Teatr

ZIAJSKIEGO NIE MÓW NIKOMU

23 czerwca obejrzałem na Scenie Roboczej spektakl A. Ziajskiego pt. Nie mów nikomu. Widowisko odbyło się w ramach festiwalu Malta Festival Poznań 2017. Sztuka została szeroko doceniona.

Na środek sceny, którą okalają białe ekrany – na nich zaraz wyświetlone zostaną wizualizacje, pada okrągła plama światła. Jej granice są ostre. Postać ubrana na czarno wchodzi na deski teatralnej przestrzeni. Gdy jej ręka trafia do świetlistego kręgu, rozlega się nieznośny dźwięk – rozstrojone radio, zakłócenia. Po chwili czarny człowiek przynosi antenę, przy pasie dzierżąc radiostacyjkę. Wchodzi w pole światła, dźwiękowe efekty stają się silniejsze. Postać szuka odpowiednich fal radiowych. Z czasem zaczyna jednak rozumieć, że jest skazana na porażkę.

Wspomniana postać, czarny aktor to sam autor dzieła, Adam Ziajski, szef artystyczny Sceny Roboczej, lider Teatru Strefa Ciszy odpowiedzialny m. in. za spektakl Salto Mortale, czy Wodewil Miejski, absolwent kulturoznawstwa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, laureat kilku nagród, np. Offeusza z 1996 r. i nagrody głównej Dionizji Ciechanowskich. Nagrodzony został nie tylko reżyser przedstawienia, laury czekały również na jego sztukę. Mowa tu o Grand Prix dla najlepszego spektaklu TOPOFFFestival 2017 w Tychach. Dzieło spotkało się również z pozytywną recenzją prof. Tyszki, poznańskiego teatrologa.

Alienacja widza


Co należy zauważyć, Nie mów nikomu prezentuje bardzo ciekawe rozwiązania dotyczące realizacji. Przy wchodzeniu widzowie otrzymują ochraniacze na uszy. Początkowo nie zdają sobie sprawy z powodu, dla którego są one im wręczane. W trakcie spektaklu są zaś zmuszeni do założenia ich. Jak? Z głośników docierają do nich bowiem bardzo drażniące, nieprzyjemne dźwięki. Aktorom te nie przeszkadzają – artyści są głusi lub niedosłyszący. Wymienione zagranie stanowi element zastosowanego w Nie mów nikomu szeregu zabiegów naszym zdaniem mających widza wyalienować, sprawić, że poczuje się on obco. Oglądający ma na uszach ochraniacze, do których jest nieprzyzwyczajony, nie może ich zdjąć, ponieważ sprawi sobie tym ból, dodatkowo trudno mu nadążyć za narracją sztuki. Dzieje się tak, ponieważ reżyser zadecydował, by wypowiedzi jego aktorów były pisane na bieżąco i rzucane na ekran z tyłu sceny. W napisy wkradają się literówki, sens bywa zaburzony. Widz musi się trochę wysilić, by je odczytać – trudniej mu więc skupić się na ruchach artystów, na ich twarzach.

Pełnosprawni ludzie widowni padają ofiarą dyskomfortu, niepełnosprawni ludzie sceny nie odczuwają żadnych negatywnych konsekwencji płynących z zaistniałej sytuacji. Jedni drugim są przeciwstawieni. Dotyczy to również samego reżysera, skontrastowanego do swoich aktorów kolorystyką (czerń Ziajskiego – biel artystów).

5 historii

Nie mów nikomu Pięć postaci ubranych w biel siedzi w tyle sceny. Po kolei będą wychodzić na jej środek, wysmarowawszy wcześniej ręce sproszkowaną farbką. Prof. Tyszka mówi tutaj o prostym, lecz skutecznym motywem naznaczenia. Naznaczenie kojarzy nam się jednak z pewnego rodzaju zmazą, określenie wydaje się pejoratywne. Kolory zaś są pełne życia, a jedna z aktorek rysuje farbą na swym ubraniu motylka. Substancja zaznacza przede wszystkim dłonie, usta osoby niesłyszącej. Z czasem ląduje też na ciuchach. Barwy to natura tych ludzi, ich energia, wyjątkowość. Z tej wyjątkowości rzeczywiście płynie dyskomfort, o którym aktorzy często wspominają – jednak to nie ich wina, że posiadają takie, a nie inne cechy. Cierpienie jest niesprawiedliwe i wynika z zaniedbania społeczeństwa.

Pięć postaci ubranych w biel nie gra. Oni opowiadają swoje historie. Możemy się więc dowiedzieć o ich miłości, o problemach wynikających z konieczności posiadania tłumacza w ZUS-ie itd. Wydaje się to współgrać z przeciwstawianiem aktorów publice. Być może reżyserowi chodzić mogło o to, byśmy widzieli na scenie prawdziwych, niezasłużenie ranionych ludzi?

Nie mów nikomu – pro publico bono?

Na stronie Sceny Roboczej widnieje wypowiedź A. Ziajskiego dotycząca spektaklu. Brzmi ona następująco:

Jestem głęboko przejęty i zawstydzony stanem językowej wspólnoty. Mam nieodparte wrażenie, że używanie słów i ich znaczeń z coraz większą intensywnością staje się narzędziem zbiorowej konfrontacji, walki wszystkich ze wszystkimi. Nie budujemy przestrzeni do spotkania w dialogu, szacunku i wzajemnym zrozumieniu. Daliśmy przyzwolenie na życie w świecie budowanym ze strachu i uprzedzeń, w świecie, w którym zawłaszczanie języka realizuje się w fakcie odbierania innym prawa do głosu.
Do realizacji spektaklu zaprosiłem osoby niesłyszące. Wśród nich jest również jedna osoba niewidoma. Na początku czułem się zawstydzony tym jak reaguję i co o nich wiem. Dzisiaj chciałbym krzyknąć: wybieram milczenie! Ale jak tu wykrzyczeć takie wyznanie?

Nie mów nikomu pewnością jest specyficzne. Wspomniane przez nas łacińskie powiedzonko, dla dobra publicznego, rozumie się przeważnie jako zaznaczenie, że ktoś robi coś nieodpłatnie. Na potrzeby naszej recenzji można by zrozumieć te słowa nieco inaczej, nie zwracając uwagi na kwestie budżetowe. Jeśli do spektaklu podejdziemy jak do dzieła mającego służyć społeczeństwu, które trawi wada ranienia bogu ducha winnych ludzi, jak do autentyka mającego twórczo pouczyć, to do domu zadowoleni wrócimy. Trzeba jednak zaznaczyć, iż fabuła, kreacje aktorskie, czy artystyczne metafory to definitywnie nie to, na co autor sztuki kładzie nacisk.

Zdjęcia: M. Zakrzewski

Damian Janiak
Student mediewistyki na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zafascynowany historią, szczególnie antyczną muzyk-amator i niedzielny wierszokleta. Zainteresowany dobrą literaturą (pod silnym wrażeniem Umberta Eco i Alberta Camusa) założyciel i reżyser studenckiej grupy Teatr Emocjonalny ANIMA. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *