Cudowna Moc Bukietów – wywiad z Lilianą Sonik

W pogoni za nowoczesnością niemalże zatraciliśmy poczucie własnej odrębności kulturowej. Niewiele brakowało aby Święto Matki Boskiej Zielnej odeszło w niepamięć. Zwyczaj reaktywowała Cudowna Moc Bukietów – projekt tworzony przez Stowarzyszenie Instytut Dziedzictwa, którego prezesem jest Liliana Sonik. Dzięki jej staraniom już po raz 10 w Podstolicach i po raz 9 w Krakowie odbędzie się Cudowna Moc Bukietów. Przy współpracy z Instytutem Dziedzictwa prezentujemy Wam wywiad pomysłodawczynią projektu.

Cudowna Moc Bukietów to przede wszystkim Święto Matki Boskiej Zielnej. Zastanawiać może geneza tego niezwykłego dnia… Jakich czasów sięga to święto?

Liliana Sonik: To święto sięga czasów niepamiętnych. Wiąże się ono z legendą, w której apostołowie po zmartwychwstaniu Chrystusa, przyszli do Matki Boskiej i nie zastali jej. Zamiast niej znaleźli zioła i kwiaty. Było to święto żywe w wielu krajach katolickich, w Bawarii była Matka Boska Żytnia, w Czechach Korzenna. Wszystkie zapisy etnograficzne mówią o najdawniejszych czasach. Zapisów w XIX-wiecznej etnografii jest mnóstwo, między innymi Seweryna Udzieli, Kolberga, każdy pisał o tym święcie.

Cudowne święto, cudowne lata… Proszę opisać dziecięce wspomnienia związane z 15 sierpnia.

Do niedawna było to święto bardzo żywe, nawet w miastach. Zwyczaj Wniebowzięcia Najświętszej święcenia bukietów zielnych był bardzo rozpowszechniony, czasem nazywani je snopkami. Nie wolno mylić tego święta z dożynkami. To nie jest święto płodów rolnych, czyli zbiorów lecz święto natury, która leczy, żywi i zachwyca. Seweryn Udziela notował w Krakowiakach: „ każda gospodyni lub córka jej, niesie do święcenia wiązkę ziół, jakie poprzedniego dnia nazbierały. Między temu zielem jest mak, szałwia, macierzanka, wrotycz, koper, kminek, boże drzewko, marzanka, rozmaryn, mięta i wiele innych, a dla ozdoby zatknięty jest słonecznik, jabłko, a wszystko obwiązane wstążką. Używają tych ziół do leczenia ludzi.”

Mam bardzo sensualne wspomnienia – drewniany kościół, nagrzany sierpniowym słońcem, każdy z obecnych z bukietem. Było to spektakularne, pełne aromatów, wszelakich wonności, i kolorów. Coraz bardziej się przekonuję, że to święto jest skrojone na potrzeby człowieka XXI wieku, bo jest artystyczne, ekologiczne i botaniczne. Pokazuje moc ziół. Przecież tradycyjnych bukietów nie można było wyrzucać, były zasuszane i służyły jako domowa apteczka. Innej medycyny do niedawna  nie było.

Natchnienie od Matki Boskiej czy tęsknota za dawnym wymiarem święta? Skąd pomysł na tchnięcie oddechu życia w wymierający zwyczaj?

Pomysł wziął się z znajdującego się w naszym domu obrazu Witolda Pruszkowskiego „Niedziela zielna”, który przedstawia wnętrze kościoła wraz z wiernymi w dniu tego święta. Każdy z przedstawionych trzyma piękny bukiet, jest odświętnie ubrany. Któregoś dnia mój mąż powiedział: „Popatrz jaki cudny zwyczaj, on już umiera. Może zrobić coś żeby go ocalić?”. Rzeczywiście wrogiem tego święta nie było to, że wypaliło się samo w sobie. Jak już mówiłam jest to święto mądre, inteligentne i niosące aktualne przesłania. Było to kobiece święto. Zaczęło umierać bo w pewnym momencie pojawiło się irracjonalne przekonanie, że to tzw „obciach”. Nasza ekspertka od ziół pani sołtys Stefania Gawor mówiła, że kilkanaście lat temu sąsiadki wyśmiewały jej przywiązanie do zielnych bukietów, bo to miało znaczyć, że „robi się na wiejską babę”. Teraz ich córki i wnuczki wróciły do starego zwyczaju a nawet biorą udział w konkursie. Jednym słowem zawirowanie wynikające z bezsensownych kompleksów zaczęło to święto dusić. Na szczęście się to zmienia.

Jest też inny powód  kryzysu, z którym trudniej się uporać niż z kompleksami. Wiele roślin tradycyjnie zamieszczanych w bukietach zanika, ponieważ betonujemy łąki i cieki wodne. Niejedna wieś stała się stepową pustynią. Coraz trudniej jest znaleźć „ortodoksyjny” do cudownych bukietów. Nie wolno używać w nich roślin trujących, choćby najpiękniejszych. Wrogiem tego święta jest również to, że ludziom brak wiedzy o roślinach. Nazywam to wykluczeniem botanicznym. Angielskie badania pokazały, że dzieci zupełnie nie znają otaczającej ich natury. Zapytane o dzikie zwierzęta odpowiadały „lew”, bo oglądały „Króla Lwa” Disney’a. I u nas są podobne problemy. Z ziół najbardziej rozpoznawalna jest chyba bazylia , bo wylansowana przez przemysł szybkiego jedzenia. Ale już z szałwią, macierzanką, koprem, kminkiem, czy rozmarynem – żeby wymienić tylko te, o których pisał etnograf – mamy kłopot. A w czymże on są gorsze?  Pachną, smakują i leczą. W świecie, którego nie potrafimy nazwać stajemy się bezbronni.

Żartuję sobie czasem, że Matka Boska Zielna jest dobra na wszystko: pomaga w utrzymaniu  więzi międzypokoleniowej, uczy botaniki i ekologii oraz zachowań prozdrowotnych. Wędrówki w poszukiwaniu roślin – takie botaniczne safari – są bardzo rozwijające. Oczywiście jest to święto tradycyjnie bardziej skierowane do kobiet, ale widzę, że obecnie i to się zmienia.

15 sierpnia to też święto Wojska Polskiego i rocznica Cudu nad Wisłą, co pokazuje przesłanie tego dnia. Mężczyźni walczyli i umierali za ojczyznę, a kobiety zostawały i musiały żywić, leczyć i żyć. To właśnie istota tego święta, czyli natura która leczy, odżywia i zachwyca. Ten ostatni aspekt, czyli wymiar estetyczny jest również niezwykle istotny.

Poza starą legendą brak czysto teologicznego uzasadnienia dla zwyczaju święcenia bukietów zielnych. Natomiast warto sobie uświadomić, że 15 sierpnia – dzięki temu zwyczajowi –  natura jest wprowadzana w sferę sacrum. To kompletnie przewartościowuje standardowe opinie. Nasze prababki niosąc do kościoła „snopek” ziół i kwiatów miały ekologiczną intuicję zanim słowo ekologia zrobiło karierę.