„NOTRE DAME DE PARIS” – MUSICAL SKAZANY NA SUKCES

Jako wielka fanka musicali od dawna marzyłam o zobaczeniu Notre Dame de Paris na polskiej scenie. Postanowiłam zrealizować swoje plany i w maju wybrałam się pociągiem z Warszawy do Gdyni specjalnie tylko po to, by zobaczyć to widowisko w Teatrze Muzycznym im. Danuty Baduszkowej.

HISTORIA

Paryska premiera miała miejsce w 1998 roku. Musical powstał w oparciu o znakomitą powieść Victora Hugo Katedra Marii Panny w Paryżu. Autorem słów jest Luc Plamondon, muzykę skomponował Richard Cocciante. W oryginalnej wersji w rolę Quasimodo wcielił się Garou, którego wykonanie piosenki Belle zostało nominowane do tytułu Piosenka Wieku (Song of the Century).  Powstały także liczne adaptacje w innych językach m.in. angielskim, włoskim, rosyjskim. W 2016 roku Polska uzyskała licencję od agencji Enzo Product, na wystawienie musicalu Notre Dame de Paris. 9 września odbyła się premiera. Reżyserem został Gilles Maheu – wyreżyserował on również wersję francuską. Język polski, na jaki zostało przetłumaczone przez Piotra Olkusza libretto z piosenkami Zbigniewa Książka, jest siódmym, w jakim dzieło zabrzmiało na świecie.

MULTUM WRAŻEŃ

Ogromne wrażenie zrobił na mnie sam Teatr Muzyczny w Gdyni. Była to moja pierwsza wizyta w nim i niesamowicie podobał mi się zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jest to największy teatr muzyczny w Polsce. Zachwyca architektonicznie. Piękny, nowoczesny, z dużą sceną i widownią.

Pop-opera Notre Dame de Paris w interpretacji artystów Teatru Muzycznego w Gdyni to niezapomniane, dopracowane w najmniejszych szczegółach, spektakularne widowisko. Zachwycało wszystko: aktorzy, tancerze, akrobaci, orkiestra, chór, światła, kostiumy. Tyle na raz działo się na tej ogromnej scenie, że aż ciężko było nadążyć wzrokiem i skupić na każdym elemencie należytą uwagę. To, co mi zaserwowano, przeszło wszelkie moje, nawet najśmielsze, oczekiwania, a były one duże.

 

UTALENTOWANI ARTYŚCI

Francuscy właściciele licencji postawili wymóg, by odtwórców głównych ról wybrać w castingu i aby ze względów bezpieczeństwa były dwie obsady. Patrząc na grupę, którą ja miałam przyjemność podziwiać, mogę stwierdzić, że znaleziono idealnych aktorów, którzy perfekcyjnie realizują powierzone im zadanie.

Największe wrażenie zrobił na mnie Jan Traczyk jako poeta Gringoire. W pełni zaprezentował swój talent na scenie. Czas katedr w jego wykonaniu był fenomenalnym wstępem do widowiska, jakie miało mnie czekać. Aktor śpiewa z niebywałą pasją, utożsamiając się z odgrywaną przez siebie postacią. Po raz pierwszy zdarzyło mi się, że już pierwszy utwór wywołał we mnie ciarki.

Wybrany do roli Quasimodo Michał Grobelny dysponuje charakterystycznym chropowatym głosem, którego nie sposób nie porównać do Garou. W śpiewie bardzo przejmujący. Pozwala widzowi czuć jego ból i niespełnioną miłość do Esmeraldy.

Olbrzymie zadanie miała przed sobą Maja Gadzińska jako Cyganka Esmeralda, wokół której jest zbudowany trzon akcji. Tracą dla niej głowę odrażający dzwonnik Quasimodo, piękny kapitan Phoebus i mroczny archidiakon Frollo. Moim zdaniem sprostała ciężarowi roli. Widać w grze, ruchu i śpiewie lekkość, świeżość i dziewczęcość Esmeraldy.

Frollo w wykonaniu Artura Guzy jest znakomity, należący do kreacji mistrzowskich, wyrastający w moim odczuciu ponad francuski pierwowzór. Gdy tylko pojawia się na scenie, obejmuje ją we władanie i kradnie całą uwagę widzów. Stworzył postać kompletną. Jego zmaganie z pokusą, wewnętrzna walka i rozterki należą do najciekawszych i najlepszych momentów musicalu.
W moich oczach na wyróżnienie zasłużył również Krzysztof Wojciechowski w roli Clopina – przywódcy wyrzutków i opiekuna Esmeraldy. Sceny z nim pozostają w pamięci, zwłaszcza wykonanie utworu Ludzie bez papierów.

PEŁNI PASJI TANCERZE I POPISY AKROBATÓW

Moją uwagę przykuli również bohaterowie drugiego planu. Widać było jak wiele trudu włożono w planowanie rozwiązań scenograficznych, choreografii oraz partii chóru, które śpiewano na żywo spoza sceny. Wszystko tworzyło nierozerwalną całość, składając się na multum wrażeń, emocji i doznań. Układy taneczne bardzo dynamiczne, efektowne i na pewno niezwykle wymagające. Z ogromnym podziwem i uznaniem patrzyłam na zespół siedemnastu tancerzy i pięciu akrobatów. Ich popisy przyprawiały o szybsze bicie serca. Gdy tylko pojawiali się na scenie, kradli całe show. Ciężko było oderwać od nich wzrok. Wpatrywałam się w ich wyczyny jak zahipnotyzowana. Zwłaszcza zapadł mi w pamięć ich taniec do utworu Święto głupców.
Te wszystkie elementy złożyły się na wielce porywające widowisko, które wzruszyło mnie na koniec do łez. Gorąco polecam wszystkim wybranie się na Notre Dame de Paris, niezależnie od tego, jak daleko mieszkacie od Gdyni. Zapewniam Was, że niezapomniane emocje macie gwarantowane i potem jeszcze długo będziecie emocjonować się tym, co widzieliście i usłyszeliście. Jest to rozrywka na najwyższym, światowym poziomie. 
Wszystkie zdjęcia zostały wykonane przeze mnie, dwa pochodzą z programu kupionego w teatrze.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o