Wojna w niebie, czyli teatr ciszy i emocji

Sannhet studio

W sobotę, 30 lipca, odbyła się premiera zapowiadanej przez nas Wojny w niebie, spektaklu, w którym grały osoby niesłyszące.

Tuż przed rozpoczęciem, zostaliśmy poproszeni o wyłączenie telefonów komórkowych. To właściwie normalne, komunikat ten słyszymy w większości teatrów. Tutaj jednak wraz z prośbą pojawiło się wyjaśnienie: większość spektaklu będzie odbywać się w ciszy. Tak zaczynała się Wojna w niebie.

Cisza to jedno ze słów kluczy, które opisują ten spektakl. Wykorzystywana jest oczywiście nagrana wcześniej muzyka, perkusja, w kilku momentach słyszymy nawet głos Krzysztofa Globisza. Przez większość czasu oglądamy jednak rzecz, w której aktorzy wyrażają się za pomocą języka migowego,  gestu i ruchu przepełnionego emocjami.

Oczywiście przez brak słowa mówionego, spektakl mógł się wydać nieczytelny, ale chyba o to właśnie chodziło, aby każdy odczytał go tak, jak poczuł. Dużo wyjaśniały również fragmenty utworu Josepha Chaikina Wojna w niebie wyświetlane na ścianie.

Na początku byli aniołowie z dorysowanymi na tablicy skrzydłami. Później je zamazano, rozpoczęła się wojna. Wojna z Bogiem, samym sobą, z ograniczeniami, z tym, że kiedyś były światło, muzyka, radość, a teraz ich nie ma. W czasie spektaklu widzowie zostają włączeni grę – kalambury. Dla nas jest to gra, a dla aktorów – ludzi niesłyszących – codzienność.

Na koniec odzywa się głos Krzysztofa Globisza, który mówi o tym, iż właściwie nie ma końca, zawsze chce się więcej. Właśnie takie poczucie daje ten spektakl, szczególnie dzięki aktorom: Dominice Kozłowskiej, Patrycji Nosowicz, Rafałowi Bołdysowi i Krystianowi Maligłówce – ich zaangażowanie i emocje były ogromne oraz bardzo zaraźliwe. Brawa za odwagę i stworzenie pięknego przedstawienia należą się również reżyserce – Dominice Feiglewicz.

Idąc za starożytną myślą mówiącą o oczyszczeniu, jakie teatr ma dawać, mogę śmiało stwierdzić, że Wojna w niebie spełniła to wymaganie. Ilość ciszy, uwagi poświęconej na odczytywanie drobnych gestów sprawiła, iż po spektaklu można poczuć się jak po godzinnej medytacji.

Jeżeli chcecie dowiedzieć się, skąd wziął się pomysł i jak powstawała Wojna w niebie, odsyłamy do wcześniejszego artykułu.

WOJNA W NIEBIE, czyli teatr bez granic [zapowiedź]