Koncert Tame Impala w Gliwicach był jednym z tych wieczorów, które trudno ubrać w słowa, ale jeszcze trudniej zapomnieć. Już od pierwszych dźwięków otwierającego występ Apocalypse Dreams publiczność wpadła w hipnotyczny trans. Pulsujący bas oraz laserowe show zsynchronizowane z muzyką stworzyły niemal odrealnioną atmosferę.
Kevin Parker brzmiał na żywo równie dobrze jak w studiu, a momentami nawet lepiej. Widać, że mózg projektu był w znakomitej formie i humorze. Każdy utwór tego dwugodzinnego show był osobnym doświadczeniem.
Koncert promował najnowszy album artysty – Deadbeat. Krążek mocno urozmaicił brzmienie znane z wcześniejszych płyt. Nowe utwory są zdecydowanie bardziej imprezowe, z widocznie zauważalnym techno-sznytem. Największe wrażenie robiły jednak te największe przeboje Tame Impala – New Person, Same Old Mistakes, Elephant czy Let It Happen.
To nie był zwykły koncert, a raczej podróż, w której Arena Gliwice na kilka godzin zamieniła się w epicentrum psychodelicznego uniesienia.
Zapraszamy do obejrzenia zdjęć Katarzyny Zatońskiej z 18 kwietnia 2026 roku.

















