Kiedy po raz pierwszy ogłoszono, że powstanie kontynuacja głośnego hitu z Joaquinem Phoenixem, w sieci dosłownie zawrzało. Informacja o castingu do roli Harley Quinn sprawiła, że drugi Joker z Lady Gagą z miejsca stał się jedną z najbardziej dyskutowanych produkcji, o której mówiło się na każdym kroku.
Zbudowanie sequela do obrazu, który był kompletnym, mrocznym psychologicznym studium samotności, wydawało się karkołomnym zadaniem. Pierwszy Joker Todda Phillipsa zgarnął Złote Lwy w Wenecji i przyniósł Phoenixowi Oscara. Zakończenie tamtej historii nie wymagało kontynuacji, a wielu krytyków uważało, że lepiej zostawić to dzieło w spokoju. Twórcy postanowili jednak zagrać va banque, a film Joker z Lady Gagą całkowicie zmienił konwencję kina komiksowego.
Musical w zakładzie psychiatrycznym?
Największym zaskoczeniem okazały się zapowiadane elementy musicalowe. Wizja choreografii i wokalnych popisów w korytarzach szpitala Arkham brzmiała absurdalnie, ale w tym szaleństwie była metoda. Muzyka stała się formą ucieczki bohaterów od brutalnej rzeczywistości Gotham. To było niemal skrojone na miarę środowisko dla Lady Gagi.
Piosenkarka po raz kolejny udowodniła, że potrafi kraść sceny na wielkim ekranie. Jako Harley Quinn nie musiała konkurować z popkulturową wersją Margot Robbie. Gaga wniosła do tej antybohaterki coś niezwykle surowego, brudnego i tragicznego, co rezonowało z neurotycznym Arthurem Fleckiem granym przez Phoenixa.
Kino, obok którego nie przejdziesz obojętnie
Eksperyment z połączeniem mrocznego dramatu psychologicznego i musicalu wzbudził skrajne emocje, ale osiągnął jedno – o tym filmie mówili absolutnie wszyscy. Fani z zapartym tchem analizowali każdy kadr. Ostatecznie produkcja zapisała się w historii kina jako niezwykle odważny krok, który podzielił widownię, ale z pewnością nie przeszedł bez echa. A Wy, jak oceniacie ten głośny sequel po czasie?



