Muzyka Stonowany kącik

Pidżama Porno w RudeBoy Club – relacja

To był naprawdę dobry wieczór

Jesienna aura nie sprzyja spacerom na łonie przyrody, wypadom w góry czy nad jezioro. Sezon na plenerowe koncerty też już raczej się skończył. Siedzenie w domu również jakoś nie pasuje. Co więc robić? Wybrać się do knajpy. Albo do klubu. Najlepiej na koncert. Tak też zrobiłem w ostatni piątek września. Zwłaszcza, że w bliskiej okolicy grał zespół, którego słuchałem wiele lat temu.

Pidżama Porno w RudeBoy Club – relacja

Bielski RudeBoy Club odwiedziła Pidżama Porno. W czasach, kiedy byłem na etapie fascynacji tym zespołem oni postanowili zawiesić działalność. Nie byłem zadowolony z takiego obrotu sprawy, nie udało mi się bowiem wcześniej zobaczyć ich na żywo. Minęło trochę czasu, fascynacja opadła, jednak dalej lubiłem odpalić sobie ich nagrania. Ciekawe, wieść o reaktywacji zespołu wywołała u mnie mieszane uczucia. Nie jestem fanem takich akcji, ale teoretycznie Grabaż nie powiedział, że to ostateczny koniec PP. Co też z drugiej strony było w porządku i dawało jakąś szansę, że jednak będzie możliwość sprawdzenia jak radzą sobie na żywo.

I nareszcie udało mi się wybrać na ich koncert. Zadowolenie, że w końcu zobaczę zespół, którego kiedyś byłem fanem mieszało się z delikatną nutką pesymizmu. Czy reaktywacja to dobry pomysł, czy jeszcze będzie jakaś energia, czy zostało w nich coś z punkowego pazura? Okazało się, że pesymizm nie był potrzebny. Pidżama Porno zagrała naprawdę bardzo dobrą sztukę. Kolejny, piątkowy wieczór okazał się bardzo fajny. Zarówno pod kątem muzycznym jak i klimatycznym.

Publiczność zwariowała

Okazuje się, że Pidżama Porno ma całkiem spore grono słuchaczy. Wiedziałem o tym i nie byłem zdziwiony, w końcu grają od niemal trzydziestu lat. Przy czym ci słuchacze są bardzo aktywni i chodzą na koncerty. Co wcale nie jest oczywiste w czasach olewactwa, internetu i lenistwa. RudeBoy pękał w szwach. Pełno ludzi w każdym wieku. Wszyscy uśmiechnięci. Nawet kilkuminutowa obsuwa nie zdenerwowała publiki, która chyba nawet się nie zorientowała, że opóźnienie było. Grunt, że się zaczęło.

I zaczęło się z przytupem. I poleciały chyba wszystkie hity zespołu. I tak jakoś mi się fajnie zrobiło, miło bardzo. Wspomnienia sprzed lat wróciły. Ostatnia nutka pesymizmu prysła, jak tylko poleciały pierwsze dźwięki ze sceny. No i jak Grabaż zaczął śpiewać. Niby zespół to już nie młodzieniaszki, ale chyba „dalej kochają Clash, ciągle lubią Ramones”. Było bardzo „pidżamowo”. Kupa energii, kupa dobrej zabawy. I nawet konkretne pogo pod sceną było.

Zespół też był zadowolony

Pidżama Porno w obecnej postaci działa jako trio. Na szczęście na koncertach wspomagają ich muzycy z zespołu Strachy Na Lachy. Na basie zasuwa Longin Bartkowiak, na drugiej gitarze Mariusz Nalepa. Powiem szczerze, że sprawdza się to naprawdę dobrze. Panowie są zgrani zawodowo. Można było wyczuć chemię między muzykami. Gitary punkująco zapieprzały do przodu, sekcja nadawała konkretne tempo i w końcu Grabaż nawet nieźle śpiewał. Zespół był w bardzo dobrej formie. Zagrali set typu „the best”. Była więc „Gnijąca Modelka”, „Chłopcy Idą na Wojnę”, „Bułgarskie Centrum” i ponad godzina innych oczywistości. Zagrali nawet kawałek „Twoja Generacja”, którego kiedyś nie znosili. Publiczność szalała, zespół również, Grabaż się cieszył, że jest wesoło. Ja się cieszyłem bo ich zobaczyłem. Mam z nimi jeden, mały problem. Skoro wznowili działalność, dlaczego nie nagrali jeszcze nic nowego. Od 2014 roku minęło już sporo czasu.

Tu powinno nastąpić podsumowanie, którego nie będzie bo relacja jest tak krótka i węzłowata, że nic nie muszę dodawać. Kto zna twórczość PP, a nie widział ich na żywo, powinien sprawdzić, szczególnie w niewielkim klubie. Wtedy jest najlepsza atmosfera i banda szalonych ludzi pod sceną.

Maciej Juraszek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *