mnie wspomnienie Wargasm i Smash Into Pieces oraz Three Days Grace. Koncerty pierwszych dwóch kapel popsuło nagłośnienie. Mimo to publika reagowała entuzjastycznie w obydwu przypadkach.
Wargasm zagrali m.in. Bad Seed, Get Down lub mojego ulubieńca, czyli Fukstar. Dali bardzo energetyczne show, mimo ogromnego upału i słabego nagłośnienia.

Smash Into Pieces z kolei zagrali m.in. Six Feet Under i Heroes Are Calling. Cieszę się, że w końcu zobaczyłam ich na żywo, ponieważ poprzednie dwa razy: w Krakowie i w Warszawie, nie udało mi się. Zespół na SPF dał z siebie wszystko i bawiłam się naprawdę dobrze!

Najbardziej jednak cieszyłam się na występ Three Days Grace. Mimo iż zagrali w Polsce już wiele razy, to był to mój pierwszy ich koncert. Ale na pewno nie ostatni! Zwłaszcza że teraz jest dwóch wokalistów…

TDG zagrali m.in. Mayday, Painkiller, I Am Machine, Pain, Never Too Late czy finałowe Riot. Taki set, składający się z powszechnie znanych szlagierów, jest gwarancją udanego koncertu! Nie ukrywam, że śpiewałam (powiedzmy) niemal całego giga razem z zespołem i publicznością. Cudownie było w końcu zobaczyć ich na żywo, zwłaszcza że bardzo szybko ponieśli do zabawy festiwalowiczów – nawet jeśli festiwal zbliżał się ku końcowi…

Charyzmatyczni wokaliści, dużo kontaktu z publiką, bardzo dobrze przygotowany set – oto recepta na świetny koncert! Tym bardziej cieszy obietnica Matta, że co roku będą wracać – mam nadzieję, że dotrzymają słowa…!

Summer Punch Festival – podsumowanie

Z minusów SPF należy wspomnieć także takie absurdy, jak to, że nie można było wyjść ze strefy gastronomicznej z piciem. Wejść? Tak, ale wyjść już nie. Co więcej, aby przejść spod Summer Stage do strefy gastro, należało przejść naokoło. 

Miłym akcentem była strefa Monstera, gdzie na spragnionych kofeiny muzykomaniaków czekały darmowe monsterki. Szkoda tylko, że drugiego dnia nie można było z nimi chodzić po terenie festiwalu. Pierwszego – owszem, ale drugiego – już nie.

Dobrym pomysłem była darmowa woda w butelkach, którą rozdawano pierwszego dnia. Drugiego dnia postawiono na kraniki z wodą, do której ustawiały się kolejki. Nie wiem, czemu nie pozostano przy butelkach, ale dla mnie butelkowana woda była lepszym rozwiązaniem podczas panującej fali upałów.

Minusem była też dla mnie czasówka podczas signing sessions. Pół godziny na każdy zespół, zwłaszcza budzący takie zainteresowanie, jak Bad Omens, Babymetal czy inne to mocno za mało…

Jednak każdy z tych minusów to błędy początkującego, które łatwo można wyeliminować. Poza tym, nie mogę się zbytnio przyczepić. Było bardzo super! 

Dużym plusem jest również lokalizacja – nie w małej miejscowości, do którego dojazd czymś innym, niż autem, może być utrudniony, a w Warszawie. Line-up też był super – dużo corów, ale też nu metalu – nic, do czego przyczepiłby się metaluch starej daty. Mam nadzieję, że ta koncepcja zostanie podtrzymana. Szczerze mówiąc, mam bowiem dosyć festiwali, których line-up jest niemal co roku taki sam…

Podoba Ci się to, co robimy?
Wesprzyj nas i postaw nam kawę!
Wesprzyj nas
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze