GDZIEKOLWIEK BĘDZIESZ… Spektakl inspirowany twórczością Marka Grechuty, Wrocław CIA

GDZIEKOLWIEK BĘDZIESZ... fot. Tomasz Lewandowski

GDZIEKOLWIEK BĘDZIESZ… Spektakl inspirowany twórczością Marka Grechuty już po premierze. Magiczne chwile spędzone w Centrum Inicjatyw Artstycznych we Wrocławiu.

Gdziekolwiek będziesz … PREMIERA

HURRRA !!! ŚWIETNE WIEŚCI !!!Kochani fani i widzowie, w związku z ogromnym zainteresowaniem premierą i brakiem biletów na 13.12, godz. 19.00/ 14.12, godz. 20.00 / 15.12, godz. 17.00 organizujemy DODATKOWY POKAZ SPEKTAKLU.Zagramy ''Gdziekolwiek będziesz … '' 14 grudnia, o godz. 18.30Serdecznie zapraszamy 🙂

Publiée par Centrum Inicjatyw Artystycznych sur Lundi 3 décembre 2018

Bądź tym kim chcesz się wydawać

Przez cały spektakl dryfowaliśmy pomiędzy przestrzeniami i postaciami wyjętymi z innych światów. Z jednej strony bajkowymi i niewinnymi, a z drugiej fizycznymi i rzeczywistymi. Reżyserka te światy podzieliła na 4 części i stworzyła fuzję zmysłów, okraszając ją muzyką Grechuty. Na samym początku widzimy folię niczym taflę lustra falującą ponad podłogą. Pod nią tańcząca kobieta. Folia pęka, jednoznaczne przejście Alicji na drugą stronę lustra i już z głośników rozbrzmiewa informacja dotycząca Boskiej komedii: Limbo – kraina dusz. To jeszcze nie koniec – w tej części słuchamy solistki, która śpiewa piosenkę Grechuty Gdziekolwiek oraz Ocalić od zapomnienia. Dużo obrazów i koncepcji, a to dopiero początek. 

GDZIEKOLWIEK BĘDZIESZ ... Spektakl inspirowany twórczością Marka Grechuty, Wrocław CIA
GDZIEKOLWIEK BĘDZIESZ… fot. Tomasz Lewandowski

Nie staniesz się bardziej prawdziwa tylko dlatego, że płaczesz

Następny akt pod tytułem krwawa rzeka Styks. Tym razem czerwone płótno i biegnąca Alicja oraz piosenka Dni których jeszcze nie znamy. Mogłabym tak do końca wymieniać tytuły aktów, użyte rekwizyty i śpiewane piosenki. Jednak doszlibyśmy do ostatniej sceny, a i tak nie byłoby nic wiadomo. Dlatego przyszła do mnie taka myśl, że czasami zestawienie niepozornie niełączących się inspiracji może fantastycznie zagrać i obronić się w spektaklu. Jenak wszystko jest wynikiem ciężkiej pracy, studiowania inspiracji i wypracowania ruchu scenicznego. Tym razem niestety zabrakło przemyślenia i czasami zrezygnowania ze schematów, którymi widz był co chwilę męczony. Jednakże jest inna sprawa – ważniejsza, którą chcę poruszyć. Tutaj mieliśmy do czynienia ze spektaklem, w którym przepiękne kobiety odważyły się stanąć na scenie, pokazać się przed publicznością, nie tylko w układach tanecznych, ale zaśpiewać i przede wszystkim dobrze się przy tym bawić. Być z siebie dumne. Podczas warsztatów, które mają zakończyć się pokazem pracy czasem zapominamy dlaczego w ogóle znaleźliśmy się w tym miejscu. Niektórzy potrzebowali ruchu, inni wyjścia z domu, a jeszcze inni przepracowania czegoś w sobie. Jednak gdy wyczuwamy presję spektaklu, na koniec zapominamy o tym i ćwiczymy daną sekwencję pedantycznie. Oczywiście jest to równie fantastyczne i uwielbiane na scenie. Jednak nie tym razem. Tutaj czuło się, że te kobiety nawet na chwilę nie zapomniały o tym, że to właśnie droga do tego spektaklu była najważniejsza i zmieniła coś w ich życiu.

Reżyseria i choreografia: Ewa Staroń
Opracowanie piosenek: Arnika Dobras
Akompaniament: Kamil Grabowski

GDZIEKOLWIEK BĘDZIESZ ... Spektakl inspirowany twórczością Marka Grechuty, Wrocław CIA
GDZIEKOLWIEK BĘDZIESZ… fot. Tomasz Lewandowski

Przyszłości nie da się zmienić

Z tymi, którzy dotrwali aż do tego miejsca, chciałabym podzielić się swoimi odczuciami nie ze spektaklu, ale godzinę przed nim. Niektórym może wydać się, że niepoważnym jest pisanie o własnych odczuciach przed spektaklem i samej podróży, ale nie takich eksperymentów doświadczyła polska krytyka teatralna. Co więcej sam klimat tego miejsca, tamtego wieczoru był tak rozbrajający, że niesłusznym byłoby nie podzielić się odczuciami jakimi człowiek może być złapany za serce i poczuć się właśnie tak jak Alicja czy Łucja.

14 grudzień 2018 rok

Wszystko zaczęło się od mroźnego grudniowego wieczoru. Gdy ciemność coraz wcześniej daje o sobie znać za oknem, nie ma nic przyjemniejszego od imbirowej herbaty lub kakaa w ciepłym pokoju. Niestety piątkowy wieczór we Wrocławiu nie daje możliwości, aby czas tak po prostu się rozpływał. Dlatego  w mieszkaniu pozostały tylko zatrzaśnięte drzwi i szybko upływająca droga w kierunku ulicy Tęczowej. Jest to ulica, która za każdym razem odkrywa przede mną ciekawe miejsca i doświadczenia. Wtedy doprowadziła mnie do Centrum Inicjatyw Artystycznych. Po wejściu do ciemnego podwórza kierowałam się plakatami kierującymi do CIA. Podczas wchodzenia po rozpadających się, wręcz chwiejących schodach, co rusz zastanawiałam się czy to na pewno TO miejsce, bo do spektaklu zostało zaledwie 15 minut. Po przejściu przez jedną parę drzwi natrafiam na drzwi z dzwonkiem. Uśmiechnięta osoba je otwarła i jedną nogą przekroczyłam próg. Poczułam jakbym znalazła się w innym świecie. Nie umiem przyrównać tego ani do przejścia przez szafę, ani przez lustro. Tymczasem opłynęła mnie muzyka Louisa Armstronga wypływająca z gramofonu, wokoło ustawione były nienarzucające się obrazy kobiet i kwiatów, białe ściany i meble najróżniejszych stylów i epok.  Poruszałam się jakby w zwolnieniu pochłaniając każdą pozytywną energię i uśmiechy gości. Amerykański trębacz został szybko zagłuszony przez coraz to tłumniej przybywającą publiczność. Goście zachowywali się jak na spotkaniu klasowym podczas kręcenia musicalu. Wszyscy śpiewnie rozmawiali, uśmiechali się i zachowywali jakby wszystkich znali i mieli coś ważnego do przekazania. Po odczekaniu 10 minut dla spóźnialskich widzowie zapełnili całą widownię.